Mordheim: City of the Damned

Paweł "Niblla" Albinowski wtorek, 31 marca 2015
mordheim

Wspaniałe Mordheim, stolica żyznego hrabstwa Ostermarku, często najeżdżanego przez maruderów chaosu. Nad nim też siedzibę miały Siostry Sigmara. Miasto wybrane. Miasto wyjątkowe. To tu pojawiła się kometa o dwóch ogonach. Wielu było pewnych, że zwiastuje to przybycie Sigmara w tych trudnych czasach, że poprowadzi on Imperium ku chwale. Każdy chciałby to zobaczyć. Więc przybyli ze wszystkich zakątków znanego świata. Byli niczym morowe powietrze niosące zarazę. Im ich było więcej, tym bardziej wypaczony stawał się gród. Coraz większe bezprawie, oszustwa, morderstwa, a ponoć nawet kult demonów. Im bliżej zapowiadanego boskiego przybycia, tym gorzej. Nic więc dziwnego, że Patron Imperium, widząc ten gnijący wrzód na mapie świata, zamiast przybyć, zrzucił na niego meteor, by unicestwić całe to zło. Oczywiście ostrzegł swe waleczne Dziewice i schroniły się one w swej twierdzy. Wkrótce po tym, jak ruiny ostygły, a większość pożarów zgasła, okazało się, że w gruzach Mordheim można odnaleźć dziwny kamień, który posiada magiczne właściwości. Każdy był gotów zapłacić bajońskie sumy za choćby jego kawałek. Spowodowało to przybycie różnych ugrupowań do Miasta Potępionych.

Mordheim: City of the Damned Mordheim: City of the Damned Mordheim: City of the Damned

Tak oto wygląda zarys fabularny "Mordheim: City of the Damned", strategii połączonej z RPG, nowej gry od wydawnictwa Focus Home Interactive, znanej z takich gier jak "Blood Bowl", "Styx" czy "Aarklash: Legacy". Samym tworzeniem zajmuje się świeżo utworzona grupa, która zwie się Rogue Factor i to na jej barkach leży przeniesienie sławnej gry bitewnej od Games Workshop na ekrany naszych PC i – jeśli wierzyć zapowiedziom – to posiadacze konsol nie obejdą się smakiem. Krótko mówiąc: witajcie w brutalnym świecie chaosu, gdzie przetrwają tylko najsilniejsi.

Zacznijmy od bitew. Przebiegają one w systemie turowym opartym o inicjatywę, która może być modyfikowana na różne sposoby. W zorientowaniu się, kto po kim wykona swe manewry, pomaga pasek u góry, wyświetlający na małych sztandarach rodzaj jednostki i kolejkę. Tu pojawia się pierwszy dylemat: wysłać zwiadowców i dowiedzieć się, z jakimi siłami wroga mamy do czynienia, bo jeśli ich nie zobaczymy, to w miejscu flagi pojawi się szary proporzec, czy obwarować się wokół swego punktu startowego licząc, że przeciwnik wejdzie w pułapkę i nie wykorzysta naszej statycznej pozycji, by wykręcić nam jakieś świństwo jak atak na naszych zaczajonych łuczników od tyłu albo rzucenia klątwy z oddali.

mordheim: city of the damned

Jak widać, twórcy kładą mocny nacisk na taktykę, trzeba często dostosować się do elementów pola bitwy, by móc jak najskuteczniej unicestwić przeciwnika. Planując strategię na najbliższą potyczkę, trzeba brać pod uwagę ukształtowanie terenu, rodzaje budynków, rozkład uliczek, kanałów czy balkonów, jak również specjalne umiejętności jednostek, by móc jak najlepiej wykorzystać ich zalety, a zminimalizować wady. Jest to też ważne z innego powodu. Zespół tworzący "Mordheim: City of the Damned" zapowiada, że w pełnej wersji gry każdy wyłączony z akcji żołnierz może nabawić się poważnych ran czy nawet umrzeć, opuszczając naszą bandę na zawsze.

Na polu naszych zmagań możemy też odnaleźć przedmioty czy zabierać je z ciał poległych wrogów, niestety nie można nic z nimi zrobić, więc nie udało mi się uzbroić żadnego z mych szczuroludzi w młot Sigmara, co uważam za osobistą zniewagę, którą może wymażą następne aktualizacje.

Aktualnie mamy do wyboru tylko siedem map. Trzy posiadają generowane losowo pułapki, warpstony, skrzynie czy ruiny, wymagające testu zręczności, zeskoczenia czy wspinaczki po murze; należą one raczej do średnich wielkościowo, gdzie rozgrywka z przeciwnikiem zajmie nam od 15 do 30 minut. Pozostałe cztery natomiast są niezmienne, ale nadrabiają rozmiarem; często można spędzić turę albo dwie na samym poszukiwaniu przeciwnika w zrujnowanym mieście. Warto dodać, że z każdym patchem ilość map się zwiększa, tak samo jak zmieniają się już istniejące poprzez pojawienie się nowych elementów lub zanik starych. Do dziś pamiętam, jak przy pierwszym odpaleniu gry mogliśmy z kolegą walczyć ze sobą przez ściany, a jednostki „wagi ciężkiej” jak szczuroogr lub ogr najemnik nie mogły wejść po schodach. Teraz już próżno szukać takich „smaczków”.

mordheim

Jak wiadomo, w większości gier ktoś musi wygrać. W "Mordheimie" udostępniono nam dopiero cztery tryby potyczek. Pierwszym z nich jest prosta walka do rozbicia przeciwnika, gdzie trzeba wyeliminować lub zmusić do ucieczki wrogi oddział – nic nadzwyczajnego w strategii. Następnie możemy zmierzyć się z oponentem, by sprawdzić, kto lepiej zbiera warpstone. Zasady są dość proste: wygrywa ten, który zdobędzie dwie trzecie całego zapasu z mapy i dostarczy do swej skrzyni. Autorzy określają to jako „gorączkę spaczenia”. Kolejnym trybem, znanym zapewne wszystkim, jest zdobycie flagi (tu noszące nazwę „ciosu w morale”). Polega on na wykradnięciu z wozu wroga jego symbolu i dostarczeniu bezpiecznie do swego punktu startowego. Warto dodać, że w zależności od wybranej bandy jest to co innego – mroczny idol, sztandar imperium lub relikwia Sigmara. Ostatni tryb zwie się „znamię śmierci” i jest mym ulubionym. Jego zasady są dość banalne – z naszej grupy śmiałków wybiera się losowo 2 bądź 3 i za ich głowy jest wyznaczona nagroda, to samo dzieje się u rywala. Brzmi całkiem prosto i przyjemnie, ale stwarza nam to ogromne pole do popisu w zależności od tego, któż jest poszukiwanym, gdzie walczymy, kogo ściga nasz przeciwnik. W skrócie, piękne wyzwanie taktyczne.

W najnowszej aktualizacji pojawił się tryb „elitarny”, w którym pod naszą komendę trafiają najsilniejsze, najbardziej doświadczone jednostki z naszej bandy, by móc zetrzeć się z równie potężnym przeciwnikiem w bitwie. Jak łatwo się domyślić, został on dodany, by autorzy mogli spokojnie oceniać i testować balans rozgrywki pomiędzy poszczególnymi frakcjami. Wielce popieram ten pomysł, bo w aktualnym układzie sił to kobiety rządzą i ciężko dać sobie radę z ich zmasowanym atakiem bez użycia paru brudnych sztuczek, ale czegóż nie robi się dla zwycięstwa?

Mordheim: City of the Damned Mordheim: City of the Damned Mordheim: City of the Damned

Mógłbym tu rozpisać się też o dość skomplikowanej mechanice, w której tylko fanatycy matematyki odnaleźliby radość wyliczania co do procenta szans, jakie posiada nasza jednostka do trafienia innej, lecz zamiast tego powiem, że autorzy zadbali o 4 wspaniale wykonane samouczki, które w naprawdę prosty sposób tłumaczą wszystkie najważniejsze aspekty gry. Przechodząc je czułem się niczym na zwiedzaniu nawiedzonego domu – wiesz, że nic ci nie grozi i dojdziesz do końca, lecz wciąż odczuwasz strach przed porażką i śmiercią. Chciałbym, by nie zostały one zmienione w finalnej wersji.

Na razie najskromniej wygląda strona z zarządzaniem bandami; możemy tam zmieniać uzbrojenie i wyposażenie naszych jednostek, wybierać im nowe zdolności, uczyć zaklęć. Niestety pancerzy jak na razie nie oddano do naszej dyspozycji, tak samo jak możliwości zakupu magicznego ekwipunku. Zastanawia mnie też fakt, że nasze jednostki mają umierać na stałe i czy nie będzie to rozwiązanie niczym ze "Space Hulka", gdzie jak Marine padł w boju, to zaraz pojawił się tak samo wyglądający i nazywający następca. Tutaj również zadecydujemy, któż z naszych najemników wyruszy do najbliższej bitwy i prawdę powiedziawszy jak na razie to wszystkie opcje, jakie nam udostępniono w tym panelu.

mordheim

Właśnie pora na najważniejsze. Nasze bandy. Jak na razie oddano nam 4 grupy, każda z wyjątkowym stylem prowadzenia. Tak więc do dyspozycji mamy Kult Opętanych, Siostry Sigmara, Ludzkich Najemników z Imperium i Skavenów z klanu Eshin.

Zacznijmy więc od miejscowych, czyli Dziewic Sigmara. Frakcja, która prawdopodobnie spodoba się każdej feministce. Silne kobiety obleczone w mocne zbroje, które dla odmiany zakrywają witalne i ważne organy oraz nie eksponują biustu, dając całkiem przyzwoitą ochronę przed obrażeniami, do tego wyposażone w swą ciężką broń sieją prawdziwe spustoszenie. Dodajmy do tego zaklęcia uzdrawiające (przykładowo krąg leczenia) i oto przepis na twarde baby do pokonania, które specjalizują się w walce wręcz. Do tego delikatne wsparcie od jednej, może dwóch uzbrojonych w kusze towarzyszek i pojawia się nam naprawdę wspaniała siła, która jest gotowa oczyścić ulice Mordheimu ze zła w imię swego boskiego patrona. Minusy ich – jak łatwo jest się domyślić – to mobilność i umiejętności strzeleckie, ale na co to komu, kiedy można rozwalić parę łbów ciężkim ciosem. Panie wydają mi się najprostszą frakcją w prowadzeniu, ale dającą dużo satysfakcji z każdej wygranej, pomimo prostej taktyki.

Pora przyjrzeć się Kultowi Potępionych. Zbiorowisko ludzi oddających cześć Mrocznym Potęgom i poszukującym dla nich warpstonów. Pełno u nich mutantów, szaleńców spaczonych przez moc Chaosu. Na ich czele na ogół stoi przywódca będący najczęściej czarnoksiężnikiem, który cieszy się największym błogosławieństwem swych bogów. Do kompanii tej czasem też przyłączają się demony, stanowiące ogromne zagrożenie na polu bitwy; każde spotkanie z nimi wymusza na nas test morale. Jak łatwo się domyślić, jest to grupa mocno nastawiona na używanie magii w walce poprzez wzmacnianie cech fizycznych swych żołnierzy i zadawaniem obrażeń wszystkim wrogom. Wielokrotnie zwycięstwo zależy tutaj od czynnika losowego, jakim jest klątwa Tzeentch, która może zabić naszych magów przy każdym rzucanym zaklęciu. Na szczęście czarnoksiężnicy sekty posiadają umiejętności zmniejszające szanse na „rozgniewanie” Pana Przemian. Właśnie ten ostatni problem sprawia, że prowadzenie Kultu Potępionych jest tak ciężkie, gdyż wielokrotnie w kluczowym momencie bitwy dowodzący oddziałem wyznawca mrocznych sił eksplodował. W mym odczuciu jest to frakcja trudna do prowadzenia i zarazem najsłabsza.

mordheim: city of the damned

Kolejnymi oddanym pod nasze skrzydła oddziałem są Najemnicy Imperium, wywodzący się z Reiklandu, księstwa znanego z tego, że przedkłada pancerze i porządne uzbrojenie nad jedwabie i klejnoty. Można tylko przypuszczać, że posiadają oni błogosławieństwo Wielkiego Księcia Zygfryda, który zapewne w Mordheimie dostrzega szanse na zdobycie cesarskiej korony, a przynajmniej przewagi nad innymi pretendentami. Ta grupa wojskowa skupia się na zbalansowanej mieszance walki wręcz i umiejętności strzeleckich, a w połączeniu z rozkazami od swego szlachetnie urodzonego przywódcy, pozwalającymi na dodatkowy kontratak czy pokrzepiającymi radami podnoszącymi współczynnik szermierczy, stanowią niebezpieczną grupę. Wsparcie dla tych psów wojny tworzy mag, którego ogniste kule potrafią nieźle namieszać na polu bitwy, a aura płomieni skutecznie podnosi walory obronne żołnierzy. Dla mnie osobiście najważniejsza w imperialnych najemnikach jest ich „ciężka artyleria” w postaci brzuchatego ogra, który swą szarżą potrafi powalić każdego przeciwnika. Trudność prowadzenia tej bandy oceniłbym na średni, wydaje się ona idealna dla kogoś, kto lubi testować różne taktyki nie martwiąc się przy tym, że nie uda mu się naprawić popełnionego błędu. Stworzona wręcz dla ludzi posiadających już jakieś taktyczne umiejętności.

Mordheim: City of the Damned Mordheim: City of the Damned Mordheim: City of the Damned

Na sam koniec zostawiłem sobie Skavenów z klanu Eshin. Prawdziwi mistrzowie skradania się, zastawiania pułapek, szpiegowania i mordowania. Na ich czele stoi adept skrytobójstwa, który jest równie niebezpieczny z pistoletem, jak i z mieczem; wspiera go szary prorok Rogatego Szczura, którego „modlitwy” obniżają pancerz u przeciwników bądź obniżają ich zdolności fizyczne. Do dyspozycji ma też najwspanialsze dzieło rodu Skryre, czyli potężnego szczurogra. Jak łatwo się domyślić, największa wada owych istot z Podziemnego Imperium to wytrzymałość. Nawet najsłabszy człowiek okazuje się „twardszy” od Skavena, więc granie tą nacją nastręcza wielu problemów taktycznych, gdyż w otwartej bitwie ciężko im sprostać komukolwiek. Aktualnie jest to najtrudniejszy oddział do prowadzenia. Jak łatwo się domyślić, szczuroludzie wyspecjalizowali się w strategii "uderz i uciekaj", co otwiera nam ogrom możliwych koncepcji bitwy. Zastawianie pułapek, szykowanie szarż, wystawienie jednej jednostki do ostrzału dla wroga, by reszta w tym czasie mogła się przekraść niezauważona – jednym słowem: rajmordheim dla każdego lubiącego kombinować i czującego satysfakcję z misternie uknutego planu. Jak łatwo się domyślić, Skaveni są moją ulubioną grupą. Poza wymienionymi „frajdami” można zawsze pobawić się z przeciwnikiem w pojedynek umysłów, bo nasza jednostka uderza, ucieka za róg, gdzie czeka gotowy do zaszarżowania szczurogr albo wyposażone w łuki bądź pistolety wsparcie. Ile razy można dać się skusić na atak na samotnie stojącego wojownika klanu tylko po to, by zaraz stracić swoje oddziały na tyłach?

Jak na razie nie wiadomo, czy do gry zostanie dodanych więcej band, ale w oryginalnym "Mordheimie" od Games Workshopu mieliśmy do dyspozycji jeszcze ludzi z Middenheimu i Marienburgu, Łowców Czarownic i Nieumarłych. Osobiście ucieszyłbym się z dwóch ostatnich, ale zapewne dostaniemy je w formie dodatków do gry, tak jak ma to miejsce w "Space Hulku".

Warto też powiedzieć coś o grafice, choć nie uważam, by miała ona jakieś wielkie znaczenie. Stoi na przyzwoitym poziomie, a ostatnie poprawki w cieniowaniu uczyniły ją jeszcze bardziej mroczną, sprawiając, że ulice Miasta Potępionych jawią się niczym z koszmarnego snu. Można by dodać więcej typów ruin w mieście albo uwidocznić jakoś wykryte pułapki, ale ciężko mi powiedzieć coś więcej, tak jak w przypadku muzyki. Trudno szukać w niej jakichś inspiracji; po paru godzinach grania szybko ją wyłączyłem i przerzuciłem się na własną, ale to raczej kwestia gustu.

"Mordheim: City of the Damned" uważam za grę bardzo dobrą. Wartą tych 32 euro? Moim zdaniem tak. Dostajemy za nie skomplikowaną grę taktyczną, w której na wiele sposobów możemy pokazać swą wyższość nad przeciwnikiem, obleczoną w przyzwoitą szatę graficzną, a co najważniejsze – przeniesiemy się do Starego Świata Warhammera, gdzie wielu zaczynało swe pierwsze sesje.

mordheim: city of the damned
Plusy Minusy
  • Świat Warhammera
  • Skomplikowane wyzwania strategiczne
  • Zróżnicowane frakcje
  • Grafika
  • Ogr i szczurogr! Jak można nie ich nie kochać!?
  • Mało pociągająca muzyka
  • Trudność znalezienia przeciwnika
  • Cena za niedokończoną grę
Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 8,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...