Ostateczny argument

Marcin "Amaro" Martyniuk sobota, 18 czerwca 2016
okładka, ostateczny argument

Wyprawa pod przywództwem Bayaza spełzła na niczym. Miast broni zdolnej przechylić szalę zwycięstwa w wojnie z Bethodem, nasi bohaterowie zmuszeni zostali powrócić do Adui z niczym. Czy triumf Bethoda pozostaje już tylko kwestią czasu?

Abercrombie po dwóch bardzo dobrych, miejscami tylko nieco rozwlekłych tomach serwuje nam zwieńczenie trylogii w postaci "Ostatecznego argumentu". A warto już na wstępie zaznaczyć, iż kończy z klasą, tworząc najlepszą część cyklu. Pisarzowi udało się ograniczyć największy mankament poprzednich ksiąg – tym razem dłużyzn jest mniej, co dodatkowo zasługuje na odnotowanie z racji, iż mamy do czynienia z najobszerniejszym tomem cyklu, a część tychże fragmentów okazuje się po pewnym czasie dużo bardziej ważka dla fabuły, niż to się może początkowo zdawać.

Naturalnie trzeci tom to odpowiednie miejsce, aby nadać bohaterom finalnego szlifu, rozwiązać dotyczące ich wątki czy nawet totalnie zamieszać im w życiorysach. Po przeczytaniu poprzedniczek można było mieć uzasadnione wątpliwości, czy autor zdoła domknąć wszystkie historie w logiczny, niewymuszony sposób. Na szczęście ten test przeszedł bezproblemowo – poszczególne linie fabularne doczekały się satysfakcjonujących zakończeń, wiemy, jak potoczyły się losy głównych postaci, a zwroty akcji, no może poza jednym, wywołują bardzo korzystne wrażenie. W kilku momentach słusznie można stwierdzić, że oto spełniają się scenariusze, które na podstawie poprzednich wydarzeń mogliśmy tworzyć w swych głowach. Nie jest to jednak błąd, rozstrzygnięcia niektórych sytuacji spotykają się w jednym punkcie z oczekiwaniami czytelników, lecz kiedy trzeba, odbiegają od nich w stopniu zwiększającym zaintrygowanie odbiorcy. Znajdą się czytelnicy, którym nie przypadnie za to do gustu zakończenie trylogii, a właściwie losy jednego z protagonistów. Pozostają one spójne z poprzedzającymi je wydarzeniami, ale z pewnością wielu czytelników liczyło w duchu na inne rozstrzygnięcie.

Pochwały należą się również za ciekawie postępującą kreację bohaterów. Nieustannie ewoluują na kolejnych kartach powieści za sprawą nabywanych doświadczeń, bliskiego otoczenia, a niekiedy swoich ambicji, które niespodziewanie zyskują szanse na realizację. Trzeba przyznać, iż te przemiany zostały ukazane przekonująco i całkiem naturalnie – wszystkie zmiany zachowań czy podejścia bohatera znajdują odzwierciedlenie w zdarzeniach z ich przeszłości, czasem bliższej, a czasem ciągnącej się za nimi od niepamiętnych czasów.

ostateczny argument

Na plus trzeba też zaliczyć fakt, iż nie wszystkie postacie rozwijają się w stronę pozytywnych charakterów. Zwłaszcza w przypadku jednego z bohaterów wywiera to spore wrażenie, lecz jednocześnie irytuje, bo jak dotąd protagonista wzbudzał przede wszystkim sympatię. Wszystko to służy budowaniu świata – ten wciąż jawi się jako miejsce nieprzyjazne, gdzie rządzi prawo silniejszego, a intrygi są tak rozpowszechnione, że w wątku poświęconym Glokcie trudno znaleźć dialogi pozbawione podwójnego dna. Najciekawsze jest, iż wiele z nich to kontynuacje tych rozpoczętych jeszcze w pierwszym tomie, ale zostały rozbudowane do niespodziewanych rozmiarów. Krótko mówiąc, intryga pogania intrygę, nikt nie może czuć się bezpiecznie, a kilkuletni znajomi wcale nie powinni się cieszyć większym zaufaniem niż przypadkowo napotkani ludzie.

Z powyższymi zaletami koresponduje styl, jakim Abercrombie buduje kolejne powieści. Czyta się płynnie, brak dłuższych opisów, a toczone walki i bitwy nie dopuszczają nudy do głosu nawet na chwilę. I tylko fani bogatych, skomplikowanych światów pozostaną nieusatysfakcjonowani. O świecie dowiadujemy się doprawdy niewiele – jego historię ograniczono do kilku wzmianek i jedynie przeszłość magii została przedstawiona pełniej, a wszelkie zaszłości historyczne wciąż będą białą plamą na kartach powieści. Krainy, w których ma miejsce akcja, zostały opisane skrótowo; o wiele ważniejsi są tutaj sami bohaterowie i ich dzieje niż pieczołowicie wykreowany świat.

Abercrombie sprostał trudnemu zadaniu, jakim niewątpliwie było dopięcie wszystkich zaczętych wątków na ostatni guzik. Co ważne, zrobił to nie gubiąc po drodze żadnej z zalet poprzedniczek. Nadal mamy styczność z powieścią pełną akcji, interesujących person, spisków, a to wszystko współgrające z pełnym brutalności światem, gdzie i te dobre postacie mają swoje na sumieniach. Oby więcej takich cyklów!

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 8,33 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...