szczury_wroclawia_kraty

Mrówańcza

Wiktor "Wiktul" Werner poniedziałek, 17 listopada 2014
metro, mrówańcza, okładka

Jest coś takiego w rosyjskiej literaturze, co nie pozwala pomylić jej z żadną inną. Trudno wyjaśnić to wrażenie jednym prostym zdaniem, choć przyczyny możemy analizować do woli. Jednakże zarówno w fantastycznym slapsticku z filozoficznymi wstawkami ręki Bułhakowa, jak i mrocznym, psychologicznym dramacie znudzonego mordercy pióra Dostojewskiego, czy wreszcie w koszmarnym piekle postapokaliptycznego metra projektu Glukhovskiego czujemy wyraźnie, że to historia stworzona przez naszych największych wschodnich sąsiadów. Bohater to postać pozornie zwyczajna, lecz niebanalna. Przedstawiony świat zawsze w jakiś sposób osacza go, stygmatyzuje, ostatecznie zaś – degeneruje. Przez swój upadek, walkę i cierpienie, bohater tłumaczy nam własną rzeczywistość, nadając jej wyrazistości, sensowności i realizmu, nawet w najbardziej fantasmagorycznej oprawie. To bardzo wciągające: oszczędne opisy, zawsze służące przekazaniu jakiejś idei czy podkreśleniu pomysłu, introspekcje głównych postaci, dopuszczające nas do autentycznych, acz nie egzaltowanych emocji.

Jeżeli historia aspołecznego stalkera zmagającego się z hordą mutantów pożerających resztki zdewiowanej cywilizacji pochłania mnie bez reszty pomimo schematyczności i banału, których powinienem w niej upatrywać, a relatywnie podobna rodzima lektura, wydana pod szyldem tej samej franczyzy, zdecydowanie mniej przypadła mi do gustu, to chyba wiem, jaką książkę czytam.

"Mrówańcza" – tytuł dziwny, mówiący niewiele, w trakcie lektury wykpiwany kilkukrotnie przez samego autora, Rusłana Mielnikowa. Choć praktycznie nigdy nie zwracam na to uwagi, tym razem stwierdzę, że ktoś powinien solidnie zebrać po łbie za projekt okładki. Owszem, wpasowuje się on w ogólną stylistykę publikacji z serii "Metro", lecz w tym wypadku był tak nudny, nieciekawy i do bólu nijaki, że gdyby nie recenzencki obowiązek, prawdopodobnie nie sięgnąłbym po książkę. Byłby to błąd. Ogromny błąd.

Mag to stalker, łowca, wiedźmin – jakkolwiek go nie określić, sensem jego życia jest zabijanie mutantów. Nie dla pieniędzy, idei czy sportu, lecz z zemsty za osobistą tragedię, którą przedstawiono w telegraficznym, wyważonym skrócie. Charakterystyka Maga, natura jego psychiczno-duchowych zaburzeń oraz ogólny "pomysł na życie" zilustrowane są szybko i sprawnie, raz w scenerii opuszczonej stacji rostowskiego metra, raz w krajobrazie powierzchniowej, morderczej rzeczywistości. Szybko okazuje się, że poza ogólną, postapokaliptyczną degradacją wszelkiego życia, jego kryjącym się w metrze resztkom zagrozi nowa, niepowstrzymana siła, straszliwa w równej mierze dla ludzi, jak i mutantów.

Czym jest mrówańcza? Jak w każdym przyzwoitym horrorze – nie odkrywamy tego od razu, a gdy ten moment wreszcie nadchodzi, wbrew nakazom logiki nie zdaje się to tak banalne, jakim jest w gruncie rzeczy. Podobnie sam świat, zdemolowany na modłę całego uniwersum, przedstawiono zdawkowo, rzeczowo i intuicyjnie. Mielnikow nie sili się na pseudooryginalną "kosmogonię" czy krótkie sprawozdanie z głównej koncepcji dla niewtajemniczonych. Jeśli sięgasz po powieść opatrzoną nazwą "Metro 2033", najwyraźniej wiesz, co robisz, nie będziemy więc irytować cię zbędnym FAQ dla ignorantów. Takie podejście bardzo przypada mi do gustu, aczkolwiek brak tu bezpośrednich odwołań do książek Glukhovskiego lub innych dzieł z tego uniwersum. Dzięki temu autor, bez odtwórstwa czy naśladownictwa, nadaje swojemu Rostowowi i jego podziemnym stacjom indywidualnego charakteru. W porównaniu z moskiewskim, ten świat jest jeszcze mniej "barwny" czy zróżnicowany, a zdecydowanie bardziej ponury i przytłaczający egzystencjalną oraz moralną degradacją jego mieszkańców. Największa w tym zasługa stylu – oszczędnego w opisach, niezłego w dialogach, świetnie operującego monologiem wewnętrznym i narracją opartą w znacznej mierze na emocjach, myślach i wewnętrznych przeżyciach głównego bohatera.

Oprócz ciekawej, niejednoznacznej postaci Maga, największym atutem "Mrówańczy" jest akcja, a dokładniej tempo jej prowadzenia, efektowne pauzy i sporadyczne retrospekcje, jeszcze mocniej od samych postaci uwydatniające charaktery powojennych przedstawicieli ludzkości. Towarzysząc Magowi w jego wyścigu z czasem przez puste, szare stacje, obserwując wzmacniające się w obliczu wspólnego zagrożenia antagonizmy, zaczynamy zastanawiać się, czy kibicowanie postawionej pod ścianą ludzkości jest jeszcze czymkolwiek uzasadnione, albo raczej – usprawiedliwione. To zaskakujące, do jakich refleksji potrafi przywieść nas Mielnikow w, było nie było, blockbusterowej historii o ludziach walczących z potworami. Najciekawsze zaś, że pomimo dość monotonnej, powtarzalnej scenerii, aspołecznego, zdziwaczałego bohatera i konglomeratu najróżniejszych mend tworzących drugoplanowe społeczeństwo, książkę czyta się szybko, niekiedy z zapartym tchem.

Słowa uznania należą się także tłumaczowi – Pawłowi Podmiotko. Dzięki jego pracy charaktery i relacje postaci nie straciły na wyrazistości, a występujące sporadycznie lapsusy wyjaśniono zwięźle. Przyjemności z lektury nie popsują nam również drukarskie ani korektorskie błędy, a jeśli nie zwykliście sądzić książki po okładce, tylko jedną rzecz można typować na największy mankament – długość. 368 stron to naprawdę sporo, zwłaszcza w powieści tak nafaszerowanej akcją i thrillerem, a jednak, proporcjonalnie do wzrastającej z każdym rozdziałem jakości, u wielkiego, całkiem niezłego finału opowieść może zdać się przycięta przynajmniej o kilkadziesiąt stron. Możliwe, że w tym miejscu recenzenckie, ustawowe krytykanctwo połączyło się u mnie z podrażnionym apetytem na dokładkę tak soczystej historii. Mimo to jestem pewny, że poszerzenie zakończenia o kolejne 100 kartek w żadnym razie nie zagroziłoby autorowi dłużyznami, a pozwoliłoby nam uniknąć wrażenia nieco pospiesznego skompresowania finału.

Nie ma co jednak wydziwiać i szukać dziury w całym. "Mrówańcza" to kawał solidnej literatury, nie tylko z perspektywy cyklu, ale samodzielnej, pełnowartościowej fantastyki. Fani uniwersum "Metra" powinni być zadowoleni bardziej niż po lekturze rodzimej "Dzielnicy Obiecanej", choć tutaj szalę ostatecznie przeważy niepodlegający dyskusji gust. Tak czy inaczej, Mielnikow bardzo dobrze wyczuł, które pomysły Glukhovskiego stanowią o wspólnej sile wszystkich odsłon tej konkretnej rzeczywistości "postapo" i wykorzystał je po swojemu, tworząc oryginalną, autorską całość. Czy dla nowicjuszy "Mrówańcza" może być pierwszym przystankiem na długiej trasie "Metra 2033"? Trudno rozstrzygnąć; dla osób poszukujących nowej, mocnej, zajmującej lektury na wysokim poziomie i o specyficznym charakterze na pewno będzie to strzał w dziesiątkę (a przynajmniej w osiem i pół). Dla tych, którzy dwie pierwsze opowieści Glukhovskiego mają już za sobą, ten tytuł będzie spełnieniem oczekiwań o naprawdę dobrej, godnej kontynuacji.

Dziękujemy wydawnictwu Insignis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 5,25 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...