wampir_maskarada

Trzeci Testament

2 minuty czytania

trzeci testament

Po wielu latach fani "Trzeciego Testamentu" mogą odświeżyć serię w zbiorczych wydaniach. Warto jednak, aby dwoma przyzwoitej grubości albumami zainteresowali się także nowi czytelnicy.

Xavier Dorison i Alex Alice stworzyli bowiem pełną rozmachu opowieść traktującą o alternatywnych dziejach chrześcijaństwa. Punktem zaczepienia był dla nich Trzeci Testament, czyli jak sama nazwa wskazuje trzecia część Pisma Świętego. A w zasadzie poszukiwania tejże księgi, które równocześnie prowadzą inkwizycja, templariusze, nadnaturalne siły ciemności, a także dwójka przewodnich bohaterów: skazany onegdaj na karę śmierci Konrad z Marburga oraz młoda Elisabeth z Elsenoru, swego czasu przygarnięta i wychowana przez arcybiskupa Paryża.

Fabuła krąży wokół poszukiwań legendarnego manuskryptu i częściej korespondencyjnej, a dopiero z czasem bezpośredniej rywalizacji sił dobra reprezentowanych przez Konrada i Elisabeth ze… wszystkimi innymi. Rzecz w tym, że przeszłość dawnego inkwizytora z Marburga nie pozwala o sobie zapomnieć, przez co ma wrogów nie tylko wśród sił mroku, ale także ludzi. Choć "Trzeci Testament" to projekt sięgający końcówki lat 90. ubiegłego wieku, Dorison już na początku przygody z pisaniem scenariuszy komiksowych sprawnie radził sobie z łączeniem wątków, mieszaniem wcale nie tak rozbudowanej – ale jednocześnie mającej wydatny wpływ na wydarzenia – przeszłości bohaterów. W narracyjnej sprawności upatruję przyczyn angażującej lektury, pomimo że postacie są tylko pobieżnie scharakteryzowane i trudno poczuć wobec nich choćby odrobinę sympatii. Trochę szkoda, zważywszy na skromne grono nieepizodycznych figur. Cała intryga splata losy raptem kilkorga osób, a pozostali to tylko tło, o którym zapomina się od razu po przerzuceniu kartki.

Niemniej komiksowi trudno odmówić rozmachu. Konrad i Elisabeth odbywają bardzo długą wędrówkę z kilkunastoma przystankami, pozwalającymi im pozostać na tropie manuskryptu. Nigdzie nie zagrzewają miejsca na dłużej, co rusz czyhają na nich kolejne zagrożenia, jednak pomimo wartkiej akcji przetykanej tu i ówdzie zagadkami czy też starciami, do komiksu zakrada się znużenie. Dzieje się tak mniej więcej w połowie lektury, czyli w okolicach drugiego i trzeciego tomu oryginalnego wydania. Wrażenie znika wraz z finałem, który udziela nam wielu wypatrywanych odpowiedzi, a zagęszczenie akcji wynagradza wcześniejszy marazm. Ciekawostką jest fakt, że czwarta i zarazem ostatnia część albumu zbiorczego jest aż o prawie 30 stron dłuższa niż każda z poprzednich. Dorison i Alice potrzebowali miejsca, żeby należycie spiąć ze sobą wątki i cieszy, że oryginalny wydawca nie wymusił ograniczenia liczby stron.

trzeci testamenttrzeci testament

Czy wobec tego można mieć inne zastrzeżenia, poza paroma ciągnącymi się fragmentami? Tak, a powodem jest prequel, stworzony przez autorów kilka lat później. "Trzeci Testament: Juliusz", bo o nim mowa, to komiks ciekawszy na każdej płaszczyźnie. Mimo że wędrówki w nim tyle samo albo i więcej co w pierwowzorze, w trakcie lektury ani na moment nie dopadło mnie znużenie. Część rozgrywająca się w starożytności, kiedy to jeden z mężczyzn zostaje ochrzczony nowym Mesjaszem, a u jego boku pojawia się sceptyczny dowódca wojsk rzymskich, cechowała się jeszcze większym rozmachem. I nie tylko, o wiele lepiej napisani bohaterowie bardziej zapadli mi w pamięć, a dbałość o szczegóły na rysunkach i większe zróżnicowanie palety barw wywarły niemałe wrażenie. Porównanie obu albumów dobrze pokazuje, jak obaj twórcy rozwinęli się na przestrzeni lat. Warto przy tym pamiętać, że oba tomiszcza "Trzeciego Testamentu" można czytać niezależnie i pomimo niedostatków pierwowzoru oba są warte poznania przez wszystkich miłośników przygodowych frankofonów.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...