Fragment książki

2 minuty czytania

MONTAGNE NOIRE, LANGWEDOCJA, LATO ROKU 1207

Bridget wiedziała, że jej matka umiera. Złota aureola życia, która powinna świecić jednostajnym, silnym światłem wokół ciała Magdy, była zaledwie bladym płomykiem, a jej rany nie reagowały na uzdrawiającą moc dłoni Bridget. Na zewnątrz górskiej jaskini, w której się schroniły, szalała letnia burza. Bridget poczuła błyskawicę wewnątrz siebie i zobaczyła jej jasne światło przez opuchnięte, zmęczone powieki. Urodziła się w trakcie takiej właśnie burzy i moc błyskawicy płynęła w jej żyłach. Był to święty dar życia, przejaw sił Jedynego Światła. Tym razem jednak przyszło po to, żeby zabrać jej matkę. – Nie opuszczaj mnie – szepnęła Bridget głosem zduszonym od łez. – Proszę, nie odchodź. Tak bardzo się boję. – Przytuliła policzek do dłoni matki. Czubki palców Magdy pokryte były zaschniętą krwią, a w miejscu, w którym niedawno jeszcze były równo przy-cięte paznokcie, teraz widać było żywe ciało. Szczupłe nadgarstki poznaczone były krwawymi pręgami w miejscach, gdzie więzy wrzynały się w skórę. Takie rany z czasem można było wyleczyć. Ale nie tą, którą Magda miała na czole, gdzie księża wypalili ciało aż do kości, znakując ją rozgrzanym do czerwoności krzyżem, którego nie chciała ucałować. Czarownica i heretyczka, tak ją nazwali. Nierządnica diabła. Jej biedna matka, która nigdy nikomu nie zrobiła ani nie życzyła niczego złego.

Powieki starszej kobiety zatrzepotały i uchyliły się. – Masz przed sobą wiele lat życia – szepnęła. – I masz do speł-nienia obowiązek. Jesteś ostatnią z naszej linii... – Jej gardło poruszyło się, jakby próbowała przełknąć. Bridget podała jej mały, drewniany kubek, wypełniony wodą ze źródła bijącego w głębi jaskini. Magda wypiła, chociaż większość wody spłynęło jej po podbródku. Jej szare oczy były jasne i szeroko otwarte. Całe pozostające w niej życie skoncentrowało się w spojrzeniu. – Musisz znaleźć mężczyznę, który wypełni twoje łono nasieniem, kiedy przyjdzie odpowiednia faza księżyca. Tak było, od kiedy wzniesiono ogromne kamienne kręgi. – Ale stryj Chretien... – zaczęła Bridget i obejrzała się przez ramię w stronę tonącego w ciemności wejścia do jaskini. – Twój stryj nie będzie stawał ci na drodze. Jest katarem i musi pozostać w celibacie. Wie jednak, że twoja droga jest inna…

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...