Descender #2: Mechaniczny Księżyc

descender: mechaniczny księżyc

Jeff Lemire – najchętniej wydawany scenarzysta ostatniego roku w Polsce – szczególnie ujął mnie serią "Descender", a przynajmniej jej pierwszym tomem, "Blaszanymi Gwiazdami". Początek zapowiadał bardzo dobre przygodowe SF, z emocjami i tajemnicami. Druga odsłona, "Mechaniczny Księżyc", prezentuje się trochę słabiej, ale za to nadal zachwyca szatą graficzną.

Tim-21, kapitan Telsa i doktor Quon dostają się w ręce grupy robotów, która walczy z czystką po ataku Żniwiarzy. Na Mechanicznym Księżycu bohaterowie dokonają nowych odkryć mogących wpłynąć na dalsze losy świata. W międzyczasie autor prowadzi wątek innej ważnej postaci, tajemniczego łowcy robotów.

W drugim tomie "Descendera" niewiele się dzieje. Dochodzi do pewnych spotkań, do innych dopiero dojdzie, co stanowczo zachęca do kontynuowania lektury, jest trochę rozmów i nowych informacji, a na koniec zawieszenie akcji w najciekawszym momencie. Mimo to nie jestem w stanie narzekać na fabułę, bo zdążyłem polubić głównych bohaterów. Świetnie obserwuje się zwłaszcza kapitan Telsę, która stara się zachować chłodną postawę, jednak wykazuje matczyne skłonności względem Tima-21. Wydaje się, iż nawet w docinaniu doktorowi Quonowi skrywa się coś więcej, a obojętność wobec towarzyszy podróży to tylko pozory. Tworzenie się takich więzów jest powolne, lecz przekonujące i budzące pewną radość. Dużo wskazuje na to, że Lemire dąży do narodzin drużyny, na wzór tej z "Sagi". Nie mogę się doczekać końcowego efektu.

descender: mechaniczny księżycdescender: mechaniczny księżyc

Dustin Nguyen wykonał fantastyczną pracę, tchnął ducha w bohaterów za pomocą samych rysunków i kolorów. Kapitan Telsa już swoją pozą i wyglądem sugeruje, że jest twardzielką, a łowca nagród też prezentuje się jak galaktyczny kozak (spójrzcie na okładki zeszytów!). Główny obiekt zainteresowania, Tim-21, to uroczy, empatyczny chłopiec (choć robot), natomiast doktor Quon wśród takich postaci wypada może słabiej, lecz to przez dobre oddanie jego niechlujności. Wszystkie charaktery, obce rasy czy cyborgi, wyglądają wyjątkowo, zaś miejsca akcji przyciągają uwagę swoją niezwykłością i bladymi, chłodnymi barwami, wspaniale pasującymi do gatunku SF.

To nie jest tak, że ilustracje to wszystko, bo Jeff Lemire wykreował świetnych bohaterów i generalnie dobrze sobie radzi na polu fabularnym. Tym razem trafił się zastój i dlatego bardziej doceniam walory wizualne. Rozwinięcie relacji między postaciami, rozkręcenie akcji, przygody czy większe zaskoczenia – coś z tego wystarczy, by ponownie emocjonować się tak samo rysunkiem, jak również biegiem wydarzeń. Może nastąpi to już w trzecim tomie.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
7 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...