Jupiter's Legacy: Dziedzictwo Jowisza #2

jupiter's legacy: dziedzictwo jowisza

Mark Millar to zwykle gwarancja porządnej i dynamicznej historii. Mimo rozrywkowego charakteru wielu tworów często stara się nadać swoim komiksom poważniejszego tonu, co z przyzwoitym skutkiem uczynił m.in. w "Jupiter's Legacy". Szkoda tylko, że w drugim tomie uleciały niemal wszelkie pozytywne emocje.

Pierwszy tom recenzowałem dosyć dawno, bo przeszło rok temu. Oznaczało to powrót do otwarcia cyklu i był to powrót udany, gdyż komiks wciąż czyta się dobrze. To w głównej mierze zasługa bohaterów, dalekich od patetycznych przemów i szlachetnych czynów. Postacie były tam wprawdzie dosyć proste, lecz dzięki ściągnięciu ich z piedestału "Jupiter's Legacy" okazało się całkiem atrakcyjne. Podobne zabiegi nie wystarczyły na utrzymanie uwagi w kontynuacji.

Sheldon, najpotężniejszy (choć już trochę podstarzały) heros na Ziemi, został pokonany przez własnego syna Brandona. Nie była to jednak inicjatywa potężnego młokosa, który nie odważyłby się na ten krok, gdyby nie namowy Waltera Sampsona, dotychczasowego doradcy Sheldona. Wesoła rodzinka? To dopiero początek. Siostrzenica Sampsona imieniem Chloe wraz z mężem Hutchem obecnie próbują zebrać grupę superłotrów, by stawić czoła herosom, którzy stali się... superłotrami.

Odbrązawianie bohaterów postępuje. W drugim tomie są jeszcze bardziej zblazowani, w dodatku toczą ich nieustanne konflikty we własnych szeregach. Jednak to nic nowego względem pierwszej części "Dziedzictwa Jowisza" i nie ma przy tym już takich emocji. Często wręcz nie ma żadnych, bo postacie są jeszcze pobieżniej scharakteryzowane, przez co tak bohaterowie, jak i ich problemy niewiele nas obchodzą. To samo tyczy się superłotrów, gdzie Millar serwuje ten sam wątek, który stoi u fundamentu opowieści – kiepskie stosunki ojca z synem.

jupiter's legacy #2: dziedzictwo jowiszajupiter's legacy #2: dziedzictwo jowisza

Istotne punkty fabuły poznajemy w biegu, również tak ważne jak narastanie rozłamu w grupie herosów oraz zawiązywanie drużyny superłotrów. Właściwie ma się wrażenie, że wszystko zostało podporządkowane kilku efekciarskim akcjom i paru średnio udanym twistom. Poza widowiskowymi scenami, które można zliczyć na palcach jednej ręki, "Jupiter's Legacy 2" pozostawia po sobie tylko uczucie pustki. Wszystkie elementy historii zostały potraktowane po macoszemu, jakby komiks był tworzony na siłę jako wstęp do kolejnej części.

Millar to scenarzysta nierówny, czasem serwujący ciekawą historię, innym razem tylko przyjemnego (lub głupiutkiego) akcyjniaka. Nowemu tomowi "Dziedzictwa Jowisza" znacznie bliżej do drugiej kategorii, choć mam nieodparte wrażenie, że autor chciał wpasować się w pierwszą szufladkę, lecz zabrakło mu świeżych pomysłów. Niestety trudno mi polecić "Jupiter's Legacy 2" komukolwiek poza fanami otwarcia cyklu, a i dla nich może to być nieprzyjemne spotkanie wywołujące uczucie déjà vu.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
4
Ocena użytkowników
4 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...