The Banner Saga

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski wtorek, 15 lipca 2014

"The Banner Saga" to kolejny tytuł odwołujący się do klimatów nordyckich. Wcześniej mieliśmy okazję zagrać w piątą część "The Elder Scrolls", "Skyrim", szczodrze czerpiącą inspirację z mitologii skandynawskich, a żeby daleko nie szukać, i wśród obecnie emitowanych seriali znajdziemy produkcję popularyzującą tę tematykę – "Wikingów" stacji History.

the banner saga

Gra niezależnego studia Stoic została sfinansowana za pośrednictwem Kickstartera i należy do gatunku klasycznych cRPG-ów – z turową walką oraz dwuwymiarową grafiką. Warto zauważyć, że za "The Banner Saga" odpowiadają doświadczeni developerzy, byli członkowie BioWare, którzy mieli swój udział przy tworzeniu "Star Wars: The Old Republic". Tyle z najważniejszych informacji, możemy więc przejść do meritum: Bogowie umarli.

Świat stanął u progu zagłady

the banner saga

To pierwsze zdanie, jakie pada w grze, dokładnie prezentuje jej charakter. W trakcie długiej podróży przez zakątki uniwersum "The Banner Saga" przez cały czas pobrzmiewają echa dawnej chwały świata, kiedy stąpali po nim bogowie w najczystszej postaci. Czuć to nie tylko za sprawą melancholijnej muzyki w tle czy dzięki pięknie namalowanym i dwuwymiarowym lokacjom oraz nadchodzącej wielkimi krokami zagładzie. Myślę, że największa zasługa tkwi w samym scenariuszu, który oferuje zapoznanie się z historią poszczególnych osobistości niegdyś tworzących panteon – nie do końca nordycki, bo choć mitologia była dla twórców czołową muzą, to postanowili oni wykreować własny, oryginalny system wierzeń. Poznawaniu rysopisu nieżyjących już bogów towarzyszy tęsknota za ich utraconą glorią, pragnienie zobaczenia jej na własnej oczy, a jednocześnie odosobnienie spowodowane tym, że ludzkość, mimo kruchego sojuszu z gigantami, sama musi stawić czoła zbliżającej się ciemności. I to nie jest wyrwany z gry króciutki epizod, ponieważ systematycznie napotykamy menhiry, bałwany pogańskie postawione przez wyznawców tamtejszej wiary, ukazujące konterfekty poszczególnych bóstw. Każde spotkanie z nimi to czas refleksji nad nieszczęśliwym losem bohaterów, którzy na swoich barkach niosą nieraz przytłaczające brzemię odpowiedzialności.

the banner saga

Fabuła "The Banner Saga" to dwa równolegle toczące się wątki, które – co niedziwne – w końcu się ze sobą splatają i prowadzą do bitwy, nie ostatecznej, ponieważ studio Stoic ma w planach dwie kolejne odsłony nordyckiej serii. Pierwsza wprowadza gracza w świat, rysuje przed nim zalążki ogromnego problemu oraz każe stawić czoła mniejszemu: taki mały sparing przed ratowaniem świata. Niech tylko ostatnie sformułowanie was nie zmyli, bo radosna wiktoria to ostatnie, czego się spodziewam, więc może być i tak, że całość zostanie zwieńczona... Apokalipsą. To jednak na razie jedynie domysły, warto skupić się na tym, co oferuje rozpoczynająca trylogię cRPG-ów część. Historia składa się z podróży wymuszonej przez nagły atak istot nazywających się Dredge. Armia stworzeń wylewa się całą chmarą, niszcząc wszystko na swojej drodze. Do bohaterów dołączają następne grupy osób, wraz z nimi szukające deski ratunku przed najeźdźcami. Brzmi niezbyt frapująco? Mylne wrażenie z uwagi na to, że scenariusz obfituje w wiele interesujących wątków pobocznych oraz bardzo trudnych wyborów i jest "gęsty" od wszędobylskiej śmierci.

the banner saga the banner saga

Powiem wprost: "The Banner Saga" z miejsca nasuwa mi skojarzenia z produkcjami Telltale Games. W nich też występuje natłok dialogów oraz decyzji. W odróżnieniu jednak od "The Walking Dead", te mają swoje konsekwencje. Wykażecie się sercem i przyjmiecie do karawany uchodźców? Na pewnym etapie mogą zwiać z zapasami żywności. Wojownicy oferują swoje miecze i tarcze do dyspozycji gracza? A co, jeśli kiedyś te miecze i tarcze zostaną zwrócone w jego stronę? Takich wyborów tutaj jest zatrzęsienie i w końcu każdy o sobie przypomni mniej lub bardziej przyjemnymi skutkami. Smaczku dodaje fakt, iż twórcy postawili na dość nietypowy system zapisów. Nie ma możliwości samodzielnego zapisania gry, istnieją autozapisy: jeden nadpisujący się zazwyczaj po upływie dnia i kolejne w kluczowych momentach fabuły. Oznacza to, że od decyzji nie ma odwrotu, chyba że wolisz cofnąć się o dwadzieścia minut, pół godziny – różnie bywa. Dlatego zawsze poświęcałem dużą uwagę rozmowom, w których musiałem wybrać jedno rozwiązanie danego problemu. Oczywiście warianty były tak ułożone, że mogły oznaczać zarówno fiasko, jak i powodzenie.

the banner saga

Nie uratują go herosi z przepowiedni

W "The Banner Saga" nie wcielamy się w jednego bohatera, lecz dwoma sterujemy szczególnie długo, ponieważ pełnią funkcję przywódców swoich drużyn. Owocuje to uczestniczeniem w relacjach między nimi a poszczególnymi członkami grupy niczym w klasycznym cRPG-u. Charaktery postaci, które klarują rozmowy, przedstawiają się dość dojrzale – bez wybijających się chrobrych młokosów o szlachetnych sercach z magicznymi mieczami gotowymi do walki dniem i nocą. Nie, tutaj wszyscy są ubici z twardej gliny. Mają świadomość, że może ich spotkać śmierć. Potrzebują odpoczynku. Nie zawsze chcą zabijać, a niektórzy nawet w przeszłości trudnili się farmerstwem, zanim ich spokoju nie zmąciła niespodziewana inwazja najeźdźców. W zasadzie z każdym przyjdzie nam chwilę pogawędzić i poznać jego dzieje, jednak nie są to tak głębokie stosunki, jakie możemy spotkać np. w "Dragon Age" czy "Baldur's Gate". Trudno odbierać to negatywnie, bo niemały czas zajmuje rozpaczliwa ucieczka, a postoje mają raczej funkcję regenerowania siły przed dalszą wędrówką niż nawiązywania znajomości. Trzeba także przyznać, że dość często postaciom zdarza się umrzeć bądź zwyczajnie zniknąć, a niektóre dołączają dopiero na odpowiednim etapie. Niemniej istnieje parę wątków pobocznych, które można byłoby rozwinąć. Osobiście odniosłem wrażenie, że pewna pani czuje do mojego bohatera miętę... A i zdarzały się inne sytuacje, mające mniej wspólnego z życiem towarzyskim, które aż proszą się o ciąg dalszy. Może w drugiej części?

Od strony mechaniki "The Banner Saga" to solidny reprezentant gatunku cRPG. Mimo że poruszanie się po świecie jest liniowe i praktycznie nie można go do woli eksplorować, a jedynie obserwować poruszającą się z mozołem karawanę, napotykającą kolejne przeszkody i przemierzającą namalowane z pieczołowitością krainy przy akompaniamencie tych niezwykłych, melancholijnych, przyprawiających nieraz o dreszcze utworów... Wróóóć. Pomijając następne zachwyty nad kunsztem twórców w kreowaniu niepokojącego, acz magicznego klimatu, elementy cRPG-owe, choć proste, nie powinny przyczynić się do poważnych narzekań. Przede wszystkim należy zauważyć, że developer nie próbuje zapoczątkować nowego nurtu w tych aspektach, stać się prekursorem rodzącego się trendu, lecz tylko realizuje wciąż sprawdzające się pomysły.

the banner saga

W skrócie: standardowo w walkach główną rolę odgrywają dwa współczynniki – pancerz zmniejszający zadawane przez przeciwników obrażenia oraz siła, która wpływa na moc ataków i jest równoznaczna z punktami życia tj. utrata siły oznacza stratę przytomności, a w konsekwencji – jeśli potyczka zakończy się zwycięstwem gracza – potrzebą leczenia ran. Dochodzą do tego trzy inne wyznaczniki przydatności postaci: siła woli, wysiłek oraz przełamywanie pancerza. Przechodzeniu na wyższy poziom towarzyszy podwyższanie współczynników, lecz aby do tego doprowadzić, dany bohater – co ciekawe – musi zabić określoną ilość wrogów i mieć w zanadrzu odpowiednio dużo sławy. W sumie mam tylko jeden zarzut, że można maksymalnie osiągnąć zaledwie piąty stopień rozwoju. Zapewne jednak jest to podyktowane planowaną kontynuacją, w której zakładam pojawi się możliwość dalszego awansowania.

the banner saga the banner saga

Walki są toczone według sposobu turowego, czyli ruchy na przemian wykonują członkowie drużyny i przeciwnicy. Oprócz zwykłych ataków oraz przełamywania pancerza, nie zabrakło również specjalnych zdolności właściwych dla danych postaci (dla gigantów, ludzkich wojowników i łuczników oraz odnowicieli [podobni do magów]). Potyczki na normalnym poziomie trudności nie sprawiły mi wielkich problemów, aczkolwiek zdarzały się sytuacje, gdy musiałem wybierać inny wariant rozwiązania niż siłowe. Dlatego tu objawia się kolejny pozytyw "The Banner Saga" – niekoniecznie zawsze musimy się pojedynkować. Czasem nawet wskazane jest ominięcie starcia, gdyż prowadzi ono jedynie do strat wśród armii. Zastosowany przez Stoic model cRPG-owy uzupełniają przedmioty o unikatowych właściwościach – każdy członek drużyny może w danym momencie nosić jeden taki artefakt. Można je zakupić na targowiskach lub zdobyć w trakcie podróży.

Podsumowanie: studio Stoic wyszło ze swojej pierwszej bitwy z tarczą

the banner saga

"The Banner Saga" to gra chwytająca za serce: udanym początkiem wspaniałej opowieści, dojrzałymi postaciami oraz przede wszystkim niesamowicie utkanym klimatem, na który składa się wiele perfekcyjnie wykonanych elementów. Oceniając kickstarterową produkcję jako przedstawiciela gatunku cRPG, także wychodzi z tarczą – mimo że przyjęty przez twórców model nie należy do najbardziej skomplikowanych, to spełnia swoje zadanie: dostarcza dobrej rozrywki i nie nuży. Mierzi mnie tylko małe rozbudowanie – wątków pobocznych czy relacji między bohaterami. Jednak, być może, pierwsza część ma stanowić fundamenty pod te aspekty i ich rozszerzenia doczekamy się w kontynuacji. Wszak budowania nie zaczyna się od ścian bądź komina... Koniec końców, tytuł studia Stoic to świetna pozycja dla każdego wielbiciela gier nastawionego głównie na doznania fabularne i estetyczne. Mi nic więcej do szczęścia nie trzeba.

Plusy Minusy
  • Magiczny, niepokojący i refleksyjny klimat
  • Melancholijna muzyka
  • Piękne, dwuwymiarowe lokacje
  • Świetne, oryginalne uniwersum składające się z własnych pomysłów i inspiracji mitologią nordycką
  • Dojrzałe postacie
  • Angażujący i dojmujący początek wspaniałej historii
  • Udany model cRPG-owy
  • Trudne, zastanawiające wybory i ich konsekwencje
  • Nietypowy system zapisów
  • Niezapełnione pole do popisu w wątkach pobocznych i relacjach między postaciami
  • Za krótka (kilkanaście godzin gry)
Ocena Game Exe 9  
Ocena użytkowników 8,73 Średnia z 13 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Withord · wtorek, 15 lipca 2014, 18:53
0
Kiedy skończyłem grać poczułem straszne rozczarowanie, bowiem fabularnie gra kończy się mniej więcej w połowie, dopiero później dowiedziałem się, że w planach jest cała trylogia. Ogólnie to bardzo fajny, klimatyczny i trochę dołujący RPG. Oprócz długości gry doczepił bym się jeszcze tylko do walk a właściwie do strasznej powtarzalności. Walczymy z dwoma rodzajami przeciwników: ludźmi albo tymi całymi dredgami, i w każdej tej grupie różnorodność kolejnych walk jest minimalna. Porównując to do innej kickstarterowej produkcji która wyszła w podobnym czasie czyli do Shadowruna w którym chyba każda walka wyglądała zupełnie inaczej wypada to kiepsko.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...