piorun_kulisty

Mass Effect: Andromeda. Nexus początek

Kacper "Kacpero" Piasecki sobota, 24 czerwca 2017
Mass Effect: Andromeda. Nexus początek

Na rynku gier studio BioWare jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek. Choć ostatnimi czasy firma zdaje się mieć pewien kryzys twórczy, to nie można zaprzeczyć, że wydała kilka słynnych produkcji cRPG, jak choćby "Baldur's Gate" czy "Dragon Age”. Dzieła te są rozpoznawalne także na literackim rynku, ale chyba bardziej z prequeli historii, które mamy okazję poznawać na ekranie komputera. Jednym z przykładów takiej twórczości jest "Mass Effect Andromeda: Nexus początek" – interesujące dzieło Jasona N. Hougha i K. C. Alexandra.

Droga Mleczna nie dała im tego, na co mieli nadzieję, więc udali się na poszukiwanie nowego domu. Turianie, salarianie, asari, kroganie i ludzie – wszyscy stoją razem, by stworzyć nowe, lepsze społeczeństwo w galaktyce Andromeda. Zapowiedzi są obiecujące, jedynie 600 lat spokojnego snu i trafią na tereny aż proszące się, by je zasiedlić. Jednak rzeczywistość rzadko kiedy jest taka prosta, prawda?

Sloane Kelly dołączyła do Inicjatywy, mając dość polityki, uprzedzeń i protokołów panujących w Przymierzu. W nadziei zbudowania lepszego świata przyjęła posadę szefa ochrony Nexusa, zwanego przez niektórych Cytadelą Andromedy – gigantycznej stacji kosmicznej, która ma stać się ośrodkiem władzy w przeznaczonej do kolonizacji galaktyce. Szybko jednak okazuje się, że trudny początek będzie gorszy niż przewidywano. Po gwałtownym wybudzeniu Sloane odkrywa, że Nexus jest poważnie uszkodzony z niejasnych przyczyn. Przed panią dyrektor stoi trudne zadanie – odbudować łańcuch dowodzenia, dokonać napraw stacji i zidentyfikować zagrożenie. Stawka jest wysoka, gdyż jeśli ta stacja zawiedzie, całą wyprawę szlag trafi.

Tajemnicze zagrożenie jest ciekawym i istotnym elementem historii. To właśnie ta niewiadoma czyni Plagę intrygującą. Nikt nic o niej nie wie, pewne jest, że nie istniała, kiedy ruszali w podróż i nie bardzo można ją zbadać. Po prostu jest w przestrzeni i ludzie na stacji mogą tylko ją obserwować przez okna i utworzone przez nią dziury w ścianach, modląc się, by nie uderzyła ponownie. Atmosferę zagrożenia można kroić nożem.

Bohaterowie wydarzeń są w miarę intrygującymi postaciami. Choć dość jednowymiarowi, to ich rozterki wewnętrzne są dobrze ukazane. Mają one pokazać, czym była odpowiedzialność za całą Inicjatywę, problem, jakim była moralność, kiedy od podjętych decyzji zależy powodzenie misji, która ma zapewnić bezpieczeństwo tysiącom, a jednocześnie należy pamiętać o jednostkach. Można jednak odnieść wrażenie, że drugie dno tych wydarzeń i pełen obraz postaci uzyskamy dopiero po kontakcie z grą.

Mass Effect: Andromeda. Nexus początek

Sama idea moralności jest ukazana w historii w sposób dość nietypowy. Nie ma tutaj wyraźnego podziału na dobro i zło. Właściwie można powiedzieć, że sama koncepcja zła tu nie występuje. Zasadniczo rzecz ujmując, wszyscy przedstawieni bohaterowie grają tu w jednej drużynie, bo wszyscy mieszkają na tej samej stacji kosmicznej i mają jeden cel – utworzenie nowego domu. Jednak nawarstwiające się problemy sprawiają, że zaczyna dochodzić do rozłamów. Każda z postaci dochodzi do własnych wniosków. Wprawdzie nie mają równego dostępu do informacji, ale to przeszłość i odmienne postrzeganie historii jest głównym czynnikiem wpływającym na ich światopogląd. To wręcz ironia, biorąc pod uwagę fakt, że właśnie od tego mieli się odciąć poprzez przybycie do Andromedy.

Sięgnąłem po tę książkę, będąc weteranem trylogii przygód komandora Sheparda, a niedługo po lekturze przyjrzałem się wydarzeniom, które miały miejsce w Andromedzie. Powiem tak: autorzy porządnie wykonali swoje zadanie. Atmosfera nowego świata, trudnych wyzwań i zagrożenia, jakim jest Plaga, jest wyczuwalna. Nawet jeśli nie bez przerwy, to wystarczająco często. Tłumaczenie jest porządne – zgodność między nazwami własnymi z tekstu i gry nie budzi zastrzeżeń. Historii jednak brakuje pewnego ducha, który uczyniłby ją samodzielną. Fanom uniwersum i tym, którzy sami przymierzają się do podboju Andromedy, polecam bez wahania. Komuś z zewnątrz, poszukującemu przyjemnej lektury na wieczór, radziłbym zastanowić się dwa razy.

Dziękujemy wydawnictwu Insignis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...