Siedem minut po północy

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski niedziela, 25 grudnia 2016
Siedem minut po północy

"Siedem minut po północy" to ekranizacja książki o tym samym tytule. Za scenariusz odpowiada twórca pierwowzoru, Patrick Ness, natomiast obsada zawiera trójkę znanych aktorów – Liama Neesona, Sigourney Weaver i Felicity Jones. Wydaje mi się jednak, że produkcja nie była szczególnie mocno reklamowana, przynajmniej w naszym kraju. Być może polegano na nazwiskach i popularności powieści. Prawdopodobnie jednym z powodów cichszego marketingu była też premiera nowych "Gwiezdnych wojen", której konkurencja musiała ustąpić. Szkoda, bo film jest naprawdę wyśmienity.

Bohaterem historii jest nastoletni Conor, mieszkający z ciężko chorą matką. Chłopak miewa też problemy w szkole, gdzie prześladuje go grupka silniejszych rówieśników, jednak najbardziej przejmuje się losem swojego rodzica. Czy wyzdrowieje? Conorowi w trudnych chwilach ma pomóc tajemniczy potwór.

Już z powyższego opisu można wysnuć wniosek, że film porusza motyw godzenia się z utratą bliskich. Nie jest więc dziwne, że największym atutem produkcji okazuje się budzenie emocji. Może w pierwszych minutach czuć jeszcze dystans do postaci, ale maleje on wraz z rozwojem akcji. Widz zaczyna przeżywać oglądane sceny, a twórcy skutecznie wzruszają smutnymi momentami. Szczerze powiedziawszy, sam pod koniec musiałem powstrzymywać łzy, tak dobrze wychodzi gra na uczuciach oraz budowanie przekonujących relacji między bohaterami. To ostatnie jest zasługą zarówno scenariusza, jak i aktorów, którzy nawet na moment nie powodują zwątpienia w wiarygodność wydarzeń. W szczególności zachwyca Felicity Jones, grająca chorą matkę. Jej chwile słabości, wyraźne zmiany w wyglądzie (bladość, krótkie włosy) i ruchach sprawiają, że na widok kobiety serce się kraja.

Siedem minut po północy

Ważnym punktem są relacje rodzinne. Nie są zaskakujące, ale w pełni przekonują i poruszają, a nie ograniczają się tylko do matki, bo pojawia się także ojciec i babcia. Nie ma tutaj żadnej naiwności, stosunki między postaciami niekoniecznie są najlepsze, jednak takie jest życie – bywa rozczarowujące. Co prawda zdarzają się szczęśliwe chwile i trafia się też szczypta humoru, lecz prawie zawsze cechują się ulotnością, dopasowując się do charakteru filmu.

Elementy fantastyczne są zaledwie środkiem do celu, czyli oswojenia oglądającego ze śmiercią i przekazania mu kilku ciekawych myśli. Wiążą się one z nastoletnim Conorem, który jest tak złożoną postacią, że nawet z niektórych klisz (jak problemy szkolne) można wynieść mądre i nieoczywiste przesłania. Nie bez powodu zresztą "Siedem minut po północy" określa się również mianem dramatu psychologicznego, ponieważ postępowanie bohatera z czasem okazuje się mieć niespodziewanie uzasadnienie, zaś fantastyczne motywy można różnie interpretować.

Poziom złożoności tej nadnaturalnej części jest wręcz nieprawdopodobny. Wspaniale zazębia się z aktualnymi wydarzeniami i problemami bohatera, dlatego po seansie można zastanawiać się nad innymi połączeniami fantastyki z rzeczywistością. Niektóre kwestie zostały naświetlone, ale w taki sposób, żeby oglądanie filmu nie przebiegło bezrefleksyjnie. Także od strony wizualnej "Siedem minut po północy" sprawuje się cudownie. Drzewny potwór o potężnym głosie Liama Neesona w pierwszych momentach wywołuje napięcie i grozę, wyglądając zarówno prawdziwie, jak i strasznie. Do tego część akcji rozgrywa się w baśniowej atmosferze tworzonej przez mroczną, intrygującą animację, którą uzupełnia drastyczna historia.

Siedem minut po północy

"Siedem minut po północy" to klimatyczny dramat o skomplikowanym życiu i potrzebie godzenia się ze śmiercią, która jest naturalnym porządkiem rzeczy. Film wzrusza, nie pozwala widzowi siedzieć obojętnie w fotelu i niesie ze sobą wartościowe przesłania, a jednocześnie oferuje zagłębienie się w baśniowy i ciekawy świat. Nie wypowiem się o książkowym oryginalne, ponieważ jeszcze go nie czytałem, ale recenzowana produkcja powinna zrobić na każdym duże wrażenie. Co prawda może kojarzyć się z "Mostem do Terabithii", jednak na poczuciu podobieństwa raczej się kończy. To inne produkcje, choć obie smutne i nietraktujące fantastyki dosłownie.

Cinema CityZa seans dziękujemy firmie Cinema City.

Ocena Game Exe 8  
Ocena użytkowników 8 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...