Krai Mira: Edycja Rozszerzona

Tomasz "Tokar" Tokarczyk niedziela, 7 maja 2017
krai mira: edycja rozszerzona

Produkcja Tell-Tech Games silnie bazuje na uczuciu nostalgii i jednym z celów studia niewątpliwie było rozbudzenie wspomnień z przeszłości, a konkretnie z umiłowanych lat 90', kiedy to komputerowe gry fabularne oparte o perspektywę widoku izometrycznego dzieliły oraz rządziły, postapokaliptyczne słoneczko miło grzało kości i ogólnie trawa była zieleńsza. Zadziwiające, ale "Krai Mira: Edycja Rozszerzona" przywołały u mnie inną scenkę związaną z tym okresem. W domu się nie przelewało i rodzina nie śmierdziała groszem, więc po zakup nowych butów, spodni czy koszulkę ulubionego piłkarza (+15 do szacunku na osiedlowym podwórku - wiecie, rozumiecie, sprawa gardłowa) nie szło się do markowych sklepów, tylko w okolice stadionu X-Lecia (obecnie Stadion Narodowy). Największego bazaru w Europie, gdzie pocieszny handlarz o azjatyckich rysach i nieznanej narodowości sprzedawał podobny produkt za grosze (ktoś przez pomyłkę tylko źle poprzyklejał literki - Adidos czy Adidas, błędy się zdarzają), wściekle kalecząc polszczyznę. Na pierwszy rzut oka wszystko grało - buty były wygodne, koszulka spełniała swoje zadanie, a spodnie leżały tip-top. Problem pojawiał się kilka tygodni później, gdy obuwie zaczęło się rozklejać, koszulka szybko tracić kolor i nadruki, natomiast portki pruły się jak szalone.

Z "Krai Mira" jest podobnie. Na pierwszy rzut oka wszystko gra i nuklearny klimat klasycznych tytułów z serii "Fallout" czy innych "Wastelandów" jest wyczuwalny - czujemy się jak w domu. Sęk w tym, że kilka minut później czar pryska, a wszystko zaczyna rozłazić się niczym wspomniane spodnie w okolicach tyłka.

krai mira: edycja rozszerzona

Intryga nie powala na kolana i mamy tutaj do czynienia z typowym schematem "od wioskowego prostaczka do króla pustkowi". Jesteśmy jednym z tych biednych skurwieli, którzy starają się przeżyć kolejny dzień na postapokaliptycznym Krymie i marzą, aby kiedyś ułożyć sobie stabilne życie w tym ponurym czyśćcu. Niestety, plany szybko biorą w łeb, bo naszą wioskę za cel postanowiła obrać sobie horda kanibali. Zostajemy więc wysłani po pomoc do lokalnego fortu tylko po to, aby dowiedzieć się na miejscu, że z domu zostały same zgliszcza. Wygodnie. W ciągu paru następnych godzin i po kilku niezbyt zaskakujących zwrotach akcji, dowiemy się, że w świecie po zagładzie nikomu nie można ufać na słowo, natomiast wojna nigdy się nie zmienia.

Mamy więc typowy gatunkowy standard i nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdybyśmy nie mieli do czynienia z jego najuboższą wersją. Dialogi nie mają w sobie absolutnie żadnego polotu, natomiast postacie je wygłaszające nie zapadają w pamięć, praktycznie zlewając się z tłem. Już typowy ćpun w "Falloutach" miał większe pokłady charyzmy od większości bohaterów, którzy przewiną nam się przez ekran, a z kolei ci posiadający jakieś tam zarysy osobowości czerpią garściami z legend pop-kultury, w efekcie czego mamy efekt deja-vu. W tym miejscu doskonale widać, że za scenariusz odpowiadał jakiś totalny pasjonat-amator z głową pełną pomysłów, ale nie bardzo mający pojęcie, jak to wszystko sensownie przekazać, a nie profesjonalista, który ma dobrze rozrysowany plan.

krai mira: edycja rozszerzona

Tym bardziej, że również misje, jakie przyjdzie nam wykonać, nie grzeszą jakąś specjalną inwencją. W zdecydowanej większości przypadków to krążenie od jednej lokacji do drugiej, aby przynieść jakiś przedmiot, zagadać z którymś trepem czy obić komuś ryja. Jeszcze pal licho, gdyby w tych miasteczkach lub innych ruinach było coś do roboty, wtedy miałoby to jakiś ukryty sens, aby zmusić gracza do eksploracji. Sęk w tym, że choć dostajemy swobodę w kwestii badania apokaliptycznego Półwyspu Krymskiego, to szybko przekonujemy się, że wątek poboczny kompletnie nie istnieje. Większość postaci nie ma nam zupełnie nic do powiedzenia, a gdy w końcu szczęśliwie trafimy na kogoś "gadatliwego", to wypluje ledwie kilka zdań lub przegoni protagonistę do czasu aż spotkanie z nim nie wymusi na nas główna intryga. Zresztą, jakbyśmy nie poprowadzili konwersacji, efekt będzie dokładnie ten sam i na jedno wyjdzie. Koniec końców, ten element gry jest martwy jak turystyka na Krymie zaraz po aneksji przez Rosję i wieje gorszą nudą niż oglądanie meczów piłkarskiej B-Klasy na trzeźwo. W tragicznie pustych lokacjach najciekawszym elementem jest hazard - blackjack, ruletka czy jednoręki bandyta. Poszaleć można.

Choć może lepiej, że twórcy nie kombinowali, bo jak już tylko wjeżdżał jakiś bardziej kreatywny moment, to po kilku minutach z wściekłości miałem ochotę wyrzucić laptop za okno. Jeżeli już decydujesz się na implementacje do gry momentów skradankowych, to stwórz odpowiedni ku temu mechanizm. W "Krai Mira" musisz uporczywie trzymać przyciśnięty przycisk myszki obok postaci, aby bohater maszerował - odsunięcie kursora o kilka milimetrów spowoduje, że zaczyna się automatyczny sprint, co owocuje zaalarmowaniem przeciwników i wpadnięciem w gówno po uszy. Pomysłowi daleko do komfortu i tak jest w istocie, więc trzeba wczytać grę. Strażnik przyciął się w miejscu i przez kilka minut nie może ruszyć się z jednego punktu i ni w ząb nie da się go ominąć. Wczytujemy. Cholera... akurat pięć sekund po załadowaniu lokacji postanowił on skierować się w stronę drzwi wejściowych, gdzie akurat weszliśmy. Loading... Historyjkę o eskortowaniu jakiegoś jajogłowego, który poczuł w sobie zew wojownika i uporczywie wchodził pod lufę moją lub przeciwnika szczodrobliwie pominę.

krai mira: edycja rozszerzona

Tym bardziej, że zarówno przeciwnicy, jak i nasi sojusznicy, to imbecyle najwyższej próby. Serio, chyba nigdy nie widziałem tak słabej Sztucznej Inteligencji. Zero elementu taktycznego czy prób zaskoczenia, po prostu kierowanie się na oślep w stronę oponenta najbliższą możliwą drogą. Jeżeli ta jest zablokowana? Postać zacina się na plecach sojusznika czy na innej ścianie, a potem kroczy mozolnie w miejscu aż do wyczerpania punktów ruchu. Przecież ominięcie tej cholernej przeszkody byłoby zbyt oczywiste! Wrogowie nie próbują też uderzyć w najbardziej wrażliwy punkt naszej ekipy czy też nie starają się dobić postaci, gdy ona ucieka. Po prostu celują w stronę najbliższego celu.

Rozwój postaci również nie stoi na najwyższym możliwym poziomie. Niby możemy dowolnie rozwijać atrybuty takie jak siła, zdrowie, percepcja czy erudycja. Do tego dochodzą dodatkowe atuty, które dają bonus do uników lub leczą kilka punktów życia po przeszukaniu ofiary. Sęk w tym, że trudno tutaj mówić o jakimś bogactwie wyboru. Tym bardziej, że w "Krai Mira" opłaca się przede wszystkim rozwijać w kierunku walki wręcz. O rozmowach już wspomniałem i gorzko żałowałem, że zainwestowałem początkowe punkty w kierunku erudycji. Potem przeklinałem nacisk na broń dystansową, ponieważ wykorzystywanie spluw kosztuje zdecydowanie więcej Punktów Akcji niż użycie jakiegoś ciekawego toporka (tak w stosunku 1-3), a amunicji również jest niewiele (choć można to w sumie potraktować jako plus - takie uniwersum). Dopiero potem, gdy uda nam się dostać w łapsko jakiegoś porządnego gnata, który pozwoli nam na wystrzelenie serii, proporcje trochę się wyrównują, ale znowuż - trzeba uciułać sporo nabojów...

krai mira: edycja rozszerzona

Na pochwałę zasługuje za to uzbrojenie. Narzędzi do zadawania mordu jest naprawdę sporo, grzeszą one różnorodnością i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Kusze, samopały, rasowe strzelby, pierdyriad ostrzy, kastety. Do wyboru, do koloru. Finezja twórców tutaj nie zna granic i widać, że porządnie przemyślano ten element gry. Tylko nie przyzwyczajacie sie za bardzo do swoich ulubionych przedmiotów czy wychuchanych pancerzy, bo w trakcie intrygi fabuła kilkakrotnie całkowicie pozbawi nas ekwipunku bez żadnego głębszego uzasadnienia. Zbieracze dostaną apopleksji.

Niełatwo ocenić oprawę audio-wizualną. Przyzwyczajonym do wymuskanych gier AAA+ będą krwawić oczy, ale fanom klasycznych gier z widokiem izometrycznym, a to do nich "Krai Mira" jest kierowana, powinna przypaść do gustu. Ładnie to wszystko zostało zaprojektowane, postapokaliptyczny Półwysep Krymski ma swój własny sznyt i czuć w tym wszystkim "falloutowy" klimat. Może to nie jest jakieś mistrzostwo świata, ale osobiście byłem ukontentowany. Muzyka to też w sumie trudny orzech do zgryzienia, ponieważ mamy tutaj utwory, które doskonale komponują się ze światem gry oraz poszczególnym lokacjami, intensyfikując klimat zrujnowanego uniwersum, ale są też kawałki kompletnie od czapy, gdzie po usłyszeniu pierwszych taktów pomyśli się tylko "Kur.. zapiał, co to ma znaczyć?!".

krai mira: edycja rozszerzona

"Krai Mira: Edycja Rozszerzona" ma swoje momenty i wiele potencjału (szkoda, że w większości niewykorzystanego), jak również bije od niej słodki postapokaliptyczny klimat. Chciałbym jednak zauważyć, że mamy 2017 rok, na Boga, a to jednak coś znaczy. Dlatego nie mogę z czystym sumieniem polecić tej produkcji. Raczej tylko dla turbo-wyposzczonych fanatyków nuklearnego klimatu i "Mad Maxa". Tym bardziej, że tytuł można nabyć za grosze. Sęk w tym, że za podobną cenę można zgarnąć antologię klasycznych "Falloutów", przy której każdy będzie bawił się wyśmienicie i spędzi wiele pozytywnych chwil.

Dziękujemy firmie Cenega S.A. za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Plusy Minusy
  • Klimat apokalipsy i czar dawnych lat
  • Hazard
  • Różnorodne uzbrojenie
  • Cena
  • Praktycznie cała reszta...
Ocena Game Exe 3  
Ocena użytkowników 3 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Courun Yauntyrr · poniedziałek, 8 maja 2017, 20:37
0
Tego się niestety obawiałem, stąd dobrze, że nie zdecydowałem na zakup mimo atrakcyjnej ceny.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...