Head Lopper #3: Rycerze Venorii

2 minuty czytania

head lopper i rycerze venorii

Dekapitator w swojej trzeciej przygodzie udaje się do miejsca z własnej przeszłości. Spotyka nowych przyjaciół, znajome twarze i kolejnych przeciwników – z całą tą zgrają, intrygami oraz smakowitym światem fantasy komiks "Head Lopper i Rycerze Venorii" prezentuje się doprawdy zachęcająco.

Fabularnie to nadal "Head Lopper", którego dobrze znamy. W głównej roli niewiele mówiący wojownik o aparycji Conana, z podobną skutecznością zwyciężający swoich wrogów, a u jego boku wiedźma czy raczej to, co po niej zostało: głowa, ale gadająca. Wydarzenia – spiski w wykonaniu dwulicowych postaci, możliwa zagłada, gdzieś na dalszym planie zapowiedź wielkiego antagonisty oraz retrospekcje dotyczące głównego bohatera. Do klisz można dorzucić Miecze Venorii, które przypominają Rycerzy Okrągłego Stołu. Niemniej składa się to wszystko na bardzo przyjemny pastisz.

Jednocześnie nie można odmówić serii oryginalności, przede wszystkim dlatego, że jest to mieszanka dziwaczna i w pewnym stopniu nieprzewidywalna. Nigdy nie wiemy, w którą stronę pokieruje się Andrew MacLean, poza tym, że nie zabraknie walk z udziałem naszego herosa. Świat wygląda dosyć cudacznie, a zarazem zagrożenie traktuje się serio, choć to też zasługa oddania tego na ilustracjach – prosta, cartoonowa kreska, dziwne, komiczne wręcz istoty, scenerie w uwypuklającej niezwykłość i mrok kolorystyce. Niby wszystko lekkie w odbiorze, a jednak nie do końca przez brunatne barwy, wracanie do negatywnych postaci, katastrofizm akcji czy wielkość niektórych potworów. Czuć, że zło nie śpi i łypie okiem niczym Sauron.

head lopper i rycerze venoriihead lopper i rycerze venorii

"Rycerze Venorii" spodobali mi się bardziej niż poprzednie tomy. MacLean zagrał tajemnicą związaną z bohaterem i choć troszkę wprowadzał w tym wątku w konfuzję, to udanie podsycał ciekawość. Wydaje się też, jakby starć było ciut mniej, nie chcę skłamać (nie liczyłem), w zasadzie to też kwestia dobrego zbudowania napięcia w pierwszych aktach historii, gdy poznajemy Venorię i panujące w niej zasady. Co więcej, scenarzyście nie potrzeba wiele tekstu, by wykreować sympatyczne, pasujące do realiów "Head Loppera" postacie – kolejną wojowniczkę czy działającą w ukryciu jak ninja Brishkę – znów kłaniają się ilustracje, bo i kozacką prezentacją można zjednywać sobie czytelników.

Nie można zapominać o jednym: gdy już dochodzi do scen akcji, to na planszach widzimy dynamiczne sekwencje, ucinanie głów, właściwy serii rozmach i wręcz kocie ruchy co zwinniejszych postaci. W połączeniu z czarnym humorem, dziwacznością świata oraz pastiszową historią wychodzi bardzo dobry komiks, który z łatwością umili dzień niejednemu miłośnikowi klimatów heroic fantasy. Kto już raz spróbował "Head Loppera" (przypominam pierwszy tom), tego pewnie nie muszę dłużej namawiać – choć podkreślę, że mi "Rycerze Venorii" dali najwięcej rozrywki.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
8 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...