Saga Winlandzka #03

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski wtorek, 18 września 2018
saga winlandzka #3

Bitewne zmagania zdominowały trzecią odsłonę "Sagi Winlandzkiej". Gdzie nie spojrzeć, to postacie albo walczą, albo uciekają – obmyślając plan działania i rozmawiając.

To ograniczyło twórcy pole manewru – "trójka" nie wydaje się tak rozbudowana fabularnie jak poprzednie tomy, za to oferuje więcej czystej, celowo przesadzonej akcji. Wikingowie to twardzi ludzie, którzy nie okazują litości i zapewniają dużo starć, prezentowanych efektownie i dynamicznie. Postacie pierwszego planu są prawie niezniszczalne – ale że toczą między sobą pojedynki, to zwiększa się ryzyko śmierci którejś z nich. Jednak twórca raczej stara się nie prowadzić do szybkich rozstrzygnięć, co też sprawia, że akurat trzecia część "Sagi Winlandzkiej" wypada trochę słabiej. Treść mangi dałoby się ująć krócej, lecz z drugiej strony – to wciąż bardzo dobra pozycja.

Trzeba w końcu przyznać, że walki nie nudzą. Krew się leje, rywale są mocni, a parokrotnie oglądamy ich całkiem straszne wizerunki. To ostatnie dotyczy Thorkella, który zdaje się owładnięty żądzą starcia, jednak poszukuje godnego siebie przeciwnika – wyzwania. Rysunek przedstawiający tę postać w szale bitewnym bardziej kojarzy się z demonem niż człowiekiem. Podobnie mocnych scen nie brakuje – ucięte głowy, wydłubane oka, bardziej brutalnie chyba być nie może. Stosowane ataki – spektakularne, wyrzucające daleko kopnięcia czy nawałnice ciosów to chleb powszedni.

Oczywiście wątki nie stoją w miejscu, a niektóre postacie zmieniają nastawienie. Nie zawsze udaje się to zrobić w pełni przekonująco. Trącące filozofią rozmowy o miłości i poszukiwanie tego, co czyni człowieka wojownikiem, są wykładane dość prosto i nie należą do nowości. Choć autor dokonuje interesującej sztuki, bo pokazuje wartość pokoju oraz wspomnianej miłości w opowieści o skorych do przemocy Wikingach. Między innymi dzięki Wikingom unika egzaltacji – bo oni nie są chętni do okazywania uczuć, a jak już je okazują, to czytelnik odbiera je jako autentyczne.

saga winlandzka

Postacią odstającą od reszty jest książę Kanut – aż za bardzo wygląda jak dziewczyna i w którymś momencie jego zachowanie okazuje się zbyt nagłą przemianą. Za to pochwalić można ogólnie wątki dramatyczne – dodatkowych kolorów nabiera sytuacja Thorfinna. W zwrotach akcji zabrakło geniuszu przywódców, w szczególności Askeladda, ale będzie okazja do wykazania się w kolejnym tomie – szykują się bowiem intrygi.

"Saga Winlandzka" to jedna z najciekawszych wydawanych obecnie mang. Jest parę wybijających się postaci, których losy składają się na rozbudowaną, pełną rozmachu historię w czasach, w których trudno o sprawiedliwość, chyba że potrafisz sam ją wywalczyć. Skupienie się na starciach nie pozwala postawić trzeciego tomu wyżej od poprzednich, ale wcale nie umożliwia docenienia go – zwłaszcza że taka pełna przemocy część może była potrzebna, żeby bohaterowie doszli do punktu, w którym zaczną szukać innego celu w życiu. A czytelnik mimo wszystko dostaje bardzo dobry tytuł, bo Makoto Yukimura potrafi wprowadzić napięcie i interesować walkami.

Dziękujemy wydawnictwu Hanami za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 7,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...