Trzy Wiedźmy

trzy wiedźmy

Książki Pratchetta słyną już z niebanalnego, soczystego od absurdu humoru, który pozwala oderwać się wyobraźni w zupełnie inny sposób niż opowieści pełne poważnych herosów i groźnych smoków. Chociaż i jednych, i drugich w Świecie Dysku nie brakuje.

Z radością przyjęłam fakt, że w cyklu znalazło się też miejsce dla, jakże mi bliskich, czarownic. "Trzy Wiedźmy" to szósta część cyklu. Oryginalna wersja ukazała się w 1988 roku, natomiast polskie wydanie 10 lat później. Jednak nawet dzisiaj 25 lat po pierwszym wydaniu miłość niektórych do tej książki nie słabnie. Ba! Sama po nią sięgałam już niezliczoną ilość razy i jak każdy klasyczny Pratchett w przekładzie Cholewy, bawi mnie zawsze tak samo.

Rzecz dzieje się w Ramtopach, górach tak skażonych magią, że ta nieraz wręcz przeskakuje snopami iskier między szczytami. Może właśnie dlatego Ramtopy słyną ze swoich czarownic. Trzy z nich poznajemy pewnej burzowej nocy na wrzosowisku, gdzie właśnie zebrały się na magiczną i tajemniczą... herbatę i ciasteczka. No dobra, na sabat, ale taki pod znakiem herbaty i ciasteczek. Najmłodsza z nich – Magrat, jest prowodyrką tego spotkania. To jeszcze młoda i niezbyt pewna siebie czarownica, z wyglądu przypominająca kogoś owładniętego kultem New Age. Magrat spokojnie można by utożsamić z dziewiczym aspektem Wielkiej Bogini. Druga z nich to Niania Ogg, znana ze swojego umiłowania do życia oraz zabawy wszelakiej. "Nie nosiła kapelusza, a tylko burzę siwych loków, tak gęstych, że przypominały hełm." Niania Ogg, pewnie głównie ze względu na ogrom swojej rodziny, z powodzeniem odwzorowuje aspekt matki w Wielkiej Bogini. Trzecia, najwspanialsza, Babcia Weatherwax. Znawczyni sztuki głowologii, jedna z potężniejszych wiedźm, jakie nosił Dysk, jest tradycjonalistką i surową wyznawczynią zasad (jeżeli dotyczą kogoś innego). W aspekcie Wielkiej Bogini odnajdujemy ją w... tej trzeciej.

trzy wiedźmy

Już po tych mocno okrojonych opisach głównych bohaterek widać, że Sir Pratchettowi wspaniale wyszła satyra stereotypów i nowomody otaczającej postacie czarownic. Pod słowem nowomoda rozumiem głównie nurt New Age i całe "tulmy się do drzew" współczesne czarownictwo. I, co bardziej zaskakujące, w tej satyrze znalazło się mnóstwo mądrości i prawd, z jakich mogłaby korzystać niejedna początkująca, współczesna czarownica.

Jednak zostawmy czarownice – wokół czego toczy się cała fabuła książki? Wszystko zaczyna się pewnej pamiętnej nocy, podczas której król Verence uświadamia sobie, że właśnie umarł. Zginął godzony sztyletem przez podstępnego księcia Falmeta, który teraz razem z Lady Falmet będzie rządził Lancre. Jak się również chwilę później okazuje, plany niegodziwców krzyżuje niespodziewane zaginięcie jedynego potomka króla Verence'a. Na własne szczęście (lub nieszczęście) ów szkrab wpada prosto pod opiekuńcze skrzydła trzech czarownic. Te jednak postanawiają oddać dziecko, a właściwie podrzucić pod opiekę wędrownej trupie aktorów. Duch króla musi się później srogo nagimnastykować (o ile oczywiście duchy mogą się gimnastykować), aby zawrzeć sojusz z wiedźmami. Wspólnie mają doprowadzić do powrotu jego dynastii na tron Lancre. A we wszystkim będzie pomagał im Błazen, który wcale nie jest zabawny.

trzy wiedźmy

Każdy prędzej lub później zauważy całą masę mrugnięć okiem i nawiązań w stronę "Makbeta" i "Hamleta" Shakespeare'a. Ale nie tylko. Nie wiem, czy już o tym słyszeliście, ale książki Pratchetta są jak cebula. Oprócz nawiązań do Shakespeare'a, znajdziemy tu również mnóstwo luźnych dywagacji na temat życia po śmierci. I to nie tylko w postaci epizodycznie pojawiającej się pratchettowskiej Śmierci, która jak zwykle jest antropomorfizowana i groteskowa. Bardziej jednak można je odnaleźć w przemyśleniach króla Verence'a, który kochał życie i cielesne rozrywki, szybko niestety odkrywa, czemu nazywano je "cielesnymi". Niemniej to tylko kilka z warstw, jest ich znacznie więcej i sama za każdym razem odkrywam kolejne, a niektóre odkrywam całkiem na nowo.

Wszystko jest okraszone typowym inteligentnym, pratchettowskim humorem, jak na Świat Dysku przystało, pełnym wspaniałego, przyjemnie masującego szare komórki słownictwa. Styl Pratchetta jest zresztą sławniejszy niż niektóre jego książki. Chociaż z reguły są dość cienkie, w porównaniu z większością cegiełek serwowanych nam przez nowsze wydania, zawierają w sobie więcej treści niż niejedno opasłe tomiszcze. Do tego język książki, chociaż soczysty od ironicznego wyśmiewania absurdów rzeczywistości, pozostaje lekki, a przez kolejne powieści przechodzi się jak przez masło. Podobnym absurdem posługiwał się Gombrowicz, możemy go również odnaleźć w skeczach Monthy Pythona.

Wstyd niech będzie każdemu, kto mieni się znawcą fantastyki, a nigdy nie czytał Pratchetta. Bogate dialogi, wspaniałe postaci pierwszo- i drugoplanowe. Gorąco zachęcam was do sięgnięcia po tę lub inne albo wręcz wszystkie pozycje Pratchetta. O dodatkowej wspaniałości tej książki świadczyć może fakt, że nadal możecie ją spokojnie znaleźć w większości większych księgarń, także bez trudu powinniście je znaleźć w jednej z najbliższych bibliotek.

Ocena Game Exe
10
Ocena użytkowników
9,63 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Też uwielbiam tę książkę i ode mnie ma 10 Trzeba mieć genialny pomysł, żeby zrobić coś tak śmiesznego, a jednocześnie inteligentnego z dzieł Szekspira, a jakby nie było Szekspir to taki trochę odpowiednik naszego Mickiewicza Poza tym uwielbiam Magrat i jej (nie)zabawnego błazna.
0
·
Ja właśnie Magrat najmniej lubię, ale wciąż lubię. Naj naj jest dla mnie Bab Weatherwax i jej wiedźmowe mądrości, które zawsze są zadziwiająco prawdziwe i pragmatyczne. A Niania Ogg jest zaraz po niej przez swoją niepoprawność.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...