Mroczny Rycerz

Jan L. "Hassan'" Hassan poniedziałek, 30 lipca 2012

Batman – co jeszcze można o nim powiedzieć, napisać?

Na przestrzeni prawie 80 lat istnienia, powiedziano i zrobiono z nim praktycznie wszystko. Batman to ikona. Kiedy ktoś mówi superbohater, nie myślę o nigdy niezawodzącym prezydenta USA facecie w rajtuzach ("Superman 4", jakby ktoś się zastanawiał, gdzie pan w rajtuzach nie zawodzi), tylko o nocnym mścicielu, którego boją się nawet kryminaliści. O wielkim symbolu nietoperza, który, odbijając się na niebie, wzywa Batmana na pomoc. O pełnym przestępców Gotham, ścieku miast, które na przekór staraniom nie daje się zmienić na lepsze. O bogatej gamie złoczyńców, barwnej galerii postaci, którą tworzono i dopracowywano przez ponad pół wieku, z takimi perełkami jak Człowiek – Gumka czy Dżentelmen – Duch i prawdziwymi klejnotami jak Kobieta – Kot, Pingwin, Bane, Killer Croc, Hugo Strange czy główny wróg Nietoperza – Joker.

dark knight, mroczny rycerz, batman

Mimo że kariera Mrocznego Rycerza rozpoczęła się w komiksie, szybko przeniosła się dalej – książki, seriale i filmy były tylko kwestią czasu. Na początku lat 90. Tim Burton popełnił dwa wyśmienite filmy o Batmanie, a Joker grany przez Jacka Nicholsona przez większość mojego życia stanowił ideał i wzór maniakalnego przestępcy. I ten śmiech! I ta Kobieta – Kot! Niestety, dwa kolejne filmy były i są kiczowatą zbrodnią popełnioną na tak wspaniałym materiale i obok Jacka Nicholsona z filmami o Batmanie kojarzy mi się przede wszystkim Arnold Schwarzenegger i jego jednolinijkowe żarciki. No bo co zabiło dinozaury? Epoka lodowcowa! Jezu...

Po tym arcydziele sztuki filmowej producenci i reżyserzy odstawili Batmana w daleki kąt i zabrali się za ekranizacje innych cudów pobranych z komiksów – takich jak Spiderman, Daredevil, Punisher i Hellboy. Była też jeszcze próba zrobienia filmu o Kobiecie – Kot, ale moja podświadomość wyparła tę wiedzę z umysłu – nie mogę się więc wypowiadać. Dopiero w 2005 roku, Christopher Nolan, autor takich filmów jak "Bezsenność" czy "Memento", podjął się reaktywacji serii o Batmanie, kręcąc "Batmana: Początek". Wyszło mu to nader dobrze – film miał o wiele bardziej dorosłe, poważne podejście do postaci Mrocznego Rycerza, pokazywał i analizował, dlaczego Bruce Wayne chce walczyć z przestępczością i jakie są reperkusje tego, że taką walkę podejmuje. "Początek" tak cudownie odgradzał Batmana i Robina, suche teksty Schwarzeneggera i kiepskie aktorstwo Umy Thurman, poharkiwania Bane'a oraz tańce Jima Carreya i za tą linią kreślił ciekawą historię z takimi postaciami jak Strach na wróble czy Ra's al Ghul. Trudno się więc było dziwić, że gdy koniec filmu zapowiedział następną część, a także pojawienie się jednej z najważniejszych dla całej historii postaci, entuzjazm sięgnął sufitu. I wreszcie, trzy lata później, wyszedł "Mroczny Rycerz", w którym głównym antagonistą Batmana był Joker, asystowany przez Dwie Twarze.

dark knight, batman, joker

Przyznam się, że mój początek z tym filmem był zły. Popełniłem podstawowy błąd, jakim było porównywanie go z poprzednią interpretacją tej opowieści, tą z Nicholsonem jako Jokerem – to było złe. Niedobre. Niepoprawne. "Mrocznego Rycerza" trzeba oceniać jako osobną opowieść, film Burtona – tak samo. Częścią wspólną jest lokalizacja, imiona bohaterów, ale nic więcej. Kreacja Jokera w tym filmie wyodrębniła go spośród innych Jokerów i uczyniła niezależnym, pełnoprawnym bytem. Zresztą nie tylko to czyni z "Mrocznego Rycerza" doskonałe widowisko, gratkę dla wszystkich fanów Batmana.

Pierwsze akty są doskonałe – Nolan świetnie tka klimat fatalizmu, pochłaniający bohaterów filmu, którzy powoli zaczynają rozumieć, że każda ich decyzja ma zły skutek, nieszczęśliwe reperkusje dla nich lub dla ich bliskich. Trzy postacie, na których opiera się film – Batman, Joker i Harvey Dent toczą ze sobą nieustanną walkę i nawet rozumiejąc, że to ta walka jest przyczyną wszystkich klęsk i katastrof, nie chcą lub nie potrafią porzucić swoich ról. Film ogląda się jak grecką tragedię, bohaterowie są prowadzeni przez odgórnie opisany los w kierunku nieuchronnej klęski, katastrofy, smutnego, tragicznego końca. I... No właśnie.

dark knight, mroczny rycerz, batmandark knight, mroczny rycerz, batman

Zakończenie "Mrocznego Rycerza" jest jak policzek. Nie jest to może tak mocny policzek jak zakończenie trzeciego "Mass Effecta", ale jednak boli. Wszystko w filmie prowadziło dokładnie do czegoś zupełnie odwrotnego – zakończenie i pompatyczny monolog wywołuje uśmieszek politowania i zażenowaną minę – nie wiedziałem i nie wiem w sumie co o tym myśleć. Co doprowadziło do takiej konkluzji wydarzeń przedstawionych w filmie, co skłoniło bohaterów do podjęcia takich decyzji? Na pewno nie film. Nie tak miało być – nie tego się spodziewałem i teraz, po prawie czterech latach, przeglądając różne fora i śledząc dyskusje – wiem, że nie jestem w swoim rozczarowaniu osamotniony. Jeśli miałbym szukać minusa, to byłby minus największy. Niestety.

dark knight, mroczny rycerz, batman

Wspominałem już o Jokerze, ale grze aktorskiej w "Mrocznym Rycerzu" warto poświęcić osobny akapit. Oglądaliście "Ojca Chrzestnego"? Pamiętacie Marlona Brando jako Dona Corleone? W tej kreacji nie było widać Marlona Brando, tylko wspomnianego Dona, podstarzałego Włocha z żelaznym kodeksem moralnym i słabością do pomarańczy. Podobnie jest tutaj z rolą Jokera. Nie widzę Heatha Ledgera, chłopa, który chciał być rycerzem, czy kowboja z "Brokeback Mountain" – widzę Jokera. Musiałem się naprawdę dobrze przyglądać, by pod maską aktorstwa i charakteryzacji, zachowania, dostrzec aktora o chłopięcych rysach, który jeszcze niedawno był Nieustraszonym bratem Grimm. Joker Ledgera jest unikatowy, przerażający, socjopatyczny, psychopatyczny i jeszcze kilka -patyczny. Jego żarty nie wywołują śmiechu, bo nie są śmieszne, lecz makabryczne i przerażające, a jedyny śmiech, jaki się pojawia, to nerwowy chichot. Jego opowieść o bliznach jest absurdalna i groteskowa, zaś zbrodniom i bezeceństwu nie ma końca. Aktor i reżyser wzięli Jokera z komiksów, Jokera Nicholsona, Jokera Napiera i Jokera Hamila, wyciągnęli z niego element komediowy i wrzucili do kosza. Został tylko bezwzględny potwór, agent chaosu, dla którego panika i strach to nagrody same w sobie. Nie zależy mu na pieniądzach, na sławie, tylko na tym, żeby ludzie krzyczeli i się go bali. Myślę, że mogę spokojnie powiedzieć, że dopiął swego. Z innych postaci przewijających się przez ekran, uwagę przykuwa Aaron Eckhart, grający okręgowego prokuratora, Harveya Denta, który – co wie każdy szanujący się fan Batmana – staje się potem Dwiema Twarzami. Eckhart dobrze oddał moralne rozterki prokuratora, jego samodzielną walkę z wszechobecną w Gotham przestępczością i korupcją. Wreszcie, kiedy przemiana już następuje, aktor świetnie gra swoją wcześniejszą postać, skrzywioną przez wydarzenia z filmu. Najsłabiej z całej trójki wypada Christian Bale, który przez większość filmu fałszywie się uśmiecha, robi dziwne miny i mówi coś zmienionym przez syntezator głosem. Nie zrozumcie mnie źle – dalej jest to czarujący Bruce Wayne, dalej jest to Batman, ale kiedy zaczął się tym swoim głosem drzeć "Where are they?", coś we mnie pękło. Dodatkowo jego rozterki przedstawione w filmie nie są zbytnio wciągające – ani mnie nie porwały, ani nie przytłoczyły swoim ciężarem. Dodatkowo to zakończenie... Ech.

dark knight, mroczny rycerz, batmandark knight, mroczny rycerz, batman

W drugoplanowej obsadzie wszystko w porządku – Gary Oldman to wciąż komisarz Gordon i swoje przeciwieństwo z "Leona zawodowca", Michael Caine to wciąż Jeeves na sterydach, Morgan Freeman to wciąż występujący w musze Lucius Fox, który w tym filmie ma trochę większą rolę niż w poprzednim – i bardzo dobrze. Magie Gyllenhall zastępująca Katie Holmes w roli Rachel Dawes jest okej – nie zachwyciła mnie, ale i jej rola w "Mrocznym Rycerzu" nie jest zbytnio rozbudowana. Pozostaje wierzyć, że prawdziwa uwodzicielka w trylogii Nolana dopiero się pojawi. Żałuję przede wszystkim, że tym razem mało było Cilliana Murphy'ego jako Scarecrowa i że pozostałe grające w tle postacie nie wyróżniły się niczym szczególnym. Brakuje mi chyba kogoś takiego jak Joe Pesci w "Chłopakach z Ferajny". Kogoś z drugiego planu, kto przeszedłby na pierwszy, przyćmił wszystkich i zrobił porządek. Ale z drugiej strony – w filmach zazwyczaj jest jeden aktor, który kradnie kadr i w tym przypadku muszę zgodzić się na Ledgera.

"Mroczny Rycerz" byłby arcydziełem – studium na temat dobra i zła, równowagi i przykładem świetnego filmu o złych decyzjach – no właśnie, byłby. Zakończenie odbiera mu mnóstwo, choć mimo niego mało jest w filmie rzeczy, do których mógłbym się przyczepić. Aktorstwo, zdjęcia i dialogi – świetne, fabuła oraz postacie – bardzo dobre. Gdyby nie końcówka i może jeszcze ta wywracająca się ciężarówka wypełniona chyba helem (choć to, co następuje później, jest wystarczająco dobre, aby odkupić ten grzeszek) film dostałby ode mnie pełną dyszkę. Dam mu dziewięć i powiem, że nie jest to może najlepszy film, by zacząć przygodę z Batmanem, ale musi go zobaczyć każdy, kto trochę o Batmanie już obejrzał. Być może "Batmana: Początek"?

Ocena Game Exe 9  
Ocena użytkowników 9,03 Średnia z 16 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Wiktul · środa, 1 sierpnia 2012, 14:11
0
Bardzo zgrabnie podsumowałeś większość najważniejszych cech zarówno tego filmu, jak i tej postaci. Istotnie, "The Dark Knight" był świetnym filmem z genialną rolą Ledgera. Nicholson jako Joker był zabawny, czasem tragikomiczny - postać bardzo dobra, bliska kreskówkowemu pierwowzorowi, jednak pozbawiona większej głębi. Ledger stworzył świetną postać, która zasługuje na uznanie również poza ramami swojej konwencji - głównego przeciwnika dobrego superbohatera. To postać na dramat, thriller psychologiczny, kryminał.
Zakończenie - faktycznie, powinno zostać poprowadzone inaczej, aczkolwiek nie burzy mi obrazu całości i końcowej oceny, nie pamiętam o nim w kontekście filmu. Warto pamiętać też o mało eksponowanych, ale charakterystycznych dla Nolana atutach, jakimi są bardzo dynamiczny montaż i bardzo dobry dźwięk.
krzyslewy · czwartek, 2 sierpnia 2012, 07:53
0
Świetny film. Pierwsza moja reakcja: przydałaby się Katie Holmes. Może nie błyszczała szczególnie, ale nie cierpię zmieniania aktorów z pierwszej części w drugiej. Gdyby Holmes zagrała jakoś szczególnie źle..., ale jak dla mnie może być.

W "Mrocznym Rycerzu" podobał mi się wątek z Rachel, ale wydawało mi się, że to już nie jest ta sama postać. W "Batman: Początek" kochała Bruce'a, a w drugiej części jakby przeszła jakąś metamorfozę.

Zakończenie jest dobre. nie mam do niego uwag, ale zbyt szybko ukończyli (albo raczej ucięli) wątek z Dwoma Twarzami.

Jak już mówiłem - świetny film. Rewelacyjna postać Jokera, efekty i znakomity scenariusz. Moja ocena to: 9/10
Hassan' · czwartek, 2 sierpnia 2012, 10:43
0
Tak, film jest świetny. Skonstruowany w genialny sposób - trzyma widza w poczuciu świadomości tego, że główni bohaterowie dążą ku przepaści i nie mają się z niej jak wyrwać. A potem Gotham dostaje bohatera nie jakiego zasługuje a takiego jakiego potrzebuje i zaczyna się robić dziwnie. Ten końcowy monolog i montaż to papka, która mnie podczas pierwszego oglądania filmu skonfudowała. Chociaż, jak napisał Wiktul - w ostatecznym rozrachunku nie przeszkadza w odbiorze całego obrazu.

Też wolałem Katie Holmes jako Rachel - zmiana była dość dziwna.

Ledger przeszedł wszystko co grał wcześniej - nikt chyba się po nim nie spodziewał takiego aktorstwa, takiej gamy ekspresji, które pokazał, opowiadając chociażby historię z bliznami. Tego autentycznego wręcz zaskoczenia, kiedy zdał sobie sprawę, że żadna z barek nie wybuchnie.
Tamc. · środa, 11 września 2013, 09:58
0
Kozacki film, nie powiem.

Słowa uznania w kierunku Ledgera. Rewelacyjna postać, fantastyczna gra. Wszystko o nim napisaliście.

Szkoda tylko, że przez cały film wręcz drażniła mnie - jak widzę, nie tylko mi to nie odpowiadało - Gyllenhaal. Na Holmes przynajmniej można zawiesić oko i nawet jeśli nic nie gra, to przynajmniej jakoś wygląda, a Maggie? Eh, totalnie kobieta nie w moim typie. Rok różnicy między panienkami, a wygląda na 10 lat starszą. Nie, nie, nie. Wolę Katie jako R.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...