Chappie

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski piątek, 17 kwietnia 2015

Znacie przypadki reżyserów, którzy w swoich kolejnych filmach czerpią wzorce z dotychczas stworzonych dzieł? Neilla Blomkampa z pewnością możecie do tej kategorii zaliczyć. Słynny filmowiec i jego najnowsze dziecko ani przez moment nie zaskakują. Stworzył produkcję, która od pierwszych scen szczególnie przypomina „Dystrykt 9”. Dodajcie sobie, że wymieniony tytuł oglądałem dawno temu. Pamiętam głównie soczyście klnącego bohatera oraz smutne zakończenie. A i tak skojarzenie z nim wystąpiło! Naśladownictwo nie jest jednak największym grzechem „Chappiego”. W takim razie co?

chappie

Świat przedstawiony w filmie opanowany jest przez ulicznych gangsterów, z których lwia część biega z karabinem (lub inną bronią), gołą klatą i tatuażami. O kamizelce kuloodpornej mało kto pomyślał. W tym samym momencie nastąpił postęp w dziedzinie robotyki. Firma zbrojeniowa wynalazła tak zwane Skauty, które świetnie sprawdzają się w boju i mogą wspierać walczących z przestępczością policjantów. Są skuteczne, celnie strzelają, a do tego bronią służby mundurowe przed pociskami, więc i również stratami. Jeśli któryś z nich ulegnie zniszczeniu – wystarczy go naprawić lub stworzyć zastępczy egzemplarz. Proste, nie? Znalazł się jednak pewien młody inżynier, Deon Wilson, który pragnie zmajstrować robota o własnej samoświadomości. Eksperyment się udaje, lecz przejmuje go grupka gangsterów na krawędzi, usilnie potrzebujących zdobyć znaczną sumkę pieniędzy.

chappie

Oczywiście tym robotem jest tytułowy Chappie, największy atut filmu i jego rozczulająca maskotka. Twórcy skupili się na rozwoju psychologicznym postaci (wszak zaczyna jako uczące się wszystkiego dziecko), pokazując wpływ ludzi oraz środowiska na tworzący się charakter. I tutaj zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki – scenarzyści umieścili mnóstwo emocjonalnych scen, nie dając widzowi nawet chwili wytchnienia. Cały czas coś się dzieje – i to coś zazwyczaj oznacza momenty dalekie od spokojnych. Akcja nieustannie gna do przodu, a jakby wam było jej mało, to na dokładkę obrazowi towarzyszy dynamiczna ścieżka dźwiękowa, sugerująca, że za chwilę będzie głośne oraz wielkie „BUM!”. O ile na początku taka prezentacja historii może się podobać, to po pewnym czasie powoduje zmęczenie. Napięcie ustępuje lekkiej irytacji, a następne sytuacje, których celem jest pobudzić pobudzonego już odbiorcę, zaczynają frustrować. Jestem zaskoczony, że nikt nie pomyślał, aby czasami rozluźnić widza. chappie To znaczy kilka takich scen się znajdzie, lecz przeraźliwie krótkich. Poza tym nawet podczas minut noszących mniejsze brzemię emocjonalne, człowiek obawia się, że gdy tylko straci czujność, nastąpi „BUM!”.

Jakie uczucia wywołuje obraz Neilla Blomkampa? Przeważnie gniew na wszystkie postacie, oprócz Chappiego, bo on budzi głębokie współczucie. Na szczęście antagonista wyróżnia się z tej gromadki – powiedzmy, że niebywałą radość sprawiają nam jego nieszczęścia, takiż z niego zły facet. Niemniej nie widzę sensu w czynieniu dobrych bohaterów frustrującymi. Wynalazca słodkiego robota to zadufany w sobie palant. Nie chciałbym go mieć za kumpla, za to z chęcią postawiłbym chłopaka do pionu, ponieważ odpowiedzialnością nie grzeszy. Pozytywniej wypadają wspaniale przerysowani gangsterzy. W ogóle światek przestępczy został ukazany rewelacyjnie, z całym jego brudem, przemocą oraz nieustanną walką o przetrwanie. Pierwsze kroki Chappiego w tym niełatwym środowisku, w trakcie których zaczyna pojmować rządzące nim zasady oraz rozróżniać dobro od zła, potrafią łamać serca. Dlatego siłą rzeczy raczej nie ma tutaj innej sympatycznej postaci niż sam robot. Co nie oznacza, że nie doceniam sposobu ukazania gangsterów, którzy mogą podobać się dzięki luzackiemu stylowi, ryzykownemu trybowi życia oraz ulicznemu slangowi, ale jeśli zapoznać się z nimi bliżej... cóż. To nie są osoby, z jakimi chciałbyś utrzymywać stałe kontakty.

chappiechappie

Właśnie przestępcza otoczka i miejsce akcji (slumsy w mieście Johannesburg) nasuwają największe skojarzenia z „Dystryktem 9”. Aczkolwiek przyznam, że „Chappie” raczej mu ustępuje, głównie ze względu na zakończenie, które jest dość łatwe do przewidzenia i nie wywołuje tak szokującego wrażenia. Nie wspominając już o znanych motywach, jak wyścig z czasem oraz próba przeżycia (DNA Wikusa ulegało modyfikacji, tymczasem Chappiemu niedługo wyczerpie się bateria, co wiąże się ze śmiercią). Zabiegi fabularne, mające podtrzymywać napięcie i grać na emocjach, też wcale oryginalne nie są. Polegają na klasycznym – ojej, dzieje się krzywda słodkiemu Chappiemu, straszne. I tyle. Aczkolwiek trudno mi to odbierać jako poważną wadę. Muszę też pochwalić ścieżkę dźwiękową – fakt, przez większość czasu doprowadzała do szału, lecz niektóre fikuśne utwory świetnie komponowały się z brutalną prezentacją świata.

Także gra aktorska stoi na niezłym poziomie. Hugh Jackman spełnia powierzone mu zadanie, irytując swoją postacią bardziej niż Joffrey w „Grze o tron”. Dev Patel dużo od siebie dodał – uważam, że przy mniej ekspresyjnym zachowaniu, budziłby pozytywniejsze emocje. Sigourney Weaver zauważyłem, owszem, choć przepadła w tłumie. Nic genialnego nie pokazała, ale też nie można odmówić jej filmowego doświadczenia. Najlepiej z obsady wypadają zaś sami gangsterzy, których fantastyczny styl oddali Ninja (jako Ninja), Yo-Landi (jako Yo-Landi), Jose Pablo Cantillo (Amerika) oraz Brandon Auret (Hippo). Na osobną laurkę zasługuje Sharlto Copley użyczający głosu Chappiemu. Został tak perfekcyjnie odegrany, że nawet przez chwilę nie wątpi się, że czuje i ma własną świadomość.

chappie

Czy polecam obejrzenie „Chappiego”? Raczej tak. Chociaż przepakowany akcją niczym frytki zanurzone w morzu ketchupu, wciąż stanowi przykład dobrego i widowiskowego kina z ambitnym przesłaniem. Neill Blomkamp nie zawiódł moich oczekiwań, mimo że kilka rzeczy można było zrobić lepiej. Tak więc jeśli nie macie nic przeciwko odwiedzeniu Johannesburga, do cna przesiąkniętego przestępczością, a rozczulające postacie, takie jak tytułowy robot, zawsze zdobywają wasze serca – to szczerze zachęcam. Ja jestem usatysfakcjonowany, choć myślę, że teraz zmiana konwencji wyszłaby na zdrowie reżyserowi.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 7,63 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Medivh · środa, 15 lipca 2015, 12:55
0
Rewelka - bawiłem się naprawdę wspaniale. Muzyka Die Antwoord wraz z członkami zespołu jako aktorami - miodzio. Zresztą sam Chappie jest wystarczającą zachętą do obejrzenia Polecam!

8/10

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...