Świat bez bohaterów

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski poniedziałek, 15 kwietnia 2013
świat bez bohaterów

Dotychczas w Polsce ukazały się dwie serie Brandona Mulla. Pierwsza to "Baśniobór", który omijałem szerokim łukiem, sądząc, że jest to książka przeznaczona dla młodszych czytelników. Z pewnością zasługa takiego wrażenia tkwi w młodych bohaterach oraz niesatysfakcjonującej mnie objętości. Drugi cykl to "Pozaświatowcy", który choć też cechował się nastoletnimi protagonistami, został wydany przez wydawnictwo MAG, z reguły oferujące poważniejsze powieści. A więc może pierwszy tom zatytułowany "Świat bez bohaterów" także wpasuje się w tę normę? Miałem taką nadzieję, a z perspektywy czasu stwierdzam, że nie mogłem lepiej trafić.

Jason Walker uczęszcza do szkoły, chodzi na treningi baseballu, podkochuje się w dziewczynie i ma oddanych przyjaciół. Krótko mówiąc, wcale nie odstaje od innych bohaterów podobnych książek. Jego życie ulega jednak zmianie, kiedy za sprawą niefortunnych wydarzeń trafia do innego świata, Lyrianu, gdzie rządy sprawuje okrutny tyran i czarnoksiężnik Maldor. Jason zostaje wplątany w opozycję przeciw złemu władcy i, jeśli chce przeżyć, musi poznać sylaby słowa, które ostatecznie zniszczy Maldora. Droga do nich nie będzie łatwa, ale Jasonowi pomoże Rachel, która, podobnie jak on, wbrew własnej woli trafiła do Lyrianu.

Fabuła wydaje się realizować pewien schemat. Dwoje młodych osób w wieku szkolnym przybywa do fantastycznego świata i zostaje zmuszonych do obalenia złego władcy. Gdzie to słyszeliście? Podpowiem: "Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa". Na upartego można zaliczyć też "Alicję w krainie czarów". Jeśli z tego powodu pesymistycznie podchodzicie do "Świata bez bohaterów", to rozumiem was, bo mnie także zaczęły ogarniać wątpliwości, czy historia nie jest nazbyt podobna do znanych mi lektur. Na szczęście, to tylko spowodowało jeszcze większe zaskoczenie, kiedy pojawił się pierwszy niespodziewany zwrot akcji, a po nich kolejne dotyczące uśmiercania pozytywnych postaci oraz ujawniania dwulicowości niektórych osób. W ten sposób wrażenie podążania utartą przez innych pisarzy drogą coraz bardziej zanikało, aż pod koniec znikło zupełnie.

Świat to jeden z największych zalet "Świata bez bohaterów". Dawno, naprawdę dawno, nie spotkałem się z tak rozbudowanym uniwersum, choć musicie zdać sobie sprawę, że jestem po lekturze tomu drugiego, który znacznie uzupełnił moje wiadomości na temat przedstawionego świata. Rick Riordan słusznie był pod jego dużym wrażeniem, bo Lyrian to naprawdę pasjonujące miejsce. Z jednej strony Brandon Mull zadbał o wypełnienie go barwnymi historiami między innymi na temat jego początków, rywalizacji czarnoksiężników, tajemniczych ras i odwiedzanych przez bohaterów miejsc. Jeśli gdzieś znajdzie się jakieś niedomówienie, wątpliwość czy sekret, to zostaje później wyjaśnione – dlatego specjalnie zaznaczyłem, że czytałem tom drugi, bo pozwolił on odkryć jeszcze więcej informacji, które w części pierwszej nie zostały ujawnione. Z drugiej strony Lyrian zachwyca także swoim wyglądem. Jest piękny, choć w tym samym stopniu także niebezpieczny. W trakcie powieści przewija się masa interesujących stworzeń i różnorodnych lokacji, a każda z nich jest opisywana w sposób barwny i szczegółowy.

Oczywiście, książka nie jest bez wad. Chciałbym móc stwierdzić, że jest świetna, ale, niestety, mijałoby się to z prawdą. Przede wszystkim "Świat bez bohaterów" jest schematyczny. Gdy bohaterowie zbierają sylaby, podróżują wytyczonym szklakiem. Pojawiają się w międzyczasie pewne problemy, ale głównie wędrują od celu do celu i nie podejmują żadnych ważnych decyzji. Sprawia to wrażenie, jakby każdy rozdział był przystankiem, bo pisarz zatytułował je nazwami odwiedzanych miejsc lub napotykanych postaci. Dzięki temu, niejednokrotnie miałem ochotę odłożyć powieść na później, bo mniej więcej domyślałem się, co się wydarzy.

Jednak autor najbardziej zdobył moją przychylność przedstawiając brutalne sceny. Nie zastosował się do ogólnego przekonania, że są one nieodpowiednie dla młodzieży, jak także, o czym już wspominałem, zaczął niektóre postacie uśmiercać. To, że ktoś stoi po dobrej stronie, nie oznacza, że jest nietykalny. Również świetną sprawą są charaktery. Brandon Mull tworzy wiarygodne osobowości, mające zarówno swoje wady jak i zalety. Dotyczy to też głównych bohaterów – może cało wychodzą z opresji, ale nie dostają na pierwszych stronach broni, którymi następnie wyrzynają przeciwników. Nie mają także mocy mogących ich spalić czy w jakikolwiek inny sposób zniszczyć. Przeżywają dzięki swojemu sprytowi, towarzyszom oraz zdolnościom, które posiadały przed przybyciem do Lyrianu. Nie ma tu takich absurdalnych rzeczy, jak nagła, wrodzona umiejętność fechtunku.

Czy polecam? Tak. "Świat bez bohaterów" jest dobrą książką, która ma w sobie dużo magii. Interesujący i rozbudowany świat, a także rzadko spotykana brutalność, powodują, że od książki trudno się oderwać, a nawet jeśli łapie nuda z powodu schematyczności, to warto przez nią przebrnąć, bo prawdopodobnie kilka stron dalej wydarzy się coś ciekawego. Brandon Mull znakomicie wprowadził czytelnika do nowej serii. Oby udało mu się teraz równie dobrze kontynuować jego wędrówkę przez kolejne tomy.

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 9,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...