Łowca czarownic

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski środa, 3 lutego 2016
łowca czarownic

Ostatnio brakuje mi w kinie dobrych filmów z gatunku fantasy. Najlepiej takich nastawionych na porządny scenariusz, a nie dla przykładu piękną – tworzoną za pomocą technologii CGI – scenografię. Zdarza się, że jakiś fantastyczny tytuł wzbudzi we mnie pozytywne odczucia, udało się to choćby "Tajemnicom lasu", żeby daleko nie szukać, ale wciąż brakuje mi produkcji, która zachwyciłaby w sposób absolutny. Tymczasem co roku dostajemy filmy okazujące się pojedynczymi wystrzałami z niewielkimi nadziejami na sukces. Takowym wydawał się również "Łowca czarownic", jednak podszedłem do niego z większym entuzjazmem ze względu na obsadę i zachęcające zwiastuny, obiecujące przynajmniej solidne kino rozrywkowe.

łowca czarownicłowca czarownic

Na początku śledzimy okoliczności, w jakich główny bohater, Kaulder (Vin Diesel), pokonał Królową czarownic (Julie Engelbrecht) i zyskał nieśmiertelność, dzięki czemu aktualnie (po kilkuset latach od wspomnianego wydarzenia) zajmuje się polowaniem na osoby, które używają magii na ludziach. Jednak wcale takich zwyrodnialców nie zabija, jedynie odstawia do specjalnego więzienia, chyba że zostaje zmuszony do innego wyjścia. Czarownice z dobrymi intencjami zostawia w spokoju, uważając tylko, aby nieumyślnie nie szkodziły lub nie doprowadzały do katastrof. łowca czarownic Jak łatwo się domyślić, nie wszystkim odpowiada obecny porządek, pojawiają się przeciwnicy systemu, którzy chcą go zmienić. Kaulder będzie musiał pokrzyżować ich plany u swojego boku mając księdza spisującego jego losy – 37. Dolana (Elijah Wood) – oraz jedną z wiedźm, młodą Chloe (Rose Leslie).

"Łowca czarownic" należy do tej kategorii filmów, które z każdą upływającą minutą wywierają coraz gorsze wrażenie. Oczywiście problem leży w scenariuszu. Produkcja Brecka Eisnera posiada naprawdę słabą historię, kuleją w niej praktycznie wszystkie postacie, a sami aktorzy – nawet ci doświadczeni – nie są w stanie wykreować ciekawych, sympatycznych sylwetek. Zacznijmy może od 37. Dolana. Pojawia się na pewien czas i daje nadzieję na bycie charakternym kompanem z koloratką. Cóż, niedługo potem znika z ekranu, pozostając bohaterem o niewykorzystanym potencjale. Chloe w zamierzeniach chyba miała być zadziorną, nieobliczalną czarownicą, niechętnie współpracującą z Kaulderem. Tylko że ta niechęć wypada bardzo sztucznie, do tego prawie natychmiastowo przeistacza się w przyjaźń i lojalność. Brakuje wcześniejszego dystansu w ich relacjach, zresztą między postaciami nie występuje żadna chemia, głównie z powodu drętwych i naiwnych dialogów.

łowca czarownic

Niewiele lepiej prezentuje się Kaulder. Oszczędny w słowach i gestach jest zaledwie przyzwoitym protagonistą. Ratuje go właśnie Vin Diesel, od którego trudno oczekiwać niesamowitego warsztatu, ale w roli filmowych twardzieli radzi sobie na niezgorszym poziomie. Niemniej nadal wydaje mi się, że można było wykreować bardziej interesującego bohatera, nie stosując przy tym tak oklepanych motywów jak zamordowana rodzina i dodatkowo bezustannie do nich nawiązując. Przecież można byłoby w większym stopniu skupić się na wiekowości Kauldera, a nie na jego nieżyjących bliskich, których oglądamy w nakręconych z przesadną chaotycznością wizjach. łowca czarownic Chociaż dla widza pozostają nieistotnymi, statycznymi twarzami, u głównej postaci wywołują absurdalne zapomnienie o swojej misji i pragnienie pogrążenia się w majakach (które jeszcze są przez niego brane za prawdziwe). Jaki jest sens wracania do tego wątku, jeśli się go nie rozwija?

Słabiej od pozytywnych person przedstawiają się tylko antagoniści. Właściwie ich osobowości kończą się na byciu złymi. Nie wiem, może rzeczywiście niezły portret złoczyńcy, niekończący się na oczywistym epitecie, i w miarę intrygujący bohaterowie to za duże wymogi wobec fantasy? Sama historia też rozczarowuje; toczy się w dość wolnym tempie potęgowanym monotonnym śledztwem Kauldera, które zalicza kolejne banalne przystanki, ni to oryginalne, ni to fascynujące. Dla rozkręcenia akcji występuje jeden fabularny twist – niestety, nieosiągający oczekiwanego rezultatu, ponieważ osoba, której dotyczy, została zbyt słabo zarysowana, aby pojawił się efekt zaskoczenia. Usatysfakcjonowała mnie tylko strona wizualna filmu – panoramy miasta i efektowne czary dały realistyczny i całkiem zjawiskowy obraz świata. Szwankują tylko walki, które są przewidywalne i mało zróżnicowane pod względem choreografii.

łowca czarownic

Vin Diesel nigdy nie ukrywał, że pasjonuje go gatunek fantasy. Jest fanem systemu "Dungeons and Dragons", a także serialowej "Gry o tron". To właśnie jego zainteresowania zadecydowały o stworzeniu "Łowcy czarownic", filmu, którego bohater, Kaulder, był wzorowany na niegdyś stworzonej przez aktora postaci. Obecność Rose Leslie, występującej do niedawna w hicie HBO, prawdopodobnie również nie jest dziełem przypadku. Tym bardziej więc szkoda, że produkcja Brecka Eisnera zwyczajnie zawodzi – schematyczną, zupełnie niewciągającą fabułą, bezbarwnymi charakterami i zaledwie miernym aktorstwem (rozczarowuje również Michael Caine, u którego próżno szukać choćby odrobiny świeżości). Oglądanie "Łowcy czarownic" to strata czasu. Już lepiej obejrzeć "Siódmego syna".

Ocena Game Exe 3,5  
Ocena użytkowników 4 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...