czerwony-wariant

Chew #01: Przysmak konesera

Marcin "Amaro" Martyniuk czwartek, 17 sierpnia 2017
Chew: Przysmak konesera

Kryminał. Gatunek będący zawsze na czasie, lecz od dawna wyeksploatowany do granic możliwości. Zuchwałe kradzieże, porwania, wyrachowane morderstwa, geniusze zbrodni i jeszcze więksi geniusze ścigający ich do upadłego... Wszystko to widzieliśmy tak wiele razy, że wszelkie sztuczki autorów zdążyły już spowszednieć. John Layman w serii "Chew" znalazł jednak sposób na odświeżenie opowieści o detektywie.

W USA źle się dzieje, dość powiedzieć, że prohibicja funkcjonuje w najlepsze, ale nie tyczy się napojów wyskokowych, lecz... drobiu. To skutek ptasiej grypy, która spowodowała śmierć części amerykańskiej populacji. Brzmi dziwnie? Dalej wcale nie jest normalniej – główny bohater, policyjny detektyw Tony Chu, jest bowiem cybopatą, co oznacza, że każde jedzenie zapewnia mu garść mentalnych wrażeń. Przykładowo – po zjedzeniu jabłka jest w stanie ocenić, z jakiego drzewa pochodzi oraz jakich pestycydów użyto do jego ochrony. Jeśli już zaczęliście wyobrażać sobie sytuacje, z którymi może mieć do czynienia detektyw o równie osobliwych, co niezwykle ułatwiających śledztwo umiejętnościach, to prawdopodobnie macie rację. Tak, w ustach Tony’ego znajdzie się wiele rzeczy.

Już sama konstrukcja świata potrafi zaintrygować, choć na początku pierwszego tomu trudno nie traktować jej z przymrużeniem oka. Obecnie sporo kwestii jest otoczonych aurą tajemniczości, a ogólna wizja świata pozostaje mglista, ale i tak jest ciekawie – drobiowa prohibicja sprawiła, że odsetek kanibali znacząco podskoczył, zaś lokale, które pod legalną przykrywką zajmują się handlem drobiem, wyrastają jak grzyby po deszczu. Pozostaje mieć nadzieję, że John Layman jeszcze użyje wyobraźni do wzmocnienia obrazu USA "bez kurczaka".

Chew: Przysmak konesera

"Chew" to jednak coś więcej niż tylko drobiowa prohibicja. Również warstwa kryminalna daje radę. Choć śledztwa do rozbudowanych czy wielowątkowych nie należą, to nie braknie tu dobrze zrealizowanych elementów pokroju przesłuchania, trudnej relacji z przełożonym i nieco łatwiejszej z kolegą po fachu, sporej dawki brutalności oraz niełatwych decyzji protagonisty. Scenariusz nie zawodzi i poza kilkoma spokojniejszymi fragmentami nie ma za bardzo na co narzekać. Oczywiście można mieć nadzieję, że nie tylko wizja świata, ale i charakterystyki postaci będą dalej rozwijane i sądząc po konstrukcji pierwszego tomu, można być o to spokojnym, bo oba aspekty prezentują się obiecująco. Łatwo zauważyć potencjał drzemiący w pomyśle z cybopatą w roli głównej i pozostaje mieć nadzieję, że John Layman go nie zmarnotrawi. Warto odnotować, że przy tym wszystkim opowieść nie jest pozbawiona humoru ani swoistej groteski.

chew: przysmak koneserachew: przysmak konesera

Tym bardziej cieszy fakt, że z nietypowym scenariuszem koresponduje równie ciekawa strona graficzna, za którą odpowiada Rob Guillory. Rysunki są utrzymane w bardzo kreskówkowym tonie, ale ilustrator nie poskąpił detali i drugi plan prezentuje się równie dobrze, co sympatycznie przerysowane postacie. Co ciekawe, Guillory poradził sobie także z bardziej krwawymi i dynamicznymi scenami, którym kreska grafika w żaden sposób nie zaszkodziła.

Wbrew tytułowi pierwszego tomu nie trzeba być koneserem, by sięgnąć po początek przygód Tony’ego Chu, ponieważ to pozycja godna polecenia każdemu czytelnikowi szukającemu oryginalnych opowieści.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 7 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...