Doktor Strange: Początki i zakończenia

Marcin "Amaro" Martyniuk czwartek, 8 grudnia 2016
doktor strange,początki i zakończenia

Można powątpiewać, czy polscy fani Marvela doczekaliby się w końcu wydania nad Wisłą solowych przygód Doktora Strange'a, gdyby nie tegoroczna premiera filmu automatycznie przekładająca się na wzrost zainteresowania innych tworów traktujących o wspomnianym mistyku. Na szczęście klamka zapadła i teraz możemy cieszyć się udanym albumem.

"Doktor Strange: Początki i zakończenia" rozpoczyna się scenami w Tybecie, gdzie główny bohater, Stephen Strange, zawitał na praktyki. Składa tam solenną obietnicę, iż będzie on niósł pomoc chorym i ubogim, wykorzystując w tym celu swe nieprzeciętne umiejętności. Szlachetna wizja szybko rozmywa się wraz z uzyskaniem reputacji światowej klasy chirurga plastycznego. Dostatnie życie nie trwa jednak wiecznie – wystarczył jeden wypadek na nartach, by sam Strange zajął miejsce na szpitalnym łożu z istnym wyrokiem śmierci dla lekarza – ledwie sprawnymi dłońmi. Czy zgromadzony majątek wystarczy, by powrócić do życia zawodowego? A może jego koniec to zarazem początek czegoś donośniejszego?

Lubię sięgać po pozycje omawiające genezy ciekawych postaci. Ostatnim razem przyszło mi czytać o początkach Thanosa, które to nie były niczym specjalnie oryginalnym, ale sprawnie zrealizowanym. Podobne słowa można napisać o albumie poświęconemu marvelowskiemu chirurgowi, choć tu realizacja stoi na trochę wyższym poziomie.

Przede wszystkim sam komiks jest dłuższy, co naturalnie przekłada się na pole do popisu dla scenarzysty i większą liczbę wątków oraz postaci. Duet Michael Straczynski i Samm Barnes nie odkrywają prochu, lecz, wykorzystując niezbyt oryginalną narrację, przedstawiają Strange'a w różnych rolach – młodego i pełnego zapału idealisty, zmanierowanego bogacza oraz rozgoryczonego człowieka, który w krótkim czasie traci wszystko, co dotychczas uzyskał. Oczywiście przeszłość z Tybetu powraca i prowadzi do nieoczekiwanych dla herosa rezultatów.

doktor strange,początki i zakończenia

Wspomniałem, że fabuła nie została poprowadzona zbyt odkrywczo. Puszczenie w niepamięć młodzieńczych ideałów, piękne życie, które w jednej chwili rozsypuje się jak domek z kart, tajemnicza postać starająca się wyciągnąć Strange'a z bagna, starzy znajomi, niedowierzanie we własne, głęboko skryte predyspozycje i oczywiście zdrada. Brzmi jak odgrzewany kotlet, ale wciąż smakuje dobrze, zwłaszcza że autorzy zapewnili trochę efektownych scen, ciekawych dialogów, jednocześnie sprawiając, iż nietrudno polubić zagubionego w życiu chirurga. Niektóre rzeczy dzieją się trochę za szybko, ale w skali całego albumu, otoczonego dawką mistycyzmu, to tylko drobna niedogodność.

doktor strange,początki i zakończenia

Skoro już o mistycyzmie mowa – ten został zaprezentowany w sposób, który nie powoduje myśli o tanich sztuczkach i naciąganych zagrywkach scenarzystów. Od pierwszej chwili naturalnie wiadomo, jak cała historia się zakończy, ale nie przeszkadza to w śledzeniu wszystkich wydarzeń związanych z równowagą światów z zaintrygowaniem. A że towarzyszy im przeważnie świetna oprawa? To tylko dodatkowy plus.

Rysunki Brandona Petersona miewają słabsze momenty, kiedy to przebija się zbyt mocna kreska, ale to doprawdy doszukiwanie się dziury w całym. Na przestrzeni całego albumu (6 zeszytów) pokazał, jak dobrym jest grafikiem, kreśląc bardzo wyraziste sylwetki postaci, nadając ich twarzom nutkę emocji i tajemnicy, a kadry poświęcone przenikaniu się światów tworzą niezwykły klimat. Nie zabrakło też okładek poszczególnych zeszytów i te są nie mniej udane. Dodajmy do tego kilka szczególnie urodziwych plansz i otrzymujemy komiks, w którym kilkakrotnie zatrzymamy się tylko po to, by nasycić oczy ilustracjami.

"Początki i zakończenia" to album bardzo udany i wraz z dobrze przyjętym filmem niesie nadzieje na częstsze goszczenie Doktora Strange'a na polskiej scenie komiksowej. Poprawnie przedstawiona geneza w połączeniu z budzącym pozytywne emocje herosem i świetnymi ilustracjami, zapewniają debiut, jakiego mogli sobie życzyć wszyscy fani spod znaku peleryny.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...