Zemścior

3 minuty czytania

zemścior

Jako gatunek, urban fantasy oferuje twórcy tyle możliwości, co zagrożeń. Na jego gruncie da się wykreować ciekawy świat, który przed czytelnikami będzie odkrywać kolejne swoje tajemnice pełne niuansów i magii. Jednak z drugiej strony łatwo wpaść w pułapkę dziur i niespójności fabuły, które pogrzebią nawet najlepszy pomysł na opowieść i uniemożliwią odbiorcy wsiąknąć w historię. Paweł Famus w swoim "Szczyńsciorzu" zademonstrował już, że potrafi podołać stawianym przez konwencję wyzwaniom, a nawest stworzyć coś ponad tylko warsztatową poprawność. Teraz nadeszła runda druga tych zmagań, której imię brzmi "Zemścior". Jak wyszło tym razem?

Od zamieszania z Wilkoziorem minął już ponad rok. Cieszyn i jego okolice wydają się powoli wracać do normy, w co pewien wkład miał też oczywiście Szczyńściorz. Pozorny spokój zakłócają jednak anomalie, które wskazują na to, że ktoś bardzo dawno temu zaaranżował koniec świata... i nastąpi on już w najbliższych dniach. Jakby tego było mało, w całą sprawę jest wciągnięty stary przyjaciel Powracającego, Zemścior. Sytuacja wymaga natychmiastowej interwencji, a do tego w sprawę angażuje się wiele osób i stronnictw. Szczynściorza czeka niełatwa przeprawa, która zabierze go przez Barcelonę aż do Konstantynopola, by raz jeszcze zrobił to, co umie najlepiej – pokazał mrocznym mocom, gdzie jest ich miejsce.

Ukazany w historii świat uległ z oczywistych względów sporej rozbudowie. Choć pewne opisy innych komturii i rejonów Europy, a także towarzyszącym im odmiennościom w kwestii magii, mieliśmy okazję zobaczyć już w poprzednim tomie, dopiero teraz trafi się okazja na ujrzenie tego bezpośrednio w fabule. Zaś tak Barcelona jak i Stambuł znajdują się na granicach Europy, w sporej odległości od Polski. W związku z tym zarówno normalniacy jak i magowie wykształcili swoją kulturę. Inaczej postrzegają różne odmiany magii, pojawiają się też rasy i istoty, o których dotychczas nie słyszeliśmy. Nie wspomniawszy o tym, że świat magiczny znów w elegancki sposób łączy się z miejscami historycznymi, które można bez problemu znaleźć podczas wycieczek w te miejsca. Nie oznacza to jednak, że nie ujrzymy też czysto fantastycznych lokacji. Do tego dochodzą też różne wzmianki dotyczące dziejów tego świata, które stanowią ciekawy smaczek.

Jeśli chodzi o bohaterów, stosunek jest mniej więcej wyrównany. W fabułę wmiesza się wiele nowych postaci, ale nie zabraknie też takich, które mieliśmy okazję już poznać. Często widać towarzyszące im machinacje, złośliwości czy mroczne skłonności, przez co są naprawdę realni. Z różnic w porównaniu z poprzednią częścią mogę wspomnieć fakt, że częstotliwość zgonów pośród protagonistów zauważalnie spadła, choć nie daje im to pełnego bezpieczeństwa. Warto też zerknąć na inny wzór. Tytułowy Zemścior pojawia się na samym początku historii, a oplatające go wydarzenia są jednym z głównych aspektów fabuły. Jednak po krótkim wstępie znika ze sceny i pojawia się ponownie dopiero po dłuższym czasie. Znany nam z poprzedniego tomu Szczynściorz przewodzi poszukiwaniom źródła kłopotów i wielu bohaterów albo go śledzi, albo stara się go powstrzymać. Jego obecność jest znacznie bardziej namacalna i bezpośrednia, co stanowi dla niego spory krok naprzód.

W kwestii kryjącego się w całości opowieści przesłania, to tutaj nie rzuca się w oczy nic szczególnego. Nie mam przez to na myśli nic złego. Książka nie próbuje nieść w sobie jakieś wielkiego, zmieniającego świat przesłania. Tu i tam pojawią się pewne maksymy bądź porady, porównania w obliczu nowych kultur. Skupiamy się na wydarzeniach, odkrywając powiązane z nimi tajemnice i machinacje. Całości też towarzyszy specyficzny, zaskakujący humor, który potrafi po prostu zwalić z nóg dzięki temu, jak niespodziewany i absurdalny jest. Wszystko to zdobione ilustracjami Klaudii Świst, którą w dalszym ciągu podziwiam za tę charakterystyczną kreskę, którą opisałbym jako łączącą fantazję z realizmem.

Podczas lektury towarzyszyło mi uczucie podobne do tego, gdy w ramach lektury szkolnej mierzyłem się z "Lalką". Historia na pierwszy rzut oka nie wydaje się przyciągać niczym niezwykłym i można ją odłożyć na krótsze i dłuższe okresy. Kiedy jednak już znów otworzy się książkę, nagle okazuje się że przeczytało się znacznie dłuższy fragment niż pierwotnie zakładano. Jest to bardzo specyficzny efekt, ale moim zdaniem książka więcej na tym zyskuje niż traci. Do tego ciekawa historia i absurdalny humor, do których zwyczajnie miło się wraca. Dobrze się bawiłem i wyczekuję kolejnej części. Choć nie będę kłamał, mam pewne zastrzeżenia co do finału.

Dziękujemy firmie Self Publishing za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...