Tank Girl #3

Marcin "Amaro" Martyniuk niedziela, 13 maja 2018
tank girl #3

Czarno-białe ilustracje, wygadany kangur, jeszcze bardziej wygadana dziewczyna z papierosem w ustach i przekleństwa sypiące się w kierunku czytelnika? Ani chybi kolejny tom "Tank Girl".

Powyższy wstęp odzwierciedla, czym jest komiks Alana Martina i Jamie'ego Hewletta. To niczym (naprawdę niczym) nieskrępowana jazda po bandzie. Jazda potrafiąca obrażać wszystko i wszystkich, łącznie z czytelnikami. Ale taki to urok tego cyklu.

To już trzeci album "Tank Girl" od wydawnictwa Non Stop Comics, który zbiera pozostałe materiały z pierwszego okresu istnienia bohaterki. Czy to coś zmienia? Nie, bowiem Martin i Hewlett nie hamowali się ani na początku, ani na późniejszych etapach tworzenia historii z czołgistką.

Na komiks składa się 12 rozdziałów, czyli w gruncie rzeczy krótkich form. Nim jednak do nich przejdziemy, oficyna serwuje wprowadzenie Alana Martina. Scenarzysta serii komentuje głównie film poświęcony ich bohaterce i współpracę z ludźmi z Hollywood. Album ponownie wieńczą przypisy pozwalające lepiej odnaleźć się w komiksie, który szydzi z wielu wydarzeń i postaci sprzed lat. Zmniejsza to nieco barierę kulturowo-historyczną, ale to raczej wierzchołek góry lodowej, ponieważ znajomość specyfiki życia z tamtych czasów z pewnością wpływa na odbiór komiksu pełnego buntu wobec ówczesnej rzeczywistości. Mimo to komiks wzbudza spore emocje, jednak nie zawsze pozytywne.

Oczywiście na pierwszy plan wysuwa fabuła. A właściwie to jej brak. Poszczególne rozdziały to prościutkie i często pozbawione jakiejkolwiek logiki historyjki, bardziej skupione na prezentowaniu gagów i nabijania się z ówczesnych czasów, niż faktycznym konstruowaniu większej opowieści. Dalej mamy do czynienia z mnóstwem wulgaryzmów i niewybrednych dowcipów, a także licznymi scenkami dotyczącymi seksualności bohaterów. Większość tych minifabuł nie ma najmniejszego sensu i jeżeli wulgarny humor nie powoduje u was ataku śmiechu, to pozostaje wam już tylko jeden godny uwagi element "Tank Girl".

tank girl #3tank girl #3

Warto bowiem pochylić się nad świetną kreską tworzącą czarno-białe, ostre ilustracje. "Skwaszone" miny pasują do nadpobudliwej bohaterki, zaś niektóre plansze z większą dawką cieniowania wręcz każą się przy nich zatrzymać. Hewlett bardzo dobrze radzi sobie z obrazowaniem przemocy i punkowej atmosfery komiksu. W drugim tomie wydania zbiorczego pewną świeżością były kolorowe ilustracje, które z jednej strony zwiększały przejrzystość historyjek, z drugiej nie były już tak efektowne. Znalazło się dla nich miejsce również w tomie trzecim i ich odbiór pozostaje bez zmian. Na szczęście kadrów utrzymanych w czerni i bieli jest znacznie więcej.

Jak "Tank Girl" była, tak dalej pozostaje serią skierowaną do pewnej grupy fanów powieści graficznych. Nie ma szans na to, by dzieło Martina i Hewletta przypadło do gustu każdemu wielbicielowi komiksów, bo to rzecz nazbyt specyficzna: ociekająca brutalnością, która bierze się zarówno z czynów bohaterów, jak i języka, na dodatek pozbawiona spójnej fabuły.

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...