walizka

Persona 5 Strikers

5 minut czytania

Nie będę ukrywał, że jestem fanem gry "Persona 5". Był to pierwszy poważny jRPG, w który zagrałem. Gra wciągnęła mnie na tyle, żeby kupić ją dwa razy – w wersji premierowej i późniejszej "Royal". To łącznie ponad 200 godzin wyjętych z życia, poświęconych perypetiom Jokera i spółki. Po sutym, trzydaniowym obiedzie z czekadełkiem, deserem i kieliszkiem czegoś mocniejszego na trawienie, jakim była wersja "Royal", normalny człowiek miałby dość. Ale po takiej uczcie człowiek nie jest już normalny, chce więcej. Z pomocą przychodzi sequel zatytułowany "Persona 5 Strikers".

Persona 5 Strikers

Jest to gra stworzona dla fanów i każdy, kto nie zna wydarzeń z podstawki, kompletnie się w niej pogubi. Twórcy nie tracą czasu na zbędne wprowadzenia poszczególnych postaci, wszyscy już się znają, chodzi po prostu o kolejną wspólną przygodę. Mija parę miesięcy od zakończenia "Persony 5" (gra niestety nie uwzględnia wersji "Royal"), zaczynają się letnie wakacje. Joker wraca wraz z Morganą do Tokio, aby spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi (bez Kasumi, moje serce krwawi…). Po hucznym przyjęciu w kawiarni Le Blanc plany naszej grupy nastolatków zostają zaburzone przez nową aferę w Metaverse, czyli równoległej rzeczywistości kognitywnej. Okazuje się, że wschodząca gwiazda świata mody, idolka o imieniu Alice, w jakiś sposób kradnie pragnienia swoich fanów (czyt. kradnie ich serca), zamieniając ich w bezmyślne pacynki kupujące najnowsze produkty jej firmy. Jest to powiązane z aplikacją EMMA, czyli niezwykle pomocną sztuczną inteligencją w rodzaju Siri czy Alexy. W sprawę zdaje się być również zamieszana korporacja Maddice, odpowiedzialna za stworzenie EMMY. Nasi ulubieńcy muszą zatem zrezygnować z planów grillowania za miastem, by ponownie przywdziać złodziejskie maski i pokazać Alice, co myślą o jej metodach. Oczywiście prędko okazuje się, że to tylko wierzchołek góry lodowej, podobne wydarzenia mają miejsce w całym kraju, przez co Joker i spółka muszą ruszyć w epicką wyprawę kamperem po całej Japonii, od Sapporo na północy po tropikalną Okinawę na południu. Wychodzą z tego całkiem niezłe praco-wakacje!

Persona 5 Strikers Persona 5 Strikers

Jako fani serii dostajemy zatem więcej tego samego. Zmienia się trochę nomenklatura – zamiast Pałaców mamy Więzienia, którymi rządzą Monarchowie (a nie Władcy), ale rdzeń rozgrywki jest identyczny jak w poprzedniej grze. Nasz zespół infiltruje dane Więzienie, przebijając się przez stada przeciwników, okazjonalnych bossów i niekiedy proste zagadki, odblokowując drogę do skarbca, w którym Monarcha trzyma skradzione ludzkie pragnienia. Następnie wysyłamy mu kartkę i staczamy z nim epicką walkę, po której nasz antagonista zmienia swoje zachowanie, a skradzione serca zostają uwolnione. Potem jedziemy do kolejnego miejsca na mapie Japonii i powtarzamy cały rytuał. Jednakże w przeciwieństwie do poprzedniczki Więzienia nie rozpadają się po pokonaniu bossa. Możemy zawsze do nich wrócić później, by wykonać zadania poboczne, wyzwania czy też zebrać brakujące Persony do kolekcji.

Do naszej zgranej ekipy dołączają dwie nowe postacie. Pierwszą z nich jest… sztuczna inteligencja o imieniu Sophia. Spotykamy ją w Metaverse w pierwszym Więzieniu, gdzie przyjmuje postać uroczej małej dziewczynki (tsk tsk, Japonia…) o czerwonych włosach i parze jo-jo jako broni. W świecie rzeczywistym natomiast żyje w telefonie Jokera, a jej celem jest stanie się "Towarzyszką Ludzkości" oraz zrozumienie, jak działają ludzkie serca. Sophia funkcjonuje również jako sklep, w którym dozbroimy się przed infiltracją. Drugim nowicjuszem jest Zenkichi – policjant, który wysyła naszą grupkę na tę zwariowaną wycieczkę po całym kraju. Łatwo się domyślić, że nasza drużyna nie darzy go szczególnym zaufaniem. Z czasem oboje wpasowują się do ekipy, dzieje się to stopniowo i jest dobrze poprowadzone.

Persona 5 Strikers Persona 5 Strikers

To nie koniec zmian. Zdecydowanie największą jest rezygnacja z turowego systemu walki na rzecz starć hack'n'slash w czasie rzeczywistym. Nie walczymy z pojedynczymi przeciwnikami lecz z całymi ich grupami, nieraz wręcz hordami. Gra jest koprodukcją ze studiem Omega Force, znanym z serii Dynasty Warriors, w której znajdziemy podobną mechanikę rozgrywki. Dlatego od razu uspokoję obawy – mimo zmian nadal jest to zdecydowanie gra w stylu Persona. Twórcy całkiem dobrze wymieszali DNA obu serii, wplatając tytułowe Persony, ich umiejętności oraz wiele innych elementów z piątki do systemu walki z Dynasty Warriors. Totalna zmiana mechaniki była dla mnie na początku największą barierą w zabawie, wymagała nie tyle zmiany nawyków, co nauki od zera. Samouczki niestety nie tłumaczą wszystkiego zbyt dobrze. Umiejętności o znajomo brzmiących nazwach działają inaczej, a ich używanie ma inne koszty w SP. Balans rozgrywki również pozostawia sporo do życzenia, twórcy chyba oczekują od nas uprawiania sporej ilości grindu. Kompletnie odbiłem się od gry na normalnym poziomie trudności i po n-tej nieudanej próbie pokonania pierwszego Monarchy zrezygnowałem i zmieniłem poziom na łatwy. Wtedy walka nie stanowiła już prawie żadnego wyzwania, co też nie jest dobre. Mechanika zeszła na drugi plan, ustępując miejsca zwyczajnej frajdzie oglądania naszej drużyny, jak stopniowo masakruje hordy przeciwników w najróżniejsze efektowne sposoby.

Jeśli więc zrezygnujemy ze zgłębiania systemu walki (i walenia głową w mur), to zostaje nam fabuła i nasi antagoniści. Główną zachętą dla oddanych fanów będzie możliwość spędzenia większej ilości czasu z ulubionymi postaciami. To życzenie zostaje spełnione. Razem z nimi zwiedzimy kawał Japonii próbując lokalnych specjalności kulinarnych (warto notować nazwy) i spędzimy sporo czasu na zabawie, wzajemnym przekomarzaniu się i kąpielach w gorących źródłach. Historia opowiadana przez grę jest przyzwoita, choć niezbyt odkrywcza, a jej zwroty akcji rozpoznamy z daleka. Jest też zdecydowanie krótsza od "Persony 5" (to nie jest minus!) – przejście gry zajęło mi jakieś 30 godzin na łatwym poziomie trudności i nie wykonując wszystkich możliwych zdań pobocznych i wyzwań w Więzieniach. Nowi Monarchowie są o wiele ciekawsi od tych z "Persony 5". Nasi antagoniści nie są już w tak oczywisty sposób źli, ich motywacje mają często dość smutne źródło, można im współczuć. W tym sensie Monarchowie są bardzo podobni do finałowego bossa z wersji "Royal", który wyraźnie odstawał od pozostałych bossów z tamtej gry.

Persona 5 Strikers Persona 5 Strikers

Oprawa audiowizualna jest w zasadzie identyczna, jak w "Persona 5", co na pewno kosztowało twórców sporo wysiłku. Skopiowano w zasadzie wszystko, co działało w poprzedniej grze, zgodnie z regułą "jeśli działa, to po co przy tym gmerać". Stylowe animacje w menu gry? Są. Wystrzałowe ataki specjalne i finiszery dla każdej postaci? Obecne. Krzykliwe czcionki, piękne animacje, stylowe obrazki, atmosfera buntu? A jakże! Lokacje w Metaverse odzwierciedlające swoich władców? Tak, tak, są. Wszystko jest tak, jak było, dostajemy po prostu więcej tego, co lubimy. Dlatego lekko zawiodłem się na muzyce. Tu i ówdzie znajdzie się kilka dobrych, zapadających w pamięć nowych kawałków, ale znaczna część soundtracku jest miałka z dodatkiem średnich remiksów piosenek z "Persona 5". Mogło być lepiej.

Na koniec powtórzę to jeszcze raz – "Persona 5 Strikers" jest grą dla fanów. Ludzie (oraz koty) nieznający wydarzeń i bohaterów podstawki nie mają tu czego szukać. To luksusowy fan-serwis, a jednocześnie kanoniczny sequel dla historii opowiadanej w "Personie 5". Uważam, że to udany spin-off i po tym, jak opanowałem zupełnie nową mechanikę rozgrywki, miałem sporo frajdy.

Persona 5 Strikers
Plusy
  • Więcej czasu z bohaterami Persony 5!
  • Przyzwoita fabuła, ciekawsi przeciwnicy
  • Świetna oprawa wizualna
  • Walka może sprawić sporo frajdy…
Minusy
  • … jeśli mamy czas na rozwój postaci poprzez grind
  • Kiepsko wytłumaczona mechanika
  • Trochę niezbalansowana mechanika rozgrywki
  • Muzyka mogła być lepsza
Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...