dziki_zachód

Coda. Tom 3

2 minuty czytania

coda. tom 3

W świecie fantasy losy barda mogą być zgoła odmienne od rubasznego życia podobnego elfom imć Jaskra. Na własnej skórze przekonuje się o tym Huma, bohater kończącej się trzytomowej serii "Coda" wydawnictwa Non Stop Comics.

Smutnemu bardowi Humie nie wiedzie się najlepiej. Właściwie nigdy nie wiodło mu się gorzej. Został porzucony przez żonę i wylądował gdzieś na pustkowiu, jego zmutowany wierzchowiec wygląda na dogorywającego, a bohater nie ma siły ani ochoty na podejmowanie jakichkolwiek kroków, by uczynić własną egzystencję choć nieco znośniejszą.

Na pierwszych stronach trzeciego i ostatniego tomu "Cody" widzimy jak – kolokwialnie pisząc – bard łapie doła. Niedługo potem spotyka znaną już czytelnikom Błotkę, po czym popada w stagnację. Co prawda ma to uzasadnienie fabularne, jednak trochę szkoda, że na paru polach opowieść biegnie do przodu pomimo chwilowego zepchnięcia barda na boczny tor – choć nadal pośrednio na skutek jego wcześniejszych czynów. Tak jakby Simon Spurrier nie za bardzo wiedział, co przez te kilkanaście stron ma robić główny bohater i w jaki sposób mógłby poznać detale pewnej intrygi. Pominąwszy nieprzekonujące rozwiązanie przyjęte przez scenarzystę, dostajemy to, za co zdążyliśmy polubić "Codę". Na przestrzeni trzech tomów polskiego wydania autor upycha wiele klisz fantasy, jednakże większość z nich przerabia na własną modłę i zwodzi oczekiwania czytelnika, podsypując wartką historię w nietypowym settingu postmagicznego fantasy przygodami smutnego barda i dawką humoru. Chociaż mam nieodparte wrażenie, że ten świat mógłby zaoferować jeszcze więcej.

coda. tom 3coda. tom 3

Również rysownik stanął na wysokości zadania. Matias Bergara dostarczył miksu dynamicznych – w paru miejscach lekko przeładowanych i przez to chaotycznych – rysunków, oryginalnych projektów postaci i bardzo ładnych plansz. Pomimo dobrej roboty wykonanej przez Urugwajczyka, show kradnie kolorysta Michael Doig – feeria barw, jakiej jesteśmy świadkami na wielu stronach, to pożywka dla oczu i to one windują wrażenia estetyczne z obcowania z "Codą".

"Coda" kończy podobnie, jak zaczęła – jako przyjemna i niezobowiązująca, a do tego pieszcząca oko zabawa schematami fantasy. Może nie wszystkie klocki zdołano idealnie dopasować, może przydałoby się więcej fabularnego mięsa o dziwacznej krainie, lecz to pomniejsze niedostatki, nieniwelujące atutów serii, o których warto przekonać się samemu.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...