Mort Cinder

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski niedziela, 17 marca 2019
mort cinder

Klasyki, czy to kina, czy książki, czy komiksu, często wywołują pewien dystans. Trzeba spojrzeć na nie z innej perspektywy, a i mogą okazać się reliktem, który ma wartość głównie historyczną. Na szczęście "Mort Cinder", choć z odkrywaniem historii ma wiele wspólnego, nie należy do tej kategorii dzieł.

Mort Cinder po każdej swojej śmierci ponownie wraca do życia. Dzięki temu był świadkiem wielu ważnych wydarzeń i jest skarbnicą wiedzy, dotyczącą nawet najdawniejszych i najbardziej niejasnych faktów. Jego losy łączą się z antykwariuszem Ezrą Winstonem, który zostaje wplątany w dziwną intrygę, ale w zamian będzie miał okazję poznać wielką historię – a nawet jej doświadczyć.

Komiks można podzielić na dwie części. Pierwsza to prolog i geneza poznania się dwójki bohaterów, a druga przedstawia już różne epizody, które przeważnie opierają się na opowieściach Morta Cindera. Czytelnik wraz z nim trafia na statek z niewolnikami czy do czasów, gdy powstawała legendarna Wieża Babel.

Pierwsza część, czyli głównie "Ołowianoocy" (prolog ma sześć stron), gatunkowo jest bardziej horrorem z tajemniczą, ostatecznie nie do końca wszystko wyjaśniającą fabułą. Druga ma już charakter przygodowy, choć zagadek i aury niesamowitości wcale nie brakuje. Scenarzysta dokonuje więc ciekawej sztuki, bo choć przybliża nadzwyczajne, rozbudzające wyobraźnię zdarzenia, to pozostawia pewne pytania bez odpowiedzi – bardzo słusznie. Osobiście wolę część epizodyczną, szczególnie gdy traktuje ona o dawnych cywilizacjach, jak w wątkach z Wieżą Babel czy bitwą pod Termopilami. W tej ostatniej bitewne sceny zapierają dech rozmachem i detalami, niczym nie ustępują późniejszemu komiksowi "300" Franka Millera.

mort cindermort cinder

"Ołowianoocy" zaczynają się interesująco, ale z czasem zaczynają zjadać własny ogon i dążyć do przewidywalnego finału. Muszę też przyznać, że całość, chociaż nie ma wysokiego progu wejścia, może trochę zmęczyć. Fabularnie, pomimo sekretów, "Mort Cinder" jest raczej prosty. Za wyjątkiem "Ołowianookich" pozostałe historie są krótkie, sięgają mniej więcej dwudziestu stron. Dłuższa forma mogłaby pozwolić w pełni wykorzystać potencjał serii.

"Mort Cinder" ma jednak szczególnie wielki atut – rysunki. Czarno-białe ilustracje prezentują wysoki poziom w odtwarzaniu scen z dawnych epok. Można tu poczuć, że rzeczywiście dotyka się prawdziwej historii, taka jest dbałość o stroje i scenerie, a przy tym operowanie czernią i bielą, doprowadzone do perfekcji, nasila enigmatyczność i mrok opowieści. Alberto Breccia swoją pracą z pewnością zasłużył na waszą uwagę.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 7 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...