Labirynt Fauna

labirynt fauna

Guilermo del Toro wielokrotnie udowodnił już kinomanom, że ma nie tylko niezwykłą wyobraźnię, ale również wybitną rękę do tworzenia baśni. Już za pierwszy w swojej karierze pełnometrażowy obraz (“Cronos”) został nagrodzony w Cannes. Zwieńczeniem jego dotychczasowej kariery był dla mnie “Labirynt Fauna”. Baśniowa uczta, mająca nie tylko, wzorem klasycznych opowieści mnóstwo warstw, ale także przyjemnie mroczną, niepokojącą atmosferę.

Jest rok 1944, w Hiszpanii dobiega końca wojna domowa, a kraj wydaje się stabilizować pod rządami generała Franco. Główną bohaterką filmu del Toro jest Ofelia, która właśnie z matką i nowym ojczymem przeprowadza się na wieś, do jego posiadłości. Tło historyczne nie jest tu zbyt ważne, właściwie było bardziej pretekstem do stworzenia wokół dziewczynki brutalnej aury, jaka rzekomo ma ją pchnąć do wykreowania świata magii, wróżek i elfów, będących jej sposobem na ucieczkę.

Rzekomo, ponieważ jest jeszcze druga, często pomijana przez recenzentów warstwa filmowej fabuły. Otóż historia Ofelii to nie tylko rzecz o zagubionej dziewczynce, uciekającej do świata fantazji. Jej przygoda z labiryntem tytułowego Fauna jest metaforą kobiecej inicjacji, o której opowiadano na długo przed powstaniem nawet samego Hollywoodu. To historie przekazywane pokoleniami dzięki niemal zapomnianym już Mądrym kobietom, u nas nazywanym też wiedźmami. Nie tak dawno pisała o nich w swojej książce “Biegnąca z wilkami” dr Clarissa Pinkola Estes. Wszystko zaczyna się, gdy bohaterka z dziecięcą naiwnością przyjmuje z rąk Fauna księgę instrukcji i postanawia wypełnić jego zadania. Labirynt staje się tu zatem przenośnią przestrzeni inicjacji, którą w pewnym wieku powinna przejść każda kobieta. Jednak, aby nie zamieszczać zbyt wielu spoilerów w recenzji, szczegółowemu omówieniu etapów inicjacji poświęcę oddzielny artykuł.

labirynt faunalabirynt faunalabirynt fauna

Najbardziej urzekające w “Labiryncie Fauna” jest to, że mimo swojej konwencji film nie jest, jak dzisiejsze bajki, cukierkowy i ugłaskany. Bardziej przypomina te dawne baśnie – mroczne i brutalne. Ten klimat produkcja zawdzięcza w większości wyśmienitej scenografii i dopracowanym kostiumom. Scenę z Głodem pewnie zna każdy, chociażby z trailera. Mnie jego wygląd prześladował jeszcze przez kilka miesięcy po pierwszym obejrzeniu. To nie tylko dowodzi niebagatelnej wyobraźni i talentu Guillermo del Toro do tworzenia takich obrazów, ale także o jego niezwykłej umiejętności wyważania między mrocznymi i bajkowymi elementami. Piękny jest nie tylko sam Faun (chociaż da się zauważyć sztywność jego kostiumu, ale ta mogła być po prostu elementem samej postaci), również sceneria każdego z zadań wydaje się “jako żywa”. Nawet to niefantastyczne otoczenie wydaje się dopracowane w najmniejszym szczególe i sprytnie manipuluje emocjami widza. Dom wydaje się duszny i niepokojący, bardziej niebezpieczny niż przeciwnicy w przedziwnych zadaniach zlecanych przez Fauna.

labirynt fauna

Wspaniałości obrazu dopełnia niezwykle klimatyczna muzyka. Javier Navarrete stworzył za jej pomocą wyśmienitą, melancholijną chmurę otaczającą baśniową scenerię. Główny motyw – “Long, long time ago” ma niezwykłą wartość artystyczną nawet poza samym filmem. Tak jak scenografia zapada w pamięci, pobudzając wyobraźnię. Jest też jednocześnie smutny i piękny. A czyż nie takie są właśnie dawne baśnie?

Naturalnie film nie byłby tak zachwycającym obrazem, gdyby aktorzy grali na poziomie drewna. Na szczęście również tutaj ciężko jest na cokolwiek marudzić. Nawet młodziutka Ivana Baquero poradziła sobie w roli Ofelii, a Sergi López jako kapitan Vidal stał się kwintesencją zła i szaleńczej gwałtowności. W rolę Fauna natomiast wcielił się Doug Jones, znany już widzom del Toro chociażby z “Hellboya”, gdzie zagrał Abe’a Sapiena. Co prawda można zauważyć pewne podobieństwo między postaciami, jednak do tej pory nie potrafię stwierdzić, czy była to wina gumowego stroju czy samego aktorstwa.

labirynt fauna labirynt fauna labirynt fauna

“Labirynt Fauna” to jeden z moich ulubionych filmów, w dodatku jest z tych, które po pierwszym obejrzeniu chciałam następnego dnia zobaczyć jeszcze raz i jeszcze raz. To smutna, ale zapadająca w pamięć i poruszająca wyobraźnię historia, mająca drugie, bogate w nawiązania do kobiecej mitologii dno. Polecam go gorąco wszystkim kochającym baśnie z ich nieustępliwym klimatem, nieuznającym półśrodków. To zdecydowanie jeden z bardziej oryginalnych obrazów swoich czasów.

Ocena Game Exe
9,5
Ocena użytkowników
8,83 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...