Predators

Wiktor "Wiktul" Werner sobota, 17 lipca 2010

Chyba każdy reżyser kina akcji i grozy chciałby przedstawić widzom film o zaskakującym, tajemniczym, niewidzialnym zabójcy, który w przerażający sposób eksterminuje swe ofiary. Problem pojawia się wtedy, gdy widzowie jeszcze przed rozpoczęciem seansu doskonale wiedzą, jak owy zabójca wygląda, jakie ma zachowania i zwyczaje oraz mocne i słabe strony. Faktem jest, że na przestrzeni lat postać Predatora i wszystko, co z nim związane, była bardzo mocno eksploatowana przez rozmaite filmy, gry, komiksy oraz inne elementy kultury masowej. Wobec tego można żywić obawy, czy pojawiający się właśnie na ekranach kin film “Predators” obroni się przed krytyką doświadczonych i obeznanych z tematem widzów.

predators predators

Cel ten postanowiono osiągnąć za sprawą takiej oto historii: widzimy człowieka, który spada z bardzo dużej wysokości, lądując twardo gdzieś w dżungli. Nie ma pojęcia dlaczego ani skąd wziął się w miejscu, w którym właśnie jest. Chwilę potem dołączają do niego – Royce'a (Adrien Brody) – inni, równie zdezorientowani i nieznani sobie nawzajem ludzie. Wszyscy są uzbrojeni i niechętni wobec siebie oraz niezwykle groźni. Szybko okazuje się, że ta dziwna grupa została złożona z członków meksykańskiej mafii (Cuchillo – w tej roli niezrównany Danny Trejo), SPECNAZU (Oleg Taktarov jako Nikolai), armii izraelskiej (Isabelle, czyli Alice Braga), Yakuzy (Louis Ozawa Changchlen jako Hanzo), a później także Navy Seals (Laurence Fishburne jako Noland). Wszyscy ci bezwzględni, wytrawni zabójcy muszą wkrótce połączyć siły, by przetrwać, gdy odkrywają, że stali się zwierzyną łowną dla innych, jeszcze groźniejszych zabójców.

Jak widać w tym krótkim wprowadzeniu fabularnym, do pracy przy filmie zatrudniono kilka gwiazd światowego formatu. Reżyserem filmu jest Nimród Antal, odpowiedzialny za scenariusz i reżyserię świetnego węgierskiego filmu “Kontrolerzy”, zaś producentem “Predators” został Robert Rodriguez. Pomimo dużej ilości znanych nazwisk budżet filmu jest stosunkowo niewielki (40mln $). Powodem tego jest w dużej mierze to, iż na produkcję składają się tylko dwie główne i reszta krótkich, epizodycznych ról, a także rezygnacja z pokusy “załatwienia filmu” poprzez przytłaczającą pracę grafików komputerowych i drogie efekciarstwo. Nie znaczy to bynajmniej, że zaoferowano nam nieestetyczną produkcję klasy “B”, ale bardziej niż na fajerwerki postawiono na nastrój i budowanie napięcia.

Plik wideo nie jest już dostępny.

Trzeba przyznać, że udało się to bardzo dobrze. Wrócono do konwencji pierwszego “Predatora”, w którym nieprzebyta dżungla skrywała niedostrzegalną grozę i nieopisane okrucieństwo. I chociaż, nauczeni doświadczeniem, spodziewamy się, że zaraz któryś z bohaterów zostanie przebity niewidzialnym ostrzem lub zastrzelony przez niewidzialnego łowcę, dzieje się to niespodziewanie rzadko i zwykle nie wtedy, gdy tego oczekujemy. Emocje są budowane konsekwentnie i umiejętnie za sprawą dobrego wykorzystania ciszy i muzyki, którą dobrze znamy z filmu ze Schwarzeneggerem, a montaż i praca kamery skutecznie wytwarzają poczucie bycia obserwowanym, unikając jednocześnie chaotycznych, szarpanych ujęć.

Widać wyraźnie, że film skierowano do konkretnej grupy odbiorców i w związku z tym obawiałem się, że zmieni się on w klasyczną, spektakularną nawalankę z dużą ilością zielonego i czerwonego kisielu, ryczenia i niekończących się magazynków. Tymczasem scen bezpośredniej walki jest niewiele, choć prezentują się całkiem atrakcyjnie. Większy nacisk położono na skradanie, ukrywanie, elementy czegoś, co możemy określić jako “bojowy survival” oraz relacje między członkami drużyny morderców w sytuacji skrajnego zagrożenia.

predators predators

Trudno jednoznacznie określić poziom gry aktorskiej, gdyż większość aktorów nie nagrała się na tyle długo (lub na tyle dużo), by nadać ich kreacjom jakiś wartościujący przymiotnik. Wśród nich warto podkreślić zabawną i udaną postać Laurenca Fishburne'a, który wcielił się w obłąkanego żołnierza od lat umykającego Łowcom na ich dziwnej planecie, a także wyróżnić Adriena Brody'ego, który dość przekonująco i naturalnie zagrał postać diametralnie różną od Władysława Szpilmana.

“Predators” to 107 minut dość ciekawej rozrywki na dobrym poziomie, zachowującej równowagę pomiędzy wartką akcją a pełnym napięcia oczekiwaniem na jej nagły zwrot. Nie jest to bynajmniej arcydzieło kinematografii, lecz w pełni realizuje założenia niezobowiązującego filmu z pogranicza sci-fi i thrilleru. Tytułowe potwory może nie straszą już tak, jak niegdyś, gdyż oglądaliśmy je już ze wszystkich stron we wszystkich wydaniach, ale również nie roztaczają aury przerażającej nudy i wtórności. Fanom i znawcom tego uniwersum, sam będąc jednym z nich, polecam tę produkcję – może nie “gorąco”, ale spokojnie i bez wyrzutów sumienia. Wszystkich pozostałych, którzy nie mają pomysłu, na co wybrać się do kina w piątkowy wieczór, uspokajam, że pieniądze za bilet na ten właśnie seans na pewno nie będą najgorszym z możliwych zakupów.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 7,24 Średnia z 21 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Medivh · czwartek, 18 listopada 2010, 17:33
0
Film zaczyna się bardzo ciekawie - te spadające z nieba postacie i moment dezorientacji jest świetnym wprowadzeniem do filmu. Szkoda tylko, że do filmu tak strasznie przeciętnego, jeżeli nie powiedzieć słabego. Przewidywalny praktycznie od początku do końca, może z wyjątkiem wątku dotyczącego jednej postaci. Byłem nawet w stanie powiedzieć, kto zginie następny... Strasznie patetyczny i wybitnie hollywoodzki. Te wszystkie gadki o tym, że muszą współpracować i że liczy się życie każdej osoby, ble ble ble. Widzieliśmy to już miliardy razy. Straszna kaszana z Predatorami w tle.

Nie polecam, wystawiłbym 4/10 za Danny'ego Trejo, którego mogę oglądać w każdych ilościach.
Redhorn Steelaxe · piątek, 26 sierpnia 2011, 18:05
0
Pojedynek yakuzo-samurajo-chinchońca z predatorm przy pomocy katany doprowadził mnie do łez
No i cały czas widziałem jednego wychudzonego żyda w ruinach Warszawy, próbującego otworzyć zębami puszkę ogórków.
Wiktul · piątek, 26 sierpnia 2011, 18:52
0
A to ostatnie, to już nie wina Brody'ego
krzyslewy · niedziela, 14 czerwca 2015, 11:52
0
Znów muszę zgodzić się z Medem Początek świetny, klimatyczny i trzymający w napięciu, dzięki nieznanemu zagrożeniu i bohaterom z małymi szansami na przeżycie. Potem jednak robi się nudno i tak praktycznie do końca. Szkoda, może jeszcze, gdyby Trejo zagościł na ekranie na dłużej, byłoby ciekawiej.

4,5/10

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...