Vei #1

Marcin "Amaro" Martyniuk poniedziałek, 21 maja 2018
vei

Brutalny świat nordyckich legend i wojaków to wręcz idealny fundament do stworzenia mocnej, krwawej opowieści skierowanej raczej do dorosłego czytelnika. Jednak komiks Sary Elfgren i Karla Johnssona pokazuje, że może być też wykorzystany w tytule młodzieżowym.

W żyłach ludzi z Jotunheimu płynie krew lodowych olbrzymów otoczonych boską czcią. Stamtąd też pochodzi młoda Vei, która pewnego dnia zostaje wyłowiona przez wikingów poszukujących mitycznego lądu. A stąd już tylko krok do wmieszania się konflikt pomiędzy Asami, czyli bogami Asgardu, a olbrzymami pragnącymi zyskać szacunek i władzę.

Na początku trzeba jasno zaznaczyć – to komiks skierowany do szeroko rozumianej młodzieży, choć niepozbawiony tak atutów, jak i wad odczuwalnych dla większej grupy potencjalnych odbiorców. "Vei" prezentuje się przyzwoicie pod względem fabularnym. Bohaterkę poznajemy w trudnym dla niej momencie i widać nieufność, jaką darzą ją wikingowie. Zły los ulega nieznacznej poprawie, a czytelnik dowiaduje się, że olbrzymy mają w stosunku do głównej postaci pewne plany. Dodajmy do tego, że we wszystko miesza się ślepo wierny swojemu panu wojownik oraz Asowie na czele z Lokim. W efekcie zarys historii prezentuje się może niezbyt oryginalnie, aczkolwiek wystarczająco porządnie, by zachęcić do lektury. Diabeł tkwi w szczegółach, bo po zagłębieniu się w opowieść, ta odkrywa sporo niedoróbek.

Najbardziej szkoda, że Sara Elfgren nie próbowała nawet ukryć eksploatowania utartych schematów. Oczywiście kibicujemy Vei w jej zmaganiach, ale wielokrotnie widywaliśmy zahartowaną w bojach postać mierzącą się z przeznaczeniem, i to często z pogłębioną charakterystyką. Pozostali też nie są szczególnie interesujący, z wyjątkiem jednego olbrzyma oraz Lokiego. Niestety resztę łatwo określić w paru słowach. Olbrzymy są zadufane i liczą na przejęcie władzy, a Asowie nie najlepiej ukazują godność Asgardu. Na dodatek niektóre dialogi są naiwne i niewiele wnoszą do historii, potrzebującej przez to sporo miejsca, by dobrze się rozkręcić.

veivei

Mimo tych bolączek "Vei" czyta się całkiem sprawnie i przyjemnie. Czuć nutkę przygody w opowieści o młodej dziewczynie, dzielnie stawiającej czoła przeznaczeniu, chociaż sama postać nie jest szczególnie interesująca. Wciąż rzadko zdarza się, żeby to postacie kobiece dominowały w komiksie, a w "Vei" właśnie one dominują i to nie tylko za sprawą protagonistki. Wśród najważniejszych charakterów drugoplanowych wyłaniają się dwie olbrzymki, a w wersji Sary Elfgren nawet Loki jest kobietą.

Innym elementem wartym uwagi z pewnością jest szata graficzna Karla Johnssona, który zapewnił sporo miłych dla oka krajobrazów. Grafik co prawda nie przesadza ze szczegółami, ale komponuje plansze na tyle sprawnie, że skromniejszy drugi plan nie ma wielkiego znaczenia. Bardzo dobrze poradził sobie także ze scenami walki. Nie ma ich może tak wiele, jakby można się było spodziewać po nordyckim sztafażu, ale przyzwoicie oddał dynamikę cięć.

"Vei" nie jest komiksem pozbawionym bolączek rozpatrywanych zarówno w kategoriach komiksu w ogóle, jak i komiksu młodzieżowego. Na pewno nie zasługuje na całkowite zapomnienie, bo to solidna pozycja zapewniająca rozrywkę. Szkoda jedynie, że czasem za mocno rzuca się w oczy sztampa.

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników 6,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...