Y – ostatni z mężczyzn, tom 3

Marcin "Amaro" Martyniuk poniedziałek, 19 grudnia 2016
y – ostatni z mężczyzn

Wszystkie ssaki płci męskiej wymarły. Wszystkie? Nie, otóż mający ledwie dwadzieścia parę wiosen na karku Yorick Brown oraz jego małpa Ampersand przeżyły atak wirusa. Co ich uratowało? I przede wszystkim, co ich czeka w świecie kobiet?

„Y – ostatni z mężczyzn” to pozycja, która marketingowo prezentuje się niezwykle okazale. Główny scenarzysta, Brian K. Vaughan, nie tylko tworzył historie komiksowe i zdobył z tego tytułu 10 nagród Eisnera, ale również pracował przy znanym serialu „Zagubieni”. Również odpowiedzialna za stronę wizualną Pia Guerra ma na swoim koncie zarówno nagrodę Eisnera, jak i Harveya. Dodajmy do tego, że sam cykl był trzykrotnie wyróżniany, a jakże, Eisnerem, zaś okładkę zdobią słowa Stephena Kinga, że oto przed oczami mamy najlepszą powieść graficzną, jaką czytał, i oczekiwania mogą być już niezwykle wysokie. Niestety, im wyżej się one wdrapały, tym bardziej bolesny jest ich upadek.

Yorick wciąż błąka się po świecie, żyjąc nadzieją, że jego narzeczona w dalszym ciągu stąpa po Ziemi. W jego życiu mieszają też inne kobiety – dość powiedzieć, że siostra imieniem Hero go poszukuje, a przy obecnej sytuacji na naszej planecie, nasz młody pan Brown niejednokrotnie wzbudzi niezdrowe emocje czy wręcz będzie kością niezgody. Nadmienię jeszcze tylko, że ze względu na rozbudowane dialogi i flashbacki, trzeci tom można czytać również bez znajomości poprzednich.

Są elementy, za które należy „Ostatniego z mężczyzn” pochwalić. Jest to z pewnością ciekawy koncept oddania całego świata w ręce kobiet oraz zabaw konwencją postapokaliptyczną, bo o takiej w istocie możemy mówić. Ziemia przestała być zorganizowanym miejscem, kościoły świecą pustkami, stadiony bywają używane jako miejsce do palenia zwłok, marynarka funkcjonuje jedynie w miejscach, gdzie panie były w większym stopniu dopuszczane do okrętów, brakuje środków medycznych, wszędzie krzewią się tajne ugrupowania i organizacje, nie brakuje skrajnych stronnictw pokroju Amazonek… Właściwie to i tak ledwie część tego, co oferuje nam świat pozbawiony płci męskiej. Ogólnego chaosu nie można tłumaczyć jednak mizoginizmem twórców, a raczej zdroworozsądkowym podejściem do sytuacji. Znika lwia część ludności i właściwie Ziemia staje się jednopłciowa, więc i dotychczasowe życie na planecie musi zostać wywrócone do góry nogami. Ta strona komiksu została ukazana całkiem interesująco, niestety inne aspekty opowieści jej nie dorównują.

y – ostatni z mężczyzn y – ostatni z mężczyzn

Przede wszystkim postacie są okropnie wręcz schematyczne. Yorick pozostaje totalnie zagubiony, nie należy do osób emanujących testosteronem i przypomina niezbyt rozgarniętego nastolatka, irytującego swym zachowaniem. Spotyka na drodze wiele kobiet, dla których z przyczyn oczywistych i tych bardziej skomplikowanych stanowi łakomy kąsek lub budzi nadzieję na zmianę świata. Niestety niemal wszystkie panie są całkowicie egoistyczne, wulgarne i pragną rozstrzygać wszelkie spory metodą siłową. Bardzo słabe rozwiązanie, przekładające się też na spotęgowanie największej wady albumu, czyli nudy. Trzeci tom zajmuje ponad 300 stron i nietrudno oprzeć się wrażeniu, że został strasznie rozwleczony, przez co w natłoku mało frapujących wydarzeń i dialogów giną również te warte uwagi czytelnika. Niestety bohaterowie i fabuła są po prostu nijakie. Autorzy próbowali dodać odrobinę dowcipu do niektórych scen, ale nie jest to humor wysokich lotów i tylko sporadycznie wywołuje uśmiech na twarzy. Nie poskąpiono też kadrów epatujących przemocą, ale są one często bezsensowne i nie mają wiarygodnych korzeni w fabule.

Albumu przed zapomnieniem nie ratują również sterylne plansze. Drugi plan nie istnieje, zaś pierwszy jest co najwyżej poprawny. Bywają komiksy, w których puste tło nie przeszkadza i jest ciekawym konceptem, ale to niestety nie ta bajka. Warto wyróżnić jedynie mimikę bohaterów, pozwalającą dostrzec ich emocje i właściwie na tym pochwały możemy zakończyć, bo oprócz wspomnianych „pustych” ilustracji ciężko tu o efektowne scenerie, ciekawą zabawę cieniowaniem czy dynamiczne sceny, nawet kiedy scenariusz dawał ku nim preteksty.

Trzeci tom „Ostatniego z mężczyzn” to lektura przereklamowana i nużąca nie tyle samymi wydarzeniami, co ich rozwleczoną narracją i nieciekawymi personami. Doprawdy, trudno mi sobie wyobrazić, by album zachwycił kogoś spoza fanów dwóch poprzednich tomów.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...