Ostatni Władca Pierścienia

Wiktor "Wiktul" Werner czwartek, 26 sierpnia 2010

By dopowiedzieć coś własnego do historii, która dawno temu zyskała miano najświętszej relikwii swego gatunku albo – Manwe broń! – opowiedzieć ją na nowo, potrzeba ogromnej odwagi i umiejętności. Jeżeli autorowi zabraknie któregoś z tych dwóch elementów, zmiażdży go waga i powaga zadania, na które bluźnierczo podniósł swoje pióro, zaś na sam koniec jego wyznawcy gremialnie wgniotą go w glebę. Ryzyko to przenosi się z pisarza na czytelnika, gdy, mimo swych oporów, sceptycyzmu i niemal religijnych przekonań, sięga po obrazoburcze dzieło. Tym większa spotyka go radość, kiedy po przeczytaniu ostatniej z jego stron może stwierdzić ze spokojnym sumieniem, że ryzyko opłaciło się zarówno jemu, jak i autorowi.

Słyszeliście kiedyś o „Władcy Pierścieni”? Ten propagandowy paszkwil na pewno wpadł wam w ręce. To doskonały przykład historiografii zwycięzców, przedstawiających wybrane osoby i wydarzenia w jedynym słusznym, korzystnym dla nich świetle. Smutna i okrutna prawda na temat „Wojny o Pierścień” jest jednak inna, zdecydowanie bardziej prozaiczna. Świat się zmienia. Czuć to zwłaszcza w powietrzu i ziemi Mordoru, którego nauka, kultura i technika już teraz stoją na poziomie znacznie przewyższającym inne narody Śródziemia, a za dosłownie kilkanaście lat dokona skoku odmieniającego na zawsze jego oblicze. Jeszcze chwila, a mordorska medycyna przekroczy zdolności pojmowania kapłanów. Tuż, tuż znajduje się moment, w którym broń palna stanie się faktem, a magia – przeżytkiem. Przewidując ten rozwój wypadków Biała Rada magów stara się zrobić wszystko, by nie utracić bezpowrotnie swej pozycji i mocy, której coraz mniej zostało z dawnych nauk Valarów w starych umysłach jej członków. Jeden z najzręczniejszych współtworzących ją polityków, Gandalf Szary, poddaje pomysł uknucia międzynarodowej intrygi, która zmiecie Mordor z powierzchni ziemi, wraz z jego nauką, techniką oraz wspaniałą kulturą. Tylko jedna osoba sprzeciwia się temu okrutnemu idiotyzmowi – Saruman Biały. Niesłuchany i przegłosowany przez innych odchodzi z Rady, by ratować co tylko się da ze Śródziemia w jego naturalnym kształcie.

Wiele takich „rewelacji”, których próżno szukać w gadzinówie „Władca Pierścieni”, znajdziecie w powieści „Ostatni Władca Pierścienia”. Przegrana przez Mordor wojna prowadzona była przy ponad dwukrotnej przewadze liczebnej przeciwnika i nie była na rękę ani broniącemu się Mordorowi, ani Denethorowi. Zawarta w książce Yeskowa taktyczna i gospodarcza analiza warunków naturalnych Mordoru wskazuje bardzo rzeczowo, że nie miał on szans na dłuższą metę bronić się przed napastnikami, stąd też jego rozpaczliwe zabiegi o utrzymanie pokoju. Znaleźli się jednak tacy, którzy skutecznie w nim przeszkodzili. Gandalf, z jego mistrzowską intrygą w Rohanie i Gondorze, usuwającą prawowitych władców, nieznany nikomu, bezwzględny i nadzwyczaj sprawny uzurpator Aragorn, nade wszystko zaś elfy. Choć liczebnie słabszy, rozwinięty cywilizacyjnie Mordor reprezentował siłę, której nie pokonano by bez udziału elfów. Magowie wiedzieli o tym i, by wciągnąć nieśmiertelnych do wojny, popełnili najgorsze z możliwych głupstw – oddali im Zwierciadło, pozwalające przewidywać przyszłość. Po krwawym starciu na polach Pellenoru, po śmierci króla Saurona VII i zniszczeniu Mordoru, przed Śródziemiem rysuje się przykra perspektywa. Dla pokonanych – „Ostateczne rozwiązanie kwestii mordorskiej”, dla pozostałych – niechybne rządy wyższej rasy nad ludźmi, które zmienią ten świat w marną imitację Valinoru. Jest tylko jeden sposób, by uniknąć tego scenariusza, a misji tej będą musieli stawić czoło umbarski lekarz, oroukeński zwiadowca i gondorski baron, którzy bardzo nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności spotykają się gdzieś pośród pustyni i gruzów Mordoru...

Jak widzicie, musiałem poświęcić sporo miejsca na wprowadzenie do historii pana Yeskowa, a zapewniam, że to nie wszystko. Znaną nam opowieść o końcu Trzeciej Ery przedstawia nam z różnych punktów widzenia – analiz politycznych, militarnych i ekonomicznych, zakulisowych spisków, zdrad oraz oszustw, wielokrotnie też z bardzo udanej, prześmiewczej wobec Tolkiena perspektywy. Jednak liczący sobie 425 stron „Ostatni Władca Pierścienia” nie jest wyłącznie pastiszem lub trawestacją tej sztandarowej dla gatunku epopei. Co więcej, opisanie „prawdziwej historii Wojny o Pierścień” stanowi tylko niewielką i relatywnie najmniej istotną jego część. Prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy autor rozbudowuje Tolkienowski świat do rozmiarów, o których nie śnił jego poprzednik.

Gondor, Rohan, Mordor – to tylko niewielki wycinek ogromnej całości. Gondorczycy i elfy swoim zwyczajem uznają się za pępek świata, zaś swe przepychanki za najbardziej dla niego kluczowe. Niestety, rozwijający się od wieków Umbar, zatrważająco potężny i dziki Harad czy tajemniczy Khand miałyby na ten temat nieco inne zdanie. Wszystkie te krainy prezentowane są nam w niebywale ciekawy, sprawny i rozbudowany sposób, z całą swą historią, specyficznym charakterem i wpływem na losy świata. To właśnie w Umbarze, wielkim, niezależnym, handlowym kolosie, stanowiącym arenę walki między tajnymi służbami największych światowych mocarstw toczy się znaczna część akcji. Yeskov odkrywa przed nami rzeczywistość, która w naszym mniemaniu nie miała dla nas tajemnic. Świetnie poprowadzona wielowątkowość, dawkowanie emocji i zmiany tempa wydarzeń czynią z „Ostatniego Władcy Pierścienia” wyśmienity szpiegowski kryminał, który przywiódł mi na myśl jeden z trzech głównych wątków „Achai” Andrzeja Ziemiańskiego. Przedstawiony świat pozbawiony jest charakterystycznego dla Tolkiena patosu, lecz w tym wypadku jest to wyłącznie zaleta. Sam styl pisarski autora można ocenić jako bardzo dobry. Z jednej strony wypowiedzi bohaterów i narracja utrzymywane są w „klasycznym” dla fantasty kształcie, z drugiej zaś niejednokrotnie autor łamie konwencję, puszczając oczko do czytelnika przy ukazywaniu świetnie mu znanych postaci w zupełnie innym świetle.

„Ostatni Władca Pierścienia” to książka oryginalna i niebanalna. W niektórych miejscach modyfikuje i parodiuje swą wielką poprzedniczkę, ale robi to w bardzo ciekawy sposób, więc nawet najbardziej fanatyczni wyznawcy Tolkiena nie powinni czuć się urażeni. Jednak największym jej atutem jest fantastyczne rozbudowanie i poprowadzenie dotychczasowych schematów oraz wplecenie w nie prawdziwie złożonej i – niech już będzie – epickiej historii, którą ukazano bez typowego w takich wypadkach zadęcia i przesady. Co ważne, do ostatnich stron nie możemy być pewni zakończenia, gdyż wszelkie jego warianty oscylują wokół pojęć „złe” lub „gorsze”, a ostatecznie autor i tak zaskakuje nas pozostawiając naszej wyobraźni przebieg wydarzeń po ostatniej kropce. Ta wydana w 2002 roku przez wydawnictwo „Solaris” książka ma tylko jedną wadę, którą jest spora ilość błędów w druku. Bynajmniej nie może to wpłynąć na ocenę samej powieści, ale niepotrzebne myślniki czy literówki kilka razy wyrywają nas z wartkiego nurtu wydarzeń. Niemniej jest to skaza akurat tego wydania, które miałem okazję użytkować, więc na pewno znajdziecie inne. „Ostatni Władca Pierścienia" to powieść, którą powinien przeczytać każdy, kto interesuje się fantastyką, niezależnie od tego czy jest miłośnikiem, czy zaprzysięgłym wrogiem dzieła Tolkiena. Nie sposób powiedzieć, że książka Yeskova jest od niego lepsza lub gorsza. To po prostu zupełnie inna, wyśmienita historia.

Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 7,75 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...