Fatale #5: Klątwa dla demona

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski piątek, 4 maja 2018
fatale: klątwa dla demona

"Klątwa dla demona" to finał "Fatale", komiksu o ściganej i przynoszącej mężczyznom zgubę Josephine. W poprzednich albumach zdarzało mi się zarówno chwalić, jak i krytykować historie z jej udziałem. Ostatnia przesądza o tym, że czytanie tej serii nie było straconym czasem.

Ed Brubaker nareszcie odpowiada na pytania, które towarzyszyły lekturze poprzednich tomów. Jest to o tyle istotne, że do tej pory fabuła była tak przeciągana, że zostawienie odbiorcy z sekretami nie byłoby zaskakującym wyjściem. Rozwinięcie przeszłości bohaterki i jej wroga oraz definitywny, aczkolwiek nie dla wszystkich szczęśliwy i nadal spowity tajemnicą, koniec okazały się tym samym trochę niespodziewane.

Jak na femme fatale przystało, Josephine jest postacią tragiczną. Nieintencjonalnie niszczącą życie innych, nieszczęśliwą i ciągle uciekającą. "Klątwa dla demona" pokazuje to jednak dużo dobitniej, ponieważ dopiero teraz poznajemy najbardziej dramatyczne wydarzenia, które świadczą o tym, o jak mrocznych mocach czytamy. W pewnym momencie autor nawet daje do zrozumienia, że mężczyźni, zakochani na zabój w bohaterce, nie muszą być wcale niewinnymi ofiarami. Zresztą również ostateczne starcie i zwieńczenie historii są pozbawione jednoznaczności, jakby autor, świadom oczekiwań, nie chciał skończyć opowieści w prosty, łatwy do przewidzenia sposób. Nie silił się jednak na gwałtowne zwroty akcji, bo to by nie pasowało do charakteru opowieści – do tej pory pozbawionej wielkich twistów – i mogło wydawać się sztuczne.

fatale: klątwa dla demona

Akcja jest dość szybka, zwłaszcza w porównaniu do wcześniejszych części. Nie ma żadnych zbędnych scen; scenarzysta żwawo przedstawia działania przeciw złu oraz uzupełnia nasze informacje o świecie i postaciach za pomocą krótkich retrospekcji albo z wykorzystaniem fantastyki. Ostatni sposób zasługuje na wyróżnienie, ponieważ znacząco zmienia się wygląd ilustracji. Do tej pory proste, klasyczne, nagle zabierają czytelnika w kosmiczno-erotyczno-dramatyczną podróż po życiu Jo. Niezwykła mieszanka. W kadrach widzimy chwile z przeszłości, a poza nimi stronę wypełnia jakby kosmos wraz z zupełnie nagą bohaterką w pełnej krasie.

To nie jedyne wizualne urozmaicenie, ponieważ Sean Phillips zmienia styl także podczas opowiadania pewnej baśni. W tym fragmencie ilustracje przypominają witraże, od razu (i nie bez powodu) kojarzą się ze średniowieczem – są kanciaste, pozbawione szczegółowości i cieniowania, a jednak w tej prostocie, zupełnie innej od prostoty tworzącej nastrój grozy w głównym wątku, jest dużo urody i właśnie baśniowości. W pozostałej części komiksu rysunki nie różnią się od tego, co wcześniej oglądaliśmy. Jednak wspomniane urozmaicenia sprawiają, że "Klątwa dla demona" ma najładniejszą szatę graficzną ze wszystkich pięciu tomów.

fatale: klątwa dla demonafatale: klątwa dla demona

Słowem podsumowania: "Fatale" to dobra seria, której największą zaletą jest nastrój grozy niczym z opowiadań Lovecrafta i połączony z postacią kobiety fatalnej, pięknej i zgubnej. Twórcy nie szczędzili ani krwawych, ani erotycznych scen, a mrok potęgowała ciemna stylistyka. Historia momentami była przeciągana i nigdy nie aspirowała do bycia szczególnie porywającą, ale punktowała tajemniczością, w trzecim tomie przedstawieniem różnych realiów, a na koniec przyniosła satysfakcjonujące zakończenie. Ed Brubaker i Sean Phillips nie stworzyli cyklu, który bym polecał z miejsca każdemu fanowi komiksu, lecz jeśli ktoś lubi podobne klimaty, to powinien dać szansę "Fatale".

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 7,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...