Krucjata Nieskończoności

3 minuty czytania

krucjata nieskończoności

O ile na polskim rynku trudno narzekać na brak komiksów Marvela, o tyle większość z nich dotyczy ziemskich herosów. Tymczasem w marvelowskim kosmosie dzieją się rzeczy jeszcze bardziej niezwykłe.

"Krucjata Nieskończoności" to bardzo obszerne (472 strony!) domknięcie historii Kamieni Nieskończoności, Adama Warlocka, Thanosa z Tytana i dziesiątek mniej lub bardziej znanych postaci Marvela. Warto mieć na uwadze, że jest to zarazem kontynuacja "Rękawicy" i "Wojny Nieskończoności". Po wydarzeniach z "Wojny..." swoją obecność we wszechświecie zaznacza nie kto inny, jak dobra strona Adama Warlocka, każąca zwać się Boginią. Nieznana dotąd istota objawia się ziemskim i kosmicznym herosom cechującym się silną wiarą bądź niezłomnym kodeksem moralnym, a następnie teleportuje wybrańców do swojego Raju Omega. Przyświeca jej szlachetny cel – pragnie nieść pokój i stworzyć świat idealny. Czy za godnymi podziwu pobudkami kryją się równie szczere intencje? Gros ziemskich bohaterów jest odmiennego zdania, podobnie Warlock i Thanos.

Jako że zarzutów jest mniej, to je omówię najpierw. Do największych bolączek "Krucjaty" zaliczam mozolny początek, ponieważ zawiązywanie intrygi jest w tym przypadku o wiele wolniejsze i bardziej rozpasane niż w przypadku "Rękawicy" i "Wojny", gdzie Jim Starlin zdecydowanie sprawniej prowadził historię. Nierówne tempo to zresztą mankament całego scenariusza. Statyczne sceny i dłużące się dywagacje rozmaitych postaci niewystarczająco często przerywane są dynamicznymi akcentami, których kumulacja następuje bliżej finału.

Problemy z tempem to poniekąd negatywny efekt zwiększenia roli co poniektórych bohaterów. W "Rękawicy Nieskończoności" ziemscy herosi, choć bezpośrednio walczący z Thanosem, byli jedynie dodatkiem do kosmicznych podbojów szalonego Tytana i planów Adama Warlocka. "Wojna..." przyniosła odmianę na tym polu – superbohaterowie otrzymali znaczniejsze role i przede wszystkim od samego początku komiksu byli zaangażowani w wydarzenia o kosmicznej skali. W "Krucjacie..." Jim Starlin poszedł jeszcze dalej, ograniczył nieco funkcję kilku galaktycznych bytów na rzecz potężnej grupy postaci z Ziemi. Ich liczebność jest jednym z powodów szarpanej narracji.

krucjata nieskończonościkrucjata nieskończoności

Nie umniejsza to jednak komiksowi. Starlin po raz kolejny pokazał, że czuje się jak ryba w wodzie, kiedy może tworzyć opowieści o kosmicznym Marvelu, stawiać na szali losy całego wszechświata i dotykać jestestwa najbardziej nieprzeniknionych bytów uniwersum. Owszem, czasem potknie się o naiwną kwestię bohatera, który przypomina czytelnikowi, że komiks ma już swoje lata, lecz łatwo przechodzi się nad tym do porządku dziennego. Godna podkreślenia jest także warstwa dialogowa, zdecydowanie bogatsza literacko niźli w nowszych tytułach Marvela. Ponadto scenariusz odkrywa przed czytelnikami kolejne aspekty niezwykłego świata i chociaż z jego wewnętrzną logiką bywa różnie, to i tak w zestawieniu z ziemskimi superbohaterami rozpala wyobraźnię odbiorcy. Ciekawy jest również wyjściowy pomysł, według którego Bogini otacza się swymi wyznawcami, co prowadzi do bratobójczych walk między herosami. Ponownie bardzo jasnymi punktami komiksu Starlina są fragmenty poświęcone Adamowi Warlockowi i Thanosowi, których łączy szorstka relacja – scenarzysta wyraźnie ich sobie upodobał.

Graficznie to komiks nierówny. Kosmiczna przestrzeń i interesujące projekty różnych kosmicznych bytów przeplatają się z niedopracowanymi kadrami, bardziej przypominającymi pokolorowane szkice bez finalnego szlifu. Większość komiksu wprawdzie utrzymuje poziom "Rękawicy..." i "Wojny..." – choć już bez epickich lokacji – i fani niemający nic przeciwko staroszkolnym rysunkom będą zadowoleni. Bywa, że proporcje postaci okrutnie się rozjeżdżają na przestrzeni sąsiadujących kadrów, jednak traktuję to jako zabieg podkreślający dominację czy nastrój konkretnej sceny i nie zaliczam na poczet wad. Częste zbliżenia na twarze postaci, intensywne kolory i nieco archaiczne wizerunki herosów nadają komiksowi uroku.

"Krucjata Nieskończoności" wieńczy przygody Adama Warlocka i Thanosa z Tytana w godnym stylu, chociaż w mojej opinii komiks ustępuje pola znakomitej "Wojnie Nieskończoności". Dynamika wydarzeń jest tu wprawdzie mniejsza niż we wspomnianej "Wojnie...", narracja również momentami nie domaga i zalicza gwałtowne spadki tempa, lecz mankamenty nie przysłaniają zalet czyniących z "Krucjaty..." tytuł na wysokim poziomie dla fanów kosmicznego Marvela i superhero w starym stylu.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
8 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...