Borderlands 2

Na bycie "badassami" nie mogą się doczekać: Ati (pisana pochyle) i Hassan' (pisany normalnie).

Co jak co, ale pierwsza część "Borderlandsów" była moim wielkim uzależnieniem. Przeszedłem ją z pięć-sześć razy, świat znam na wylot, podobnie jak większość żartów, a motyw z aren Szalonej Moxxi wywołuje na mojej twarzy uśmiech i chęć strzelania do szalonych karzełków. Ati zresztą tego świadkiem, że od "jedynki" oderwać się nie mogłem, a kiedy dowiedziałem się, że oficjalnie zapowiedziano dwójkę, wydałem z siebie okrzyk radości. Pierwszy trailer obejrzałem kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset razy, drugi podobnie. Bazylion broni stał się bardziej bazylionowy, a od momentu, kiedy przelew trafił na konto sklepu, w którym kupiłem przedpremierową edycję kolekcjonerską "Borderlands 2", po cichutku liczę dni i godziny, kiedy znów będę mógł zacząć rozpierduchę.

"Two guns, bitches!"

Co zaoferuje nam "Borderlands 2"? Cztery nowe klasy, świat skonstruowany od podstaw, więcej customizacji, więcej wybuchów, więcej humoru, więcej broni, więcej wszystkiego. Druga część cudownego dziecka FPS'ów i RPG'ów jest realizowana według starej, sprawdzonej recepty na shooter – więcej i lepiej. Czy będzie lepiej, musimy poczekać, ale odnośnie "więcej" Gearbox nie ustaje w przechwałkach. Ilość losowo generowanej broni dotarła do liczb, których nazw nie jestem w stanie wymówić, podobnie ma się sprawa ze wszystkimi umiejętnościami, granatami oraz różnorodnością bohaterów. Teraz nie będziemy się martwić, że drużyna złożona z czterech, powiedzmy, gunzerkerów będzie różniła się tylko kolorem koszulki. Zmienimy większość cech postaci, zaczynając od ubioru, a kończąc na fryzurze.

Borderlands 2Borderlands 2Borderlands 2

Pozostaje mieć nadzieję, że ów szeroki wybór nie okaże się trzema mdłymi różnicami w cięciach fryzury czy innymi logami na koszulkach. Było już i tak, że rewolucyjne, tak wyczekiwane przez fanów pierwszej części, zmiany okazywały się ledwie pierdnięciem w kosmosie. Niewiele wartym uwagi, a co dopiero pieniędzy.

Wszystko staje się jeszcze bardziej frapujące przez aż cztery już zapowiedziane DLC. Rozszerzenia mają pojawiać się kolejno do czerwca przyszłego roku. Czyżby zatem Gearbox był aż tak pewny swego? A może wręcz przeciwnie, chcąc jak najszybciej zyskać na sentymencie, polecają Season pass?

Nie jestem pewien, czy powinniśmy w zasadzie piętnować Gearbox za takie działanie. To oczywiste, że chcą zarobić na swojej grze i cieszę się, że mają plan wydawniczy na "po wydaniu". To jakby obietnica, że po premierze nie zabiorą się za liczenie zysków, a raczej za pracę nad dodatkowym materiałem do gry. Nie chcę wdawać się w dyskusję o słuszności i niesłuszności Downloadable Contentów, ale nie ma się co oszukiwać – wszyscy producenci przyjęli teraz taką strategię i my, gracze, musimy z tym żyć. Jeśli mam być szczery, wolę doszukiwać się w tym jakichś pozytywów niż na to narzekać i zakładać najgorsze. Szczególnie, że doświadczenia związane z DLC do poprzedniej części uznaję w jak największym stopniu za pozytywne.

Borderlands 2Borderlands 2Borderlands 2

Zresztą, powołując się na archaiczne czasy – o ile nie myli mnie pamięć, już w dniu premiery "Diablo II" wiedzieliśmy, że będzie doń dodatek. Czy ktoś wtedy narzekał? Ja pamiętam radość, że moja przygoda z grą będzie miała swoją kontynuację.

Przyrównanie tych dwóch gier ze sobą nie jest przypadkowe – "Borderlandsy" wywoływały (i wywołują) u mnie podobne uczucia, co legendarny hack'n'slash, przede wszystkim ze względu na podobną mechanikę generowania lootu. Fajnie było zdobywać rzadkie przedmioty w "Diablo II", fajnie było zdobywać przedmioty w "Borderlandsach". Do dziś pękam z dumy na myśl o moim rewolwerze od firmy Dahl, który jednym strzałem (a wypluwał z siebie siedem jednocześnie) miażdżył każde napotkane zagrożenie. I odpychał je na kilkadziesiąt metrów. I miał lunetę. I bagnet. Mając świadomość i widząc na rozmaitych materiałach nowe modele, właściwości, wady i zalety różnych broni uśmiech wraca na twarz, a ręce świerzbią, chcąc złapać jakąś nową zabawkę i być z niej dumny, jak z mojej Anakondy.

Uuu, pamiętam ten rewolwer. Nie raz mi tyłek ratował z opresji, kiedy moja wiedza o "Borderach" ograniczała się do "strzałkami chodzisz, lewym strzelasz, celujesz we wszystko, co się rusza. Zwłaszcza, gdy biegnie w twoim kierunku". W zasadzie... teraz jest niewiele większa. Ale to chyba z grubsza cała filozofia FPP.

Większość pewnie ucieszy też fakt, iż niewielkiej zmianie uległy klasy. Nadal mamy syrenę, fantastyczną nie tylko z buzi, ale i bojowych możliwości. Maya teraz co prawda nie będzie mogła, niczym łotrzyk z "Baldur's Gate", wchodzić w cienie, ale w zamian zyska możliwość blokowania i "wybuchu" przeciwników. A na deser uleczy resztę drużyny. Natomiast komandos Axton zadba o spektakularne efekty specjalne dzięki wybuchom i eksplozjom, czasem nawet nuklearnym. Znajdzie się też smaczek dla miłośników ciosów znienacka w plecy, czyli Zero. Skrytobójca będzie wyposażony w umiejętności wywołujące może nieco mniej destrukcji otoczenia, ale niemniej skuteczne, jeżeli chodzi o neutralizację celu. I wreszcie Salvador "broniorzyńca"... Kiedy patrzę na niego w akcji, mam wrażenie, że mógłby nawet podnieść nieco zgniecioną puszkę, a ta wyplułaby z siebie kilka pocisków... Ach, borderowa destrukcja! Zapowiedziano także, że stare postacie będą się przewijać przez nową grę, ale jako niezależne.

Borderlands 2Borderlands 2Borderlands 2

Klasy zostały moim zdaniem odpowiednio wyważone – Syrena, która w pierwszej części pełniła rolę wsparcia, dostała umiejętność przeznaczoną wsparciu, hunter stał się asasynem i tak jak Mordechaj nożem, tak teraz Zero rżnie kataną i robi to znacznie skuteczniej. I mimo że brakuje mi Cegły, którego pamiętam przede wszystkim z brania karzełków z Karzełkowa na wściekłe, elektryczne pięści, Salvador może bardzo skutecznie wypełnić to puste miejsce znacznie szerszym wariantem możliwości i zastosowań swoich talentów. Mam tylko wrażenie, że komandos to po prostu nowa nazwa dla żołnierza i dalej ta klasa nie jest dla mnie pociągająca w żaden sposób. Jestem już pewien, że w mojej drużynie podział ról będzie identyczny, jak w pierwszej części i każdy będzie grał nowym odpowiednikiem postaci z "jedynki". Zupełnie mi to nie przeszkadza.

"Borderlandsy" to jednak nie tylko tona broni i pół tony sposobów na posługiwanie się nią. To także gra ze świetnie nakreślonymi postaciami, fajną fabułą i mnóstwem humoru. Nigdy wcześniej nie spotkałem tytułu, który miałby w sobie tyle odniesień do popkultury, świetnych żartów i dystansu do siebie. Steve i jego heyoooo!, Claptrap, intergalaktyczny ninja asasyn i mechaniczna rewolucja, Dr. Ned i dr. Zed (który wcale nie jest doktorem Nedem), Generalnie Szpital i tu wcale nie ma bossa. Mógłbym wymieniać tak długo i nie skończyłbym do rana. Mam nadzieję, że druga część będzie równie obfita w ten sam rodzaj humoru, a biorąc pod uwagę fakt, że za scenariusz odpowiadają te same osoby, co za scenariusz jedynki, istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie będzie.

Wiecie, że on śmiał się pod nosem, nawet wspominając to wszystko? Ale ciężko się nie zgodzić – brutalny, absurdalny i w ogóle "lny" humor gry, przyprawił nas o łzy niejednokrotnie. Mnie też przestało dziwić, że polscy dystrybutorzy nie zdecydowali się na tłumaczenie.

Borderlands 2Borderlands 2Borderlands 2

A to, za co ja dziękuję developerom, to to, że nie zmienili unikalnego stylu graficznego. To była druga z rzeczy, która sprawiła, że zdecydowałam się zagrać w ten tytuł. Pierwszą był soundtrack (i szczególnie "No Heaven"), którym zostałam obudzona pewnego pięknego, bardzo wczesnego, poranka. "Oh, lord, there ain't no heaven". Później powtarzałam to często, widząc kolejnych przeciwników. Nie życzyłabym nikomu koszmarów z nimi. A teraz... będzie ich więcej! Roboty (zapewne mściciele Claptrapa), podstępne śmiercionośne rośliny i oczywiście... wormhole thresher, którego sir Hammerlock tak barwnie opisuje w swoim małym przewodniku. Co więcej, każdy przeciwnik będzie inaczej reagował podczas walki. Wspominany jest także Goliat, w przerażającym stalowym hełmie... z niespodzianką. Do tego na niektórych gameplayach pokazywano monstra, pokryte pancerzem z kryształów. Po jego rozbiciu, odsłaniały się wrażliwe punkty bestii, jednak trzeba się spieszyć z ich wykorzystaniem, ponieważ czasem kryształowa osłona się odnawiała. Do tego twórcy zapowiadają również bestie wykorzystujące różne żywioły, a co za tym idzie, odporne na nie. Strach zapytać, co jeszcze się czai na nowej Pandorze.

Nie pytaj, sam Ci opowiem.

Cień spadł na niegdyś pokojową planetę Pandora! Przystojny Jack, który jest równie przystojny co niecny, uzurpował sobie odkrycie legendarnego Skarbca (który wszak odkryliśmy my, w pierwszej części) i proklamował się dyktatorem Pandory. Teraz trzeba ją odbić, bo dyktatorzy są źli, a Przystojny Jack jest jeszcze na dodatek pokrętnym kłamczuszkiem. Ma jednak rację – będziemy potrzebowali dużo broni, by go dorwać.

W trakcie rozgrywki spotkamy zarówno starych znajomych, jak i nowe postacie. Wiemy, że bohaterowie pierwszej części pojawią się w fabule i będą zlecać zadania, na pewno przewinie się też Scooter, Szalona Moxxi, Dr. Zed (który wcale nie jest Dr. Nedem), Marcus, Claptrap czy Patricia Tannis. Wreszcie będziemy mieli okazję poznać jedną z sióstr Scootera, Ellie, Tiny Tinę, 13-letnią specjalistkę od demolki i niezrównanego trapera, Sir Hammerlocka.

Fabuła wręcz prosi się o zapełnienie żartami, gagami i odniesieniami do kultury popularnej – jest prosta, pozostawiająca dużo pola do popisu. Pandora w ciągu pięciu lat od końca pierwszej części zmieniła się – trudno powiedzieć czy na gorsze, czy na lepsze. Większość elementów fauny i flory łączy wspólny mianownik – "niebezpieczne". Lasy, góry, miasta i arktyczne pustkowia mają być pełne wyzwań i przeszkód, z którymi drużyna (podobnie jak w pierwszej części, złożona z maksymalnie czterech osób) powinna sobie poradzić. Bo, jak rzekł sir Hammerlock, grając w "Borderlandsy" jesteśmy "badassami".

I to do tego stopnia, że aż Gearbox postanowił stworzyć nam Badass Ranks. Punkty "badassa" będziemy zdobywać za specjalne osiągnięcia podczas misji, jak chociażby poprzez zabicie 100 skagów czy ukończenie misji bez umierania. Powiem więcej – nie będą miały górnej granicy, więc będziemy mogli z nich korzystać... w nieskończoność. A gdy już przyznasz sobie "token", wybierzesz pięć radnomowych boostów do swoich statystyk (zwiększając poziom zdrowia, szybkostrzelność, poziom tarczy itp, itd).

Borderlands 2Borderlands 2Borderlands 2

Zasadę "więcej i lepiej" wykorzystano również przy tworzeniu drzewek umiejętności. Chociaż ciężko dokładniej wskazać, co się zmieni, to na pewno wszystkie będą wspaniale opisywać swoje klasy. Na przykład Salvador, gunzerker, będzie mógł częściowo regenerować swoje zdrowie dzięki obrażeniom zadanym przeciwnikom. Z kolei Zero posiada umiejętność pozwalającą na kumulowanie obrażeń z kolejnych krytyków. A tego jest jeszcze więcej i więcej, do tego stopnia, że obawiam się zamienienia zapowiedzi w nudną wyliczankę. W każdym razie, Hassan' już planuje, jak będzie układał swoje drzewko. Pewnie głównie dlatego, że od pierwszego trailera wiedział, kim będzie grać. Ja nadal zastanawiam się, czy wolę wysadzać telekinezą, czy jakąś zgrabną rakietnicą. Na pewno w końcu znajdę swoją drogę, aby uzbierać na rachunki.

Cokolwiek by nie mówić, "Borderlands 2" dla fanów pierwszej części zapowiada się wyśmienicie i może stanowić całkiem niezłe zaproszenie dla nowych i przyszłych entuzjastów serii. Niewiele czasu zostało już do premiery, więc czy wszystkie fakty i oczekiwania mają pokrycie w rzeczywistości przekonamy się niebawem. Tymczasem pozostaje nam masakrowanie karzełków w "jedynce", co wszystkim z całego serca serdecznie polecam.

Ocena użytkowników
5,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...