Legenda Korry

Michał "Mikeal" Kostrzewa poniedziałek, 1 czerwca 2015
legenda korry

Awatar Aang i Lord Zuko dokonali niemożliwego. Zakończyli Stuletnią Wojnę i wprowadzili świat w najdłuższy od wieków okres pokoju, owocujący niespotykanym wcześniej rozwojem technologicznym i kulturowym. Aby zapobiec kolejnym konfliktom, na ziemiach podbitych przez Naród Ognia utworzyli Zjednoczoną Republikę, miejsce, gdzie ludzie wszystkich nacji mogą żyć bez konfliktów i uprzedzeń. Jej stolica, Miasto Republiki, szybko staje się najwspanialszą metropolią na świecie. Niestety życie Aanga dobiegło końca, a jego miejsce zajęła zbuntowana nastolatka z Bieguna Południowego – Korra.

Legenda Korry” jest kontynuacją nagradzanego przez krytyków i uwielbianego przez widzów „Awatar: Legenda Aanga”. Z popularności poprzednika mogłoby wynikać, że sequel powstanie w kilka chwil, ale... Twórcy sami chcieli zakończyć przygodę w świecie awatara na jednej części, dlatego Korra powstała pod wpływem nacisków fanów. Postanowiono więc stworzyć sezonowy serial mający w zamyśle trzydzieści odcinków. Nickelodeon nie był jednak zadowolony z wyników oglądalności oryginału, więc pozwolił tylko na dwanaście. Gdy Korra okazała się sukcesem (kto by się tego spodziewał, nie?), zamówili kolejne epizody. Niestety zmiana godzin transmisji, jak i ogólna nędza drugiego sezonu sprawiły, że słupki oglądalności opadły niebezpiecznie nisko. Nick położył kreskę na serialu i dał twórcom wolną rękę. Zaowocowało to najlepszą serią obu seriali. Nie obawiano się zabijać ani okaleczać bohaterów, a główny zły był skomplikowaną i znacznie ciekawszą postacią niż jego przeciwnicy. Z tego powodu oburzone mamuśki zalały stację morzem listów, produkcję zdjęto z anteny i zaczęto puszczać w internecie, a twórcom za karę obcięto fundusze i nałożono jarzmo na ich kreatywność. Przez to czwarty sezon nie osiągnął pełni swojego potencjału.

legenda korrylegenda korry

Korra jest podzielona na cztery sezony, każdy będący osobną historią. A o czym one są? Podczas pierwszego bohaterka ucieka z Bieguna Południowego do Miasta Republiki, aby nauczyć się tkania powietrza pod okiem syna Aanga, Tenzina. Szybko poznaje dwójkę braci, Mako tkacza ognia i Bolina tkacza ziemi. Do paczki dołącza też Asami – spadkobierczyni ogromnej fortuny i geniusz techniczny. Zawsze może też liczyć na córkę Toph, panią komisarz Lin i wnuka Zuko, generała Iroh. Kilka dni po jej przybyciu charyzmatyczny populista Amon ogłasza rewolucję przeciwko tkaczom i nakazuje Korze opuścić stolicę. Gdyby skończyć tylko na nim, serial miałby znacznie wyższą ocenę. Jest to kontynuacja idealna, nowi bohaterowie wywołują sympatię, stara gwardia, jeżeli nie występuje osobiście lub we wspomnieniach, jest godnie reprezentowana przez swoich potomków. legenda korry Przeciwnik nie jest jednowymiarową kukłą, a cała historia wciąga i zawiera sporo zwrotów akcji. Pojawia się co prawda parę minusów w postaci wymuszonego wątku miłosnego, oklepanego motywu ciężkiego dzieciństwa, rozwiązania deus ex machina w finale i ogólnej zwięzłości historii, ale nie przeszkadza to w delektowaniu się oglądaniem. Poza tym jest to najładniej narysowany sezon.

Korra okazała się sukcesem. Fani ją pokochali, Nick zamówił kolejne sezony; co mogło pójść źle? Okazuje się, że wszystko. Sezon drugi jest porażką na całej linii. Bohaterowie przeszli regres, jakby zapomnieli wszystkiego z poprzedniej historii. Korra z narwanej, pewnej siebie dziewczyny stała się kretynką o zachowaniu rozpieszczonej piętnastolatki, Mako z zamkniętego w sobie głosu rozsądku przeistoczył się w dupka niemającego odwagi wziąć odpowiedzialności za swoje czyny, Bolin z drużynowego wesołka zmienił się w upośledzonego kretyna, Asami z piątego koła u wozu... a nie, ona dalej jest piątym kołem u wozu. Lin zaś, która była twardą i inteligentną gliną, przypomina teraz szefa policji z amerykańskiej komedii. Najmniej oberwali Tenzin i Iroh II, ale temu pierwszemu w ogóle nic nie wychodzi, a ten drugi występuje w całym sezonie mniej niż pięć minut. Historia to typowe ratowania świata przed zakopanym pod ziemią potworem.

legenda korry

Główny zły... powiedzmy, że jego imię wśród fanów Avatara jest synonimem marnego złoczyńcy. Jego ujawnienie się jako tego złego powinno być dla nas zaskoczeniem, tylko że wiemy to od początku. Brzmi jak stereotypowy zły, wygląda jak stereotypowy zły i zachowuje się jak stereotypowy zły. Sytuacji nie ratuje aktor udzielający mu głosu, który jest równie znudzony występami Unalaqa, co widownia. Sytuację troszkę ratuje drugi przeciwnik pojawiający się pod koniec, ale to za mało. W dodatku cały finał to jedno wielkie deus ex machina i do tej pory nikt nie wie, co tam tak naprawdę się działo. Trzema plusami tego sezonu są: zwariowane rodzeństwo Eska i Desna, ekscentryczny biznesman Varrick oraz historia pierwszego Avatara. legenda korry Obrazu klęski dopełnia szata graficzna, jest to najgorzej narysowany sezon. Wszystko jest plastikowe, usta postaci podczas rozmów przypominają prostokąty, a walki wyglądają, jakby toczyli je emeryci.

Na szczęście twórcy wyciągnęli wnioski z minusów drugiej serii i w trzeciej zaserwowali nam najlepszą historię całej marki. Z pilnie strzeżonego więzienia ucieka tajemniczy Zaheer, głoszący koniec awatara oraz upadek Zakonu Białego Lotosu. Jego tropem rusza członek starej gwardii – Zuko – a Korra pomaga Tenzinowi spełnić marzenie jego ojca. Twórcy odpowiednio dozują napięcie. Zaczyna się trzęsieniem ziemi, potem mamy chwilę spokoju, a od dziewiątego odcinka akcja nie zatrzymuje się nawet na chwilę. Wszystko tu gra. Zaheer jest ciekawą, złożoną postacią udźwiękowioną przez genialnego Henry'ego Rollinsa. Uwielbia filozofować, jest opanowany, a jego szarość powinna być wyznacznikiem dla tego typu bohaterów. Chce dobrze, ale czy jego metody są dobre? W dodatku w porównaniu do poprzedników widać, czemu zdecydował się działać i zmienić świat. W finale kibicowałem jemu, a nie głównym protagonistom. Jest to najmroczniejszy ze wszystkich sezonów, a jego zakończenie zaskakuje i przygnębia. I nie pojawia się w nim rozwiązanie w stylu deus ex machina.

legenda korrylegenda korry

Od walki z Zaheerem minęły trzy lata. Korra stara się dojść do siebie po traumatycznych przeżyciach z finału trójki, a ambitna Kuvira doprowadza swój kraj do porządku. Zaczyna się nieźle, niestety od połowy sezonu z każdym kolejnym odcinkiem rośnie rozczarowanie. Niby wszystko jest na miejscu, ale czegoś brakuje. Kuvira po świetnym początku zamienia się w Ozaiego w spódnicy, wszystko jest bez życia, postacie poboczne robią za tło przez większość epizodów, a finał całego show rozczarowuje i znowu zostaje rozwiązany w mało wiarygodny sposób. Cieszy przynajmniej rozwinięcie wątku Zhu-li i Varricka, ale to wciąż za mało.

Po krótkim przedstawieniu fabuły oraz moich przemyśleniach na jej temat, czas na bohaterów. Korra jest postacią inną od Aanga. Silna fizycznie, zawsze chętna do działania, tylko mało uduchowiona, co na szczęście się zmienia po sezonie drugim. Od połowy swoich przygód częściej zastanawia się nad swoimi czynami i ma moralne rozterki, czy powinna się poświęcić dla innych, pod koniec zaś bardziej woli działać rozumem i słowami niż pięścią. Plus za taką przemianę, czy naprawdę nie można było tego zrobić od razu, bez drugiej serii? legenda korry Bolin to ciekawa sprawa. Zaczął jako mój ulubiony charakter, ale szybko, bo już po szóstym odcinku, został sprowadzony do nic nieznaczącej roli comic reliefa. Niestety później jeszcze bardziej go upodlono, robiąc z niego strasznego kretyna. Poprawia się na szczęście w sezonie trzecim, a w czwartym przejmuje miejsce swojego brata jako główna postać męska drużyny. Asami... ech, Asami, momenty, w których błyszczy jako bohaterka, to chwile, w których występuje razem z Bolinem. Między tą dwójką była najlepsza chemia w całym show, a zrobiono z nich tylko przyjaciół. Za resztę wątku panny Sato niech posłuży zdanie z mojego wcześniejszego opisu, piąte koło u wozu jest dalej piątym kołem u wozu. Oglądając pierwsze epizody miałem wrażenie, że twórcy nie za bardzo wiedzą, czego chcą od głównej czwórki. Relacje między nimi były wymuszone, a każdy z nich lepiej prezentował się pojedynczo niż jako członek Team Avatar.

legenda korry

Niestety muszę też wspomnieć o nieszczęśliwym trójkącie miłosnym, który ciągnie się przez większość historii. Nie dość, że jego oglądanie przyprawiało każdego o ból głowy, to ma się wrażenie, że stworzono go tylko po to, aby fandom znienawidził Mako. Koleś odbija Korrę, w której zakochany jest jego brat, mimo że sam chodzi z Asami. Później cały czas krąży między jedną panią i drugą, co w pewnym momencie doprowadza do dziwnego rozstania z główną bohaterką. "Kochamy się, ale lepiej będzie nam osobno". Na szczęście podczas dalszych przygód Mako rehabilituje się. Można zobaczyć, że jeżeli nie łamie pannom serc, jest najatrakcyjniejszym bohaterem po jasnej stronie mocy. I żeby fani go nie polubili, sezon później podpiera głównie ścianę. Serio, Bryke? Tworzycie postać na cześć Mako Iwamatsu, którego pokochano za dubbing wuja Iroh w Aangu, a później traktujecie ją jak śmiecia?

legenda korrylegenda korry

Silnym punktem poprzednika były postacie poboczne. Tu jest podobnie, czasami oglądałem serial tylko dla nich. Tacy ludzie jak Tenzin, Varrick albo Iroh II dostarczali dużo humoru, akcji albo informowali nas o świecie awatara. Jedynym problemem było to, że niektórzy nie dostawali za dużo czasu ekranowego. Jakie jest najlepsze rozwiązanie takiego problemu? Olać starych i wprowadzić nowych! Wielu bohaterów znika bez śladu albo ich pojawienie się jest co najwyżej kilkusekundowe. To samo dotyczy starej gwardii. Katarra wyszła tutaj najlepiej ze wszystkich, całe wojaże Zuko można byłoby wyciąć bez żadnego uszczerbku dla fabuły, a Toph po miłym początku doprowadza do strasznej dziury fabularnej.

legenda korry

Pozorny progres nastąpił wśród przeciwników. Fajnie, że mają szczytne cele, ale poza Zaheerem wszyscy są zbudowani w podobnym schemacie. Unalaq to dupek, a pozostała dwójka miała ciężkie dzieciństwo. Rozumiem, że to świetnie się sprawdziło w „Legendzie Aanga”, ale twórcy mogli się wysilić. W pewnym momencie bardziej to męczyło niż skłaniało do współczucia.

Jedyną rzeczą, która nie zawodzi w żadnym sezonie, jest szata dźwiękowa. Do stworzenia soundtracku wykorzystano wiele gatunków muzyki: klasyczną, jazz, chińską etniczną, a czasem nawet lekkie techno. Każda nuta jest idealnie dobrana i wspaniale współgra z tym, co jest na ekranie. To jedyny aspekt serialu, który mogę zaliczyć w 100% na plus.

Kawał szajsu. Arcydzieło. Pod każdym względem lepsza od poprzednika. Pod każdym względem gorsza od poprzednika. Legenda Korry podzieliła fanów. Sam mam wobec niej mieszane uczucia. Gdyby była samotną serią, pewnie oceniłbym ją wyżej, ale od kontynuacji „Legendy Aanga” oczekuję więcej. Wiele rzeczy można byłoby zrobić lepiej, gdyby autorzy wiedzieli, co chcą osiągnąć. Poza trzecim sezonem cały czas wieje zmarnowanym potencjałem.

Plusy Minusy
  • muzyka
  • trzeci sezon
  • Zaheer
  • niektóre postacie poboczne
  • czasami była dojrzalsza niż poprzednik
  • zmarnowany potencjał
  • sezon drugi
  • wiele ciekawych postaci pobocznych nie dostaje odpowiednio dużo czasu, znika bez śladu albo jest użyte bez pomyślunku, niektóre też są irytujące
  • trójkąt miłosny
  • 3 na 4 finały kończą się deus ex machina
  • nadużywanie motywów nieszczęśliwego dzieciństwa i konfliktu rodzeństwa
Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 7,75 Średnia z 8 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...