Zimowy Monarcha

3 minuty czytania

Przypuszczam, że każdy z was kiedyś słyszał o legendarnym królu Arturze i jego wyczynach. Do dziś po świecie krążą różne historie o młodym mężczyźnie, władającym Ekskaliburem, który siał grozę na ziemiach obecnie zwanych Wielką Brytanią. Jedną z licznych opowieści naświetlił "Zimowy Monarcha" – książka autorstwa Bernarda Cornwella, wydana przez Instytut Wydawniczy Erica. Przyznam się szczerze, że byłem niezmiernie ciekaw, w jakim świetle Anglik przedstawił Króla Artura. Gdy tylko znalazłem wolną chwilę, zabrałem się za czytanie.

Całą opowieść poznajemy z przekazu narratora saksońskiego pochodzenia – Derfla, który miał w swym życiu zaszczyt i przyjemność towarzyszyć Arturowi podczas licznych bojów. Akcja rozpoczyna się w V wieku, za panowania Wielkiego Króla Uthera, Pendragona Brytanii. Niestety, Uther jest człowiekiem starym i schorowanym, a w dodatku gnębionym przez powtarzane powszechnie pytanie – kto odziedziczy tron, kiedy obecny władca uda się do Krainy Cieni? Jego syn, Mordred, poległ w bitwie z Saksonami, jak król twierdzi, z winy Artura, który jest jednym z jego nieślubnych dzieci. Uther nie bez powodu całą nadzieję pokładał w Norwennie, wdowie po Mordredzie, bowiem właśnie teraz kobieta rodziła. Wszyscy zastanawiali się, czy będzie to chłopiec, wnuk króla? Owszem, urodził się. Problem w tym, że ze skrzywioną stopą, a kaleki władca to zły znak dla całego królestwa. Po narodzinach czytelnik ma przyjemność poznać pierwsze dni życia królewskiego wnuka, również nazwanego Mordredem, a następnie rozpoczyna się wieloetapowa przygoda, opisywana po latach przez Derfla, w której nie tylko Artur, ale i sam kronikarz odegrał znaczącą rolę. Przyznam wam szczerze, czyta się ją tak, że aż brakuje tchu.

Muszę stwierdzić, że Bernard Cornwell wspaniale przedstawił tę historię. "Zimowy Monarcha" skupia w sobie kilka wciągających wątków. Każdy z nich został dokładnie zobrazowany i rozgrywa się na wielu płaszczyznach – możemy oczami wyobraźni zobaczyć mnóstwo malowniczych miast oraz krain. Anglik opisał je bardzo starannie, odpowiednio dobierając słowa, dlatego z łatwością można dać otulić się temu specyficznemu klimatowi i poczuć tak, jakby rzeczywiście się tam było. Sama historia potrafi zaintrygować czytelnika i sprawić, by nie odkładał książki, co jest głównie zasługą licznych zwrotów akcji oraz niespodziewanych wydarzeń. Podobnie ma się kwestia bohaterów, których, wierzcie mi na słowo, pojawia się bardzo dużo. Co najważniejsze, każdy z nich, nawet nie odgrywający znaczącej roli, został dokładnie opisany, posiada specyficzny charakter oraz swą historię. Nikt w książce nie pojawia się przypadkowo. Z racji tego nie przedstawiam tu konkretnych postaci, bowiem mógłbym robić to do wieczora, a tak mam pewność, że nie zdradzę jakiś wartych poznania smaczków. Mogę obiecać, że na pewno się nie zawiedziecie, ponieważ książkę czyta się ze szczerą przyjemnością.

Opowieść została podzielona na pięć części, które są ze sobą ściśle powiązane i razem tworzą spójną całość. Na pewno nie jest to książka dla dzieci, bowiem morderstwa i gwałty stoją na porządku dziennym, choć – co nietypowe dla tego typu opowieści – przekleństwa pojawiają się sporadycznie. Całość została opisana przyjaznym stylem, więc nie ma potrzeby podczas lektury sprawdzania w słowniku znaczenia dziwnych słów. Na początku książki każdy czytelnik znajdzie trzy bardzo przydatne rzeczy. Pierwszą jest mapa, z której, przyznam się szczerze, notorycznie korzystałem, by sprawdzać, gdzie aktualnie znajdują się bohaterowie. Druga rzecz tyczy się właśnie bohaterów, mianowicie jest to cała ułożona alfabetycznie lista, przedstawiająca wszystkie pojawiające się w opowieści postacie oraz ich krótkie opisy, by zawsze było wiadomo, kto jest kim. Ostatnią przydatną rzeczą jest również lista, tym razem wszystkich miast, opisana na takich samych zasadach. Mnie przydawały się niejednokrotnie.

"Zimowy Monarcha" został spisany na ponad 550 stronach. Same wydanie stoi na bardzo dobrym poziomie, okładka wygląda w porządku, czcionka jest przyjazna dla oczu, a literówek w tekście znalazłem jedną czy dwie. Generalnie wszystko jest takie, jakie być powinno.

Jako że "Zimowy Monarcha" otwiera Trylogię Arturiańską, nie mogę doczekać się kontynuacji, by poznać dalsze losy nie tylko Artura i Derfla, ale również wszystkich pozostałych bohaterów. Ostatecznie stwierdzam, że książka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, dlatego z lekkim sercem polecam ją wszystkim, którzy pragną wymachiwać mieczem, słuchać rżenia koni i służyć Walecznemu Wodzowi, Niedoszłemu Królowi i Nieprzyjacielowi Boga – Arturowi.

Dziękujemy wydawnictwu Erica za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
9 Średnia z 7 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...