niezbednik-maga-z-domu-brooklynskiego

Empress. Cesarzowa #1

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski środa, 1 sierpnia 2018
empress. cesarzowa

Szybki i efekciarski – taki jest właśnie komiks "Empress. Cesarzowa". Niestety, to źle.

Emporia, żona bezwzględnego dyktatora, postanawia uciec wraz ze swoimi dziećmi. Pomaga jej w tym wierny strażnik, kapitan Dane. Okrutny władca nie zamierza jednak pozwolić na taką potwarz. Angażuje wszystkie siły w celu złapania uciekinierów.

Akcja pędzi w zawrotnym tempie, bez chwili wytchnienia. Nie ma nawet wstępu, który mógłby posłużyć za uzasadnienie działań głównej bohaterki. Chce uciec od męża – ale kiedy nastąpił przełom i zdecydowała się na ten krok? I dlaczego? Chodzi ogólnie o życie z nim czy niesprawiedliwe rządy? Dlaczego spędziła z nim tyle lat (urodziła mu trójkę dzieci)? To wypadałoby przedstawić za pomocą paru scen z przeszłości. Scenarzysta jednak zignorował ten temat, dlatego zamiast dobrej historii dostajemy kalejdoskop scen obrazujących podróż postaci po różnych planetach. Treść zostaje ograniczona do minimum. Mark Millar sprawia wrażenie, jakby "Empress. Cesarzowa" była jego debiutem i był święcie przekonany, że scenariusze w komiksach są tylko po to, żeby można było pooglądać ładne obrazki.

To trochę pasuje do tego twórcy, bo np. jego "Chrononauci" też nie byli wymagający w odbiorze, a ich historia toczyła się zbyt szybko. Jednak w nich czuło się radość wynikającą z podróży w czasie i łączenia różnych historycznych motywów. Tymczasem tu trudno o przynajmniej niewielką satysfakcję z, hmm, "przygody", ponieważ "przygoda" przypomina sprint. Autor dał bohaterom możliwość teleportowania się z miejsca na miejsce, dlatego dosłownie chwilę poświęca odwiedzonym lokacjom. Pokazuje jakieś zagrożenie, pozoruje trudną sytuację ("ojej, w tym momencie nie możemy się teleportować!") i lecimy dalej, bo jeszcze ktoś się zorientuje, jakie to wszystko głupie.

empress. cesarzowaempress. cesarzowa

Serio, jest głupie, bo Mark Millar specjalizuje się w wynajdywaniu bardzo typowego niebezpieczeństwa i niesamowicie naiwnego rozwiązania. Postacie obdarował cechami, które zawstydzają Rambo i MacGyvera. Kapitan Dane pokonuje prawie trzydziestu przeciwników przeciwników, a jeden z synów Emporii z rupieci potrafi zrobić całkiem konkretną broń. Zakończenie głównego wątku to już w ogóle kpina, zwrot akcji typu deus ex machina. "Empress. Cesarzowa" nie jest nawet udanym akcyjniakiem, bo pomysły Millara są nie do zaakceptowania.

Z komiksu wyziera fabularna pustka. Postacie są jednowymiarowe, żadna nie jest w stanie zainteresować, a już szczególnie wielką tajemnicą odkrywaną wtedy, gdy pojawia się taka potrzeba (czyli trzeba zaskoczyć czytelnika albo znaleźć rozwiązanie trudnej sytuacji). Król Morax w swoim okrucieństwie okazuje się przesadzony – próbuje usprawiedliwiać swoje działania zaprowadzeniem porządku, ale kończy się na pustych słowach, a szkoda – mógł być odpowiednikiem Thanosa z "Wojny bez granic". Co więcej, choć tekstu jest bardzo mało, to i tak czasami go za dużo. W trakcie spektakularnych wyczynów postacie mówią, ale nie wydaje się, żeby miały czas na wypowiadanie nawet krótkich zdań. Album można docenić tylko za schludne ilustracje, które ukazują różnorodny, pełen rozmachu świat.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 3  
Ocena użytkowników 4,5 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...