outpost

Rodzina z domku dla lalek

2 minuty czytania

rodzina z domku dla lalek

Linia Hill House Comics sygnowana przez Joego Hilla rozpoczęła się od "Kosza pełnego głów" i "Rodziny z domku dla lalek". O ile do pierwszego z nich scenariusz napisał sam zainteresowany, czyli Joe Hill, o tyle drugi został spłodzony przez autora komiksowego "Lucyfera", M.R. Careya.

Piękne prezenty nie zawsze przynoszą radość. Przekonuje się o tym sześcioletnia Alice, która otrzymuje od krewnej ogromny domek dla lalek wraz z rodziną laleczek. Urzeczona rozmachem nowej zabawki, spędza z nią wiele czasu. Zwłaszcza że szara rzeczywistość skrzeczy – nieustające kłótnie rodziców i agresywny ojciec pchają dziewczynkę ku samotności. W końcu odkrywa możliwość przeniesienia się do wnętrza domku dla lalek, gdzie nawiązuje przyjazne relacje z jego mieszkańcami. Tylko jakim cudem tam trafiła? Dlaczego laleczki zachowują się jak prawdziwi ludzie? I w końcu co kryje się za tajemniczymi drzwiami domku?

Ton opowieści jest zgoła odmienny niż w przypadku "Kosza pełnego głów". Czytelnicy nie dostaną tutaj aż tyle akcji, brutalności sprowadzonej do uszkodzeń ciała i odcinania kończyn, ani makabrycznych scen, również tych z pierwiastkiem humoru. W zamian Carey oferuje nastrojową i znacznie wolniejszą – ba, na początku nawet przegadaną – historię, jednak zręcznie radzi sobie z miarowym rozwijaniem i splątaniem wątków grupy postaci z różnych płaszczyzn czasowych. Swoje robią postacie – w przeważającej większości dobrze nakreślone, o jasno pokazanych motywacjach i przywarach. Może brakuje im ostatecznego szlifu, ale to drobiazg, biorąc pod uwagę objętość komiksu.

rodzina z domku dla lalekrodzina z domku dla lalek

Nie da się ukryć, że rozwój wydarzeń po zapoznaniu się z początkowym opisem raczej nie jest trudny do przewidzenia. Stary dom dla lalek z rodzinką w środku, chęć ucieczki małej Alice od kłopotów rodzinnych, aż w końcu wizyta dziewczynki w domku same nasuwają kilka kolejnych punktów na fabularnej drabince, przez co na początku brakuje zaskoczeń. Potem jest już znacznie lepiej, Carey nie ogranicza się do samego domku dla lalek, zabiera czytelników w zgoła inne miejsca i udowadnia, że ów domek to nie koniec problemów bohaterów, a rodowód osobliwej zabawki sięga znacznie dawniejszych czasów.

M.R. Carey stworzył historię inną i bardziej nastrojową niż Joe Hill w "Koszu pełnym głów". Podczas gdy słynny pisarz poszedł w kierunku szybkiej akcji, makabry i czarnego humoru, Carey splótł ze sobą losy kilkanaściorga ludzi i istot nadnaturalnych pochodzących z różnych epok, dowożąc tym samym satysfakcjonującą fabułę z motywem dziedziczonego przekleństwa. Nie wszystko zagrało idealnie, trafiają się dłużyzny, lecz to wciąż kawał dobrej lektury.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...