Cień węża

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 26 lipca 2012
cień węża

Rick Riordan zyskał sławę dzięki serii "Percy Jackson i bogowie olimpijscy". Kluczem do sukcesu okazał się sympatyczny nastoletni bohater stający w obliczu niecodziennych faktów. Dodajmy do tego największy plus serii – bogowie greccy. Amerykański pisarz stworzył świetny magiczny świat, który oczarował czytelników. Potem pojawiły się dwa kolejne cykle, o bogach rzymskich i egipskich. Ja mam przyjemność recenzowania trzeciego i ostatniego tomu "Kronik rodu Kane" – powieści o bogach egipskich. Pierwsze dwie części były dobre, czy tak samo będzie z "Cieniem węża"?

"Ognisty tron" zakończył się powołaniem do życia boga Ra, który okazał się starym, zniedołężniałym i infantylnym staruszkiem. Carter i Sadie Kane'owie mieli niezły orzech do zgryzienia. Jak uratować świat przez bogiem chaosu Apopisem, skoro jego największy przeciwnik jest niespełna rozumu? Kluczem do jego pokonania stały się pewne zwoje napisane przez Setne. Skąd taki pomysł? Ano z jakiegoś powodu Apopis niszczy wszystkie jego kopie, więc coś musi być na rzeczy. Niestety, zostają one zniszczone, ale Carter i Sadie wpadają na inny pomysł związany z cieniem złego boga chaosu...

Bohaterowie to rodzeństwo Carter i Sadie Kane'owie. Kłócą się ze sobą, sprzeczają, ale w chwilach kryzysu potrafią sobie nawzajem pomóc. Myślę, że Rick Riordan wiarygodnie ukazał relacje między nimi. Cała powieść to zapis nagrania (tak wynika z fabuły) i raz wydarzenia opisuje Sadie, innym razem Carter. Zmiana ta następuje zawsze co dwa rozdziały. W czasie opowiadania, często pojawiają się wtrącenia np. Sadie komentuje spostrzegawczość Cartera, który dosyć późno zdał sobie sprawę z tego, że jest podrywany przez pewną dziewczynę. Jest to zwykłe dokuczanie sobie nawzajem, ale takie sytuacje malują na twarzy czytelnika uśmiech. Sympatyczni bohaterowie to niewątpliwie duży plus "Cienia węża", ale nie można oprzeć się wrażeniu, że Carter to... mięczak. W trzecim tomie niewiele pomógł i nie dokonał żadnego bohaterskiego czynu, podczas gdy Ziya i Sadie owszem. On był jedynie obserwatorem, a jego próby pokonania przeciwników kończyły się fiaskiem. Oj, nie tak powinien się zachowywać ktoś, kto posiada moce Horusa. Tym bardziej to irytuje, gdyż książka jest przeznaczona dla obu płci, więc "bohaterskość" rodzeństwa powinna być wyrównana, a jeśli tak nie jest, to ktoś będzie nieusatysfakcjonowany – w tym wypadku będą to przedstawiciele rodzaju męskiego. Nic tak nie denerwuje jak bohater mięczak, który przegrywa w potyczkach słownych z siostrą i któremu brakuje charyzmy.

cień węża

Fabuła nie sili się nawet na złożoność, jak to bywa z powieściami Ricka Riordana. Autor napisał książkę dla dzieci oraz młodzieży i z powodu tych pierwszych nie spotkamy w książce mrocznych, smutnych czy wzruszających momentów. Jest to zdecydowanie największa wada twórczości amerykańskiego pisarza. Widać także, że inspirował się on swoją serią o bogach greckich, gdyż i tu mamy do czynienia z przeciwnikiem potężniejszym od bogów i końcem świata. Podobieństw jest zapewne więcej, ale ja wymieniłem te największe. Fabuła obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji znacznie polepszające odbiór powieści. Można też do jej plusów zaliczyć także to, że jest ekscytująca z racji tego, że łatwo utożsamiamy się z bohaterami, których przygody nas zadziwiają i fascynują, a zarazem wzmagają pragnienie oderwania się od szarej rzeczywistości poprzez czytanie książki.

Tak więc jeśli ktoś ma ochotę na ekscytujące przygody z różnorodnymi postaciami w tle, to nie zawiedzie się na "Cieniu węża". W dalszym ciągu wciąga niczym odkurzacz, a nawet jeszcze bardziej. W trakcie lektury po raz kolejny spotykamy naszych znajomych z poprzednich części, a niektóre nowe postacie posiadają oryginalne i ciekawe usposobienie. Nie można jednak dobrego słowa powiedzieć o wątkach miłosnych. Mdłe – takie określenie idealnie do nich pasuje. Ale pewne komplikacje związane z nimi autor dobrze rozwinął i zakończył – klątwę Walta i nieodwzajemnianą miłość Cartera do Ziy (wiadomo z jakiego powodu).

cień węża

Zakończenie trylogii wypadło przyzwoicie. Apopis został ukazany jako naprawdę potężny wróg, a bohaterowie ze swoimi ograniczeniami byli w porównaniu do niego słabi. Sposób na boga chaosu był jednak dobry i wiarygodny, ale zdecydowanie poszło zbyt łatwo i... wolno. Dziwię się, czemu Carter i Sadie wykorzystali swój największy atut przeciwko Apopisowi, dopiero gdy wszystko wskazywało na to, iż przegrali. Nie można było wcześniej? Nie wspominając o tym, że zaklęcie, które rzucili, powinno, ale nie wywarło żadnego efektu na nich samych. Nie nazwałbym tego małym drobiazgiem, lecz dużym niedociągnięciem.

Wydanie jest wspaniałe. Kolory na okładce są niezwykle żywe, a cieniowanie znakomite. Błędów w tekście nie znalazłem, tytuł "Cień węża" rzuca się w oczy i przyciąga uwagę, więc wyśmienicie prezentuje się na półce.

Lekki styl i ekscytujące przygody wraz z egipskimi bogami to największe atuty "Cienia węża". Od powieści Ricka Riordana nie można jednak zbyt wiele oczekiwać. Zaliczyłbym ją do zwykłego "czytadła" urozmaiconego ciekawą starożytną religią. Nie jest to poważna lektura, nie posiada dramatycznych momentów, ale doskonale sprawdza się jako "relaksacz". Słowem: dobra książka. Polecam ją wszystkim wielbicielom twórczości Ricka Riordana.

Dziękujemy wydawnictwu Galeria Książki za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 7,8 Średnia z 5 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...