wampir_maskarada

Płyńcie łzy moje, rzekł policjant

3 minuty czytania

płyńcie łzy moje, rzekł policjant, okładka

Fascynując się dziełami różnych pisarzy, dobrze jest poznać ich biografie. Czytając następnie książkę po raz kolejny, możemy odkryć zadziwiające smaczki, jak nawiązania do rzeczywistych wydarzeń i postaci. W przypadku powieści Dicka ma to szczególne znaczenie, jako że przydarzały mu się naprawdę dziwne historie, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę ilość substancji psychoaktywnych, jakie zażywał. Pomijam już nawet wątek zmarłej niedługo po narodzinach siostry bliźniaczki Philipa, Jane, żal po stracie której opisywał w niemal każdej książce. Z "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant" związana jest osobliwa historia, gdyż po ukończeniu pisania, Dick nie od razu ją wydał, lecz odłożył na parę lat do sejfu. Co ciekawe, wkrótce przydarzyło mu się prawie to samo, co głównemu bohaterowi powieści. A jaka jest jego historia?

Jason Taverner jest sławnym piosenkarzem, prowadzącym znane telewizyjne show. Jego program ściąga przed odbiorniki za każdym razem niemal 30 milionów widzów. Niczego mu nie brakuje. Może przebierać w kobietach, bogactwach, czymkolwiek zechce. Osoba gwiazdy mocno kontrastuje z ponurym światem, w jakim żyje. Buntujący się przeciwko systemowi studenci zostali natychmiastowo internowani. Jeżeli ktoś trafi do jednego z obozów, w których żyją, nie wróci. Problem rasowy rozwiązano poprzez przymusową sterylizację Murzynów. Szarzy obywatele tej bliskiej nazwania antyutopijną rzeczywistości są stale inwigilowani i kontrolowani. Mimo iż widać, że świat osadzono w przyszłości, nawet technologicznie nie jest różowo. Latające samochody rzężą i klekoczą, a muzyki słucha się na trzeszczących gramofonach.

Nasz protagonista zostaje w pewnym momencie zaatakowany przez byłą kochankę i w stanie ciężkim trafia do szpitala. Budzi się rano w obskurnym motelu, bez jakichkolwiek dokumentów, jedynie z plikiem banknotów. Z przerażeniem konstatuje, że nikt go nie kojarzy, jego nagrania nie istnieją, a telewizyjne show nigdy nie zagościło na żadnym odbiorniku. Jason nie tyle będzie chciał odzyskać swoją tożsamość, co zwyczajnie przeżyć. I właśnie podobna historia wydarzyła się Dickowi. Pisarz trafił ze Stanów do Kanady, gdzie szybko zamknęli go w ośrodku odwykowym po nieudanej próbie samobójczej. Z dala od domu, nierozpoznawalny przez nikogo w pewnym sensie utracił swoją tożsamość i ciężko pracując fizycznie w ośrodku, musiał odkryć siebie na nowo.

"Płyńcie łzy moje, rzekł policjant" zdecydowanie nie jest książką wybitną. Czyta się ją bardzo lekko i przyjemnie, ale daleko jej do sztandarowych dzieł Dicka. Ubóstwiając jednak jego twórczość, ciężko było mi przejść koło niej obojętnie ze względu na sporą dawkę pseudoautobiograficznych elementów i trudno było mi zebrać myśli, aby ją ocenić. Podwójny problem stanowił fakt, że pisarz stwierdził, iż jest to najlepsza powstała kiedykolwiek powieść science fiction. Interesujące jest to, że brak tu typowego dla Philipa zaprzeczania rzeczywistości. Tym razem zadaje on raczej pytanie, czy istnieje jedna wspólna rzeczywistość dla wszystkich, czy też może każdy żyje w swojej i one się przeplatają. Przypomnę tylko, że pisarz uważał od 1974 roku (wtedy również wydano "Płyńcie łzy [...]"), iż żyje równolegle w dwóch rzeczywistościach – jednej jako Philip K. Dick, w drugiej jako prześladowany przez Rzymian chrześcijanin Thomas z I wieku n.e.

Zaskakująco, w książce tej wszystko podane jest na tacy. Brak otwartej kompozycji, brak miejsca na jakiekolwiek domysły. Ba, mamy nawet epilog, w którym poznajemy dalsze losy bohaterów powieści. Mimo to na koniec lektury z zadowoleniem przyjąłem fakt, że jej przesłanie można odczytywać na wielu płaszczyznach. Zainteresowanych odsyłam po przeczytaniu tego dzieła do anegdoty Dicka o uderzającym podobieństwie pewnej sceny do innej obecnej w Dziejach Apostolskich, której to księgi pisarz nigdy wcześniej nie przeczytał. Można również zastanowić się nad tym, co dzieje się dzisiaj z tzw. celebrytami i jak ich wszechobecność wpływa na społeczeństwo.

Bardzo podobało mi się nakreślenie osobowości bohaterów książki. Philip rzadko kiedy skupia się na zagłębianiu w skomplikowane relacje międzyludzkie, kładąc większy nacisk na robienie misz-masz łubudu z rzeczywistością. Tymczasem w "Płyńcie łzy [...]" rzeczywista wydaje się nie tylko postać Jasona Tavernera, ale również innych, które spotyka na drodze. Ich zachowania w tym szarym świecie wydają się bliskie nam i łatwo się utożsamić z bohaterami. Ważną postacią jest Felix Buckman, którego łatwo można określić drugim głównym bohaterem powieści. Jest on generałem policji, owładniętym wręcz obsesją na punkcie odkrycia, jaki też chachmęt kryje się za osobą Jasona Tavernera. Znajdziemy tu miłość, nienawiść, pożądanie, składające się na ładny psychologiczny trip w głąb umysłów postaci, szukających własnej tożsamości.

Jak wspomniałem na początku, nie jest to może czołówka możliwości Dicka, ale na pewno warto tę książkę przeczytać. Standardowo oprawiona jest w twardą okładkę oraz wzbogacona rysunkami Wojciecha Siudmaka. Nietuzinkowi bohaterowie postawieni w oryginalnej i niecodziennej sytuacji. Sporo głębszych myśli, aktualnych pomimo upływu lat. Czego chcieć więcej od dzieła, które sam mistrz określa mianem "najlepszej powieści sf"?

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
7.5 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...