riese

Pani Jeziora

pani jeziora, okładka

Zaczęłam czytać sagę o wiedźminie, bo chciałam poznać utwór uważany za jeden z najlepszych w historii literatury fantasy, a teraz, kiedy obok mnie leży już przeczytany jej ostatni tom – "Pani Jeziora", to nawet takiej gadule jak ja zabrakło słów. I nie chodzi o to, że Andrzej Sapkowski nie dostarczył mi tym razem czytelniczych wrażeń, ale o to, że być może było ich nawet za dużo.

Ta część cyklu skupia się na postaci Ciri, która już miała istotny wpływ na rozwój opisywanych zdarzeń, a teraz to ona w pewnym sensie ukształtuje nową rzeczywistość. Sapkowski przedstawia swoim czytelnikom nie tyle historię Geralta i jego towarzyszy, ale historię świata w ogóle albo raczej światów, bo jest ich wiele. I we wszystkich może, jeśli tylko zechce, pojawić się Pani Jeziora.

Na innym planie spotykamy także dwie nowe czarodziejki: Condwiramus i Nimue, które w próbują dotrzeć do prawdziwych losów wiedźminki i wiedźmina. Nie jest to proste, bo historia – tak jak wiele innych – obrosła legendą i została wzbogacona o masę zbędnych ozdobników, a nawet wersja bez tych sztuczek bajarzy jest tylko mierną kopią, niemogącą oddać rzeczywistych zdarzeń. Nikt z tworzących nie wziął bowiem pod uwagę umiejętności Cirilli i tego, że nie można jej zatrzymać. To ona decyduje, w którym ze światów zostaje i dlaczego.

"Wiedźmin" na początku był dla mnie piękną, przepełnioną humorem opowieścią o mutancie, który był bardziej ludzki niż wszyscy ludzie razem wzięci. Potem zmienił się w historię trudnej, pełnej bólu i tęsknoty miłości oraz opowieść o przeznaczeniu i tym, co może zrobić jednostka. O ile w ogóle może coś zrobić. Na końcu klimat sagi stał się mroczny i złowieszczy, a tym samym "Pani Jeziora" jest najbardziej przesiąkniętą krwią i śmiercią częścią cyklu. "Wiedźmin" nie jest fantastyczną bajką o zwycięstwie dobra nad złem i ukaraniu złoczyńców w iście disneyowskim stylu, lecz historią, w której wszystkie stworzenia mają ludzkie cechy, a co za tym idzie – typowe dla naszego gatunku wady i pragnienia. Elfy nie są dobre i szlachetne, próbują wykorzystać Ciri, żeby ponownie zdobyć któryś ze światów (zapewne w tak samo "pokojowy" sposób, w jaki zawładnęli tym, na którym teraz żyją w otoczeniu czaszek i szkieletów). W wymiarach stworzonych przez Sapkowskiego ciągle toczy się walka o władzę, pieniądze, wolność, czasem o ukochane osoby. Nieważne, czy jest to wojna, czy rokowania pokojowe albo czy ludźmi i nie-ludźmi kieruje patriotyzm, strach, głupota bądź ksenofobia. Oni zawsze będą walczyć o coś dla siebie. Dobro nie pokona zła, ale też zło nie zniszczy dobra, ponieważ tak został pomyślany świat, i to nie tylko w literackiej wizji twórcy Geralta. Trzeba jednak przyznać, że patrzenie na kolejnych umierających żołnierzy wymaga nie lada odwagi, a pojawiający się w tych scenach sarkazm jest albo przejawem znieczulicy, albo mechanizmem obronnym.

"Czerwone z czerwonym, żółte z żółtym, białe z białym. Tak zszyj, a na pewno będzie dobrze".

Jako że kończy się stary świat, to razem z nim znikają też jego mieszkańcy. Nic więc dziwnego, że do końca powieści nie dotrwało wielu bohaterów, których polubiłam i z którymi nie miałam ochoty się rozstawać. A już na pewno nie w taki sposób. Z drugiej strony, gdyby wszyscy pozytywni bohaterowie przeżyli wojnę, mającą stworzyć nowy porządek świata, to czy nie byłoby zbyt słodko i cukierkowo? Poza tym, kto jest pozytywnym bohaterem, a kto nie? Fringilla powiedziała Geraltowi prawdę o Yennefer, ale zdradziła jego zamiary przed Lożą. Czy to już zdrada? Czy tylko wierność wyższym ideom nad uczciwością wobec jednostek? Śmierć Bonharta i Vilgefortza nie oznacza końca zła na świecie. Odrodzenie się uczuć w Emhyrze nie umniejsza jego wcześniejszej winy, a zatem zło jako forma metafizycznej siły nie skończy się, tylko przeniesie do innej czasoprzestrzeni.

W tym całym ponurym obrazie jest jednak jednocześnie bardzo dużo poczucia humoru, gdyż trudno nie zaśmiać się podczas lektury fragmentu o szlachetnych, walczących dla idei i królowej błędnych rycerzach, stojących w kolejce po wypłatę, bo przecież muszą za coś żyć.

pani jeziora, okładka

Mimo że w tym tomie rzadko można przeczytać o Jaskrze, to kiedy już się pojawia albo jest przyszłym małżonkiem i wielką miłością królowej, albo jest ratowany przez Geralta i Ciri, bo ta sama władczyni wygnała go z kraju po przyłapaniu na zdradzie. A przecież, jak twierdzi poeta, mężczyzna nie jest stworzony do monogamii. Być może bard ma rację, ale nie należy zapominać, że nie ma bardziej rozwścieczonej istoty niż zdradzona kobieta i większego powodu do złości niż urażona kobieca duma. Na szczęście dla siebie samego, Jaskier nie należy do mężczyzn łatwo tracących humor. Poza tym on już dawno miał o kobietach ustaloną opinię.

"Kobietom pieniądze potrzebne nie są. Bo i po co? Nie piją, w kości nie grają, a kobietami, psiakrew, są przecież same".

Uwielbiam scenę, w której Regis, trzymając srebrną łyżeczkę, tłumaczy paniom, że na wampira działa tylko srebro. Uśmierca niezawodnie. Z drugiej strony trzeba przyznać, że ten wampir ma w sobie bardzo dużo człowieczeństwa. Będzie mi też brakowało dosadnych komentarzy Angouleme, i to nie tylko tych dotyczących alkoholu.

"Rzyga się tak samo po Est Est jak i po jabcoku".

Rozczarowało mnie zakończenie. Nie tak to sobie wyobrażałam i czuję się troszkę zawiedziona. Widzę literackie związki i odniesienia intertekstualne, ale moja wizja była zdecydowanie bardziej pozytywna dla moich ulubieńców. Liczyłam na bardziej spektakularny koniec tak nieprzeciętnej postaci, jaką jest dla mnie Geralt. Nie zmieni to jednak faktu, że cała saga jest literackim mistrzostwem. Zdecydowanie warto poznać wszystkie przygody Geralta, Yen i Dziecka Przeznaczenia, więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to wiecie, co dopisać do listy książek "do przeczytania".

Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
8,75 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Recenzja jak najbardziej zgodna z treścią książki.
1
Gość_Ktoś* ·
Wczorajszej nocy (, a może dzisiejszej?) skończyłem sagę. Jestem zachwycony całą serią wiedźmińskich opowiadań. Teraz nałogowo czytam recenzje, pragnąc poznać opinie innych czytelników i... Zawodzę się! Jakaś pani z biblioteki z gracją operuje słowem, ale chyba nie czytała książki. Z drugiej strony gość, który fakt- zna historię Geralta i Ciri, nie potrafi zbudować kompletnej recenzji, po prostu bełkocze. Całe szczęście moją iskierkę nadziei na wartościowe opinie podtrzymuje ta strona. Wypowiedź wartościowa i zwięzłą. Bogate słownictwo, co więcej, wykorzystane z rozwagą. Ciekawa opinia, której nie podzielam, ale to bez znaczenia. Słowem- dobra robota. Dziękuję za Pani pracę i ślę pokłony Marto.
0
·
Polecamy się na przyszłość.

Dla mnie ostatni tom, a właściwie jego zakończenie, jest jednak lekkim zawodem. Muszę się z Audrey zgodzić. Tak jakby autor sam nie wierzył w moc swojej opowieści i dorzucając literackie tropy chciał ją na siłę uwznioślić, przenieść do "prawdziwej" literatury. A ona już tam była i jest, więc niepotrzebnie się trudził i komplikował.
0
Gość_Ktoś* ·
Dziękuję, na pewno skorzystam.

A propos końcówki. Rzeczywiście jest sporo sensu w takim punkcie widzenia, ale kurczę, urzeka mnie ta tajemniczość, która Sapkowski zbudował chaotycznie żonglując wątkami. Również spodziewałem się, że wszystko zakończy się sielanką,a cała trójka będzie wiodła spokojne życie. W miarę czytania pomyślałem, że Loża zabierze Ciri, ale Geralt z Yennefer będą już razem. Natomiast wzmianka o nieudanym samobójstwie czarodziejki, mgle, która pokazuje umarłych i wyspie z jabłonią, a na niej dwoje kochanków? Istny bałagan! Myślę, że intryguje mnie to, iż przez kolejne dni będę próbować to rozszyfrować. Takie już moje zboczenie, że wolę tekst, który stawia mi więcej pytań, niż odpowiada na wcześniej zaplanowane.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...