Gotham Central #2: Klauni i szaleńcy

Marcin "Amaro" Martyniuk wtorek, 10 stycznia 2017
gotham central

Pierwszy tom „Gotham Central” wziął mnie z zaskoczenia, przedstawiając trzy bardzo dobre historie o funkcjonariuszach Wydziału Poważnych Przestępstw, mierzących się nie tylko z trudami życia zawodowego, ale i sprawami osobistymi. I nagle okazało się, że Gacek wcale nie musi odgrywać pierwszych skrzypiec, by pochłonąć dwieście czterdzieści stron za jednym zamachem.

Tym razem znakomity duet scenarzystów złożony z Eda Brubakera i Grega Rucki, zaserwował nam nie trzy, jak to miało miejsce w otwierającym cykl tomie, lecz cztery opowieści. Pierwsza z nich zatytułowana „Marzenia i Wiara” to w dużej mierze wewnętrzny monolog recepcjonistki Stacy. Intrygujący chociażby przez fakt, iż mowa tu przede wszystkim o uczuciu, które nie posiada szans na wyjście ze strefy skrytych pragnień. Daleko temu jednak do banalności, a też interesująco wypada posterunek i jego funkcjonariusze widziane oczyma Stacy. To krótka opowieść, ale całkiem dobrze wprowadza w klimat całego zbioru, poprzez ukazanie głównego dania serii, mianowicie kreacji postaci i skupienia uwagi na ich relacjach, problemach prywatnych i zawodowych.

W „Łatwych Celach” wszystko rozgrywa się na przestrzeni paru dni poprzedzających święta Bożego Narodzenia. Cóż mogłoby zakłócić pełną rodzinnego ciepła atmosferę? Śmierć osoby publicznej, zastrzelonej przez najgroźniejszego rywala Batmana, Jokera. Warto w tym miejscu pochwalić twórców za dwie rzeczy. Po pierwsze, udało im się przedstawić Jokera zarówno jako inteligentnego oraz przebiegłego, jak i nie pozbawionego szaleństwa złoczyńcę. Występuje on tylko w kilkunastu kadrach, ale i tak wyraźnie zaznacza swoją obecność. Ciekawym rozwiązaniem jest również wplecenie Batmana do tej historii w większym stopniu niż miało to dotychczas miejsce. W żadnym innym opowiadaniu cyklu nie pojawia się tak często jak tutaj, co podkreśla stopień wyzwania dla funkcjonariuszy, ale i tak pełni rolę poboczną, będąc jedynie wsparciem dla policji.

Po starciu z Jokerem, scenarzyści postanowili nieco odpocząć od superłotrów w „Życie jest pełne rozczarowań”. Tym razem śledztwo tyczy się śmierci dwóch kobiet, a nacisk położony został na stosunki łączące poszczególne pary detektywów. Nie brak wśród nich rzeczy godnych podziwu jak zaufanie, wzajemnego wspierania się w trudnych chwilach czy szorstkiej przyjaźni, ale pojawia się też zazdrość, odrzucona miłość czy zadry z przeszłości. Można trochę ponarzekać, że cierpi na tym akcja, z drugiej strony opowiadanie i tak utrzymuje bardzo wysoki poziom albumu.

gotham central gotham central

Na koniec drugiego tomu twórcy przygotowali coś specjalnego, na co zapewne każdy mający za sobą lekturę pierwszego albumu liczył. W końcu w centrum zainteresowania znalazł się wspominany wcześniej zarówno z szacunkiem, jak i nieskrywaną pogardą były detektyw Harvey Bullock. W jego przypadku „Nierozwiązane” tyczy się dawnej sprawy, która wciąż spędza mu sen z powiek, gdyż nie doprowadził jej do końca, mimo wyraźnego przekraczania litery prawa w trakcie dochodzenia. Największe wrażenie w tym wypadku zrobiła na mnie kreacja samego bohatera, tak bardzo wpasowująca się w klimat noir. Zgorzkniały, nierozstający się z butelką detektyw o poszarganej reputacji balansuje na krawędzi pomiędzy życiem a śmiercią, łamiąc wszelkie inne granice w drodze do wykrycia sprawcy. Mimo wad to postać absolutnie niejednoznaczna i dlatego tak mocno przykuwająca do lektury. Obecnie, ku jego niezadowoleniu, pomaga mu dwójka detektywów, w tym doskonale znany fanom pierwszego tomu Driver, lecz nie zmienia to faktu, iż „Nierozwiązane” to niezwykle osobista opowieść, która zaskakuje również zwrotami akcji i niesztampowymi postaciami. Najbliżej jej do innej, również bardzo emocjonalnej, historii Rene Montoyi z wcześniejszego albumu.

We wszystkich opowieściach natrafimy na starych znajomych, pokroju Drivera, Stacy, Allena, Montoyi oraz paru innych i efekt jest doprawdy bardzo udany. Z każdą kolejną stroną lepiej ich poznajemy, a charakterologicznie zostali nakreśleni znakomicie i daleko im do person anonimowych. Pojawiło się też parę nowych twarzy, na czele z dowódcą jednej ze zmian Wydziału Poważnych Przestępstw, co oczywiście nie mogło obyć się bez biurowych smaczków.

Trochę gorzej tym razem ma się kwestia ilustracji. Większość wykonał Michael Lark i wciąż wyśmienicie pasują do klimatu opowieści. W dużej mierze plansze są niewielkich rozmiarów, ale w żaden sposób nie umniejsza to ich szczegółowości. Dodajmy, że całość doczekała się doprawdy ponurych barw, a też nie poskąpiono tuszu, co w tym wypadku nie można jednak poczytać za wadę. Gotham zostało zaprezentowane jako niezbyt przyjazne miejsce, nawet w okresie świąt unosi się nad nim jakby złowieszcza atmosfera. Nieźle prezentują się także nieliczne kadry poświęcone niesławnemu Azylowi Arkham. To miejsce, którego z pewnością nie chcielibyście odwiedzić, a już zwłaszcza po zmroku. Skąd więc stwierdzenie o słabszych ilustracjach? To niestety efekt powierzenia kilkunastu stron innym grafikom, których prace, pomimo prób wpasowania się w stylistykę oryginalnego grafika, wypadają o dwie klasy gorzej niż te autorstwa Larka.

Drugi odcinek „Gotham Central” to kolejna porcja fascynujących opowieści o niełatwym życiu detektywów. Klimat noir jest tu silny, a bohaterowie i ich przygody wciągają od pierwszych chwil. I jedynie można żałować, że ta wyśmienita seria zmierza ku końcowi, który nadejdzie wraz z premierą trzeciego tomu zaplanowanego na luty. Dla mnie to najlepszy spośród cykli rozpoczętych w Polsce w 2016 roku.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 9,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...