Kłamstwa Locke'a Lamory

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski wtorek, 26 listopada 2013
kłamstwa locke'a lamory

„Kłamstwa Locke'a Lamory” już od dawna miałem na oku. Zbierał pozytywne oceny zarówno od recenzentów, jak i zwykłych czytelników, a jego największym atutem miał być nieprzewidywalny i ponadprzeciętnie inteligentny bohater, którego knowania są bardziej zabójcze od ostrza rapiera. Dlatego wznowione wydanie dwóch pierwszych tomów „Niecnych Dżentelmenów” oraz polska premiera trzeciego była dobrą okazją do sprawdzenia, czy ze Scotta Lyncha jest taki prawdziwy magik i tak okrutnie zabawny kuglarz, jak się mówi w literackim świecie.

Locke Lamora jest wyjątkową osobą. Już jako młody chłopiec wykazywał niezwykłe zdolności złodziejskie, lecz miał również talent do pakowania się w kłopoty. Nie myślał o dalekosiężnych konsekwencjach swoich czynów, więc zanim został hersztem gangu Niecnych Dżentelmenów, musiał się wiele nauczyć. „Kłamstwa Locke'a Lamory” rozgrywają się na dwóch płaszczyznach czasowych – każdy rozdział poprzedzany jest interludiami, wprowadzającymi czytelnika w świat Camorry oraz zapoznającymi go z początkami przestępczej działalności Locke'a, a także jego edukacji, za którą odpowiada pewien kapłan. Druga płaszczyzna to teraźniejszość, w której bohater, już jako doświadczony złodziej, planuje zdobycie sporej sumy pieniędzy od pary arystokratów. W ten sposób zwróci na siebie uwagę potężnych ludzi, którzy uwikłają go w swoje tajemnicze plany. Locke, aby przeżyć, będzie musiał udowodnić, że w tej rozgrywce to on jest najlepszym graczem.

Tak mniej więcej przedstawia się fabuła „Kłamstw Locke'a Lamory”, którą można idealnie podsumować słowami: „świetna i starannie zaplanowana”. W istocie ma się wrażenie, że Scott Lynch realizuje przygotowane wcześniej założenia, nawet interludia często odwołują się do następujących po nich rozdziałach, na przykład dostarczając informacji o pokazywanej akurat formie rozrywki, czyli w tym przypadku walkę wojowniczek ze skaczącymi rekinami, polegającą na umykaniu ich atakom poprzez poruszanie się po platformach, a przy tym zabiciu krwiożerczej ryby. Nie musi się to nawet odwoływać do świata – pewna sytuacja z przeszłości może mieć związek z obecnymi poczynaniami bohatera, co autor słusznie uznał za warte przedstawienia. Interludia mają również za zadanie pokazanie, w jaki sposób gang Niecnych Dżentelmenów doszedł do swojej dzisiejszej kondycji. Nikt przecież nie uwierzy, że taki gruby Jean Tannen sam z siebie stał się świetnym wojownikiem, a na początku grupie na pewno zdarzały się wpadki czy konfrontacje z innymi gangami. To wszystko Scott Lynch w sposób godny podziwu znakomicie wplótł w powieść i trudno mi znaleźć jakikolwiek popełniony przez niego błąd w planowaniu fabuły. „Kłamstwa Locke'a Lamory” to dzieło debiutanta, ale dopracowane prawie że do perfekcji, właściwej wyjadaczom.

kłamstwa locke'a lamory
Wizje świata stworzonego przez Scotta Lyncha są bardzo różne; od naprawdę bajecznych po bardziej ponure

Nie od razu jednak docenia się powieść o niezwykłym złodzieju. Do stylu pisarza trzeba się wpierw dostosować – autor nieraz zagłębia się w najdrobniejsze szczegóły, opisując nie tylko wygląd, ale też historię danego miejsca, ważniejszych rodów szlacheckich, zasady rządzące złodziejskim światkiem Camorry czy bardziej fantastyczne elementy, pojawiające się w książce. Przy tym jednak spowalnia znacznie akcję, a dodając do tego interludia, do których również trzeba się przyzwyczaić – w przeciwnym razie będziecie przeklinać na każde przerwanie interesujących wydarzeń i po raz kolejny zagłębienie w przeszłość bohaterów – mamy idealny powód, dla którego „Kłamstwa Locke'a Lamory” nie muszą się każdemu spodobać. Ale im dalej, tym lepiej – Camorra nabiera powoli coraz wyraźniejszych kształtów, a fabuła coraz bardziej się rozkręca, aż w końcu powieść zupełnie wciąga oraz trzyma w napięciu do ostatniej strony, rozprawiając się z głównymi aktorami nieraz bardzo okrutnie.

kłamstwa locke'a lamory
Mapa Camorry

Muszę jednak przyznać, że moje oczekiwania nieco przerosły rzeczywistość. Zwroty akcji w „Kłamstwach Locke'a Lamory” nie dają aż tak mocno po pysku, jakby się pragnęło, a Locke – w ostatecznym rozrachunku – nie wygląda na takiego geniusza, jakim chciałby uczynić go Scott Lynch. Powiem więcej – czasami miewałem wrażenie, że jego idea bohatera zmieniała się wraz z kolejnymi stronicami. O ile jako dzieciak Locke wydawał się nie mieć sumienia i postępować według własnego „widzimisię”, tak starszy Locke jest archetypem dobrej postaci – może nie jest sprawiedliwy i uczciwy, w końcu to złodziej, ale za to zdecydowanie z „miękkim serduszkiem”. Nie przeszkadzało mi to, lecz pisarz mógł wykazać się większą konsekwencją.

kłamstwa locke'a lamory

Ostatnią zaletą „Kłamstw Locke'a Lamory” są dialogi. W brutalnym świecie Camorry, a konkretnie w jego złodziejskiej części, nie mogło zabraknąć wulgarnych słów, wspaniale odzwierciedlających zamieszkałych w nim niedoskonałych, cwanych oraz kłamliwych przestępców. Nie zraźcie się jednak z tego powodu, bo w drugiej części Camorry trzeba trzymać nerwy na wodzy, odpowiednio ważyć każde słowo i wykazywać się elokwencją oraz retoryką. Tym bardziej, że Locke nie jest zwykłym złodziejem – oszukuje arystokratów, podając się za fałszywe osobistości; swoje przebranie musi jednak utrzymywać przez dłuższy czas, aby uwiarygodnić odgrywaną postać, ma również w zanadrzu przygotowane wcześniej kłamstwa tak rozbudowane, aby móc odpowiedzieć na każde pytanie niespodziewającej się niczego ofiary. Dialogi wypadają przez to tak rewelacyjnie, że Scott Lynch z pewnością zasługuje na tytuł mistrza żonglerki słownej.

„Kłamstwa Locke'a Lamory” to wprowadzająca powiew świeżości do gatunku fantasy lektura. Świetnie zaprezentowany złodziejski fach wraz z brutalnym, wiarygodnym i dopracowanym do najdrobniejszych szczegółów światem tworzą znakomity duet, któremu nie sposób się oprzeć, a dialogi oraz sprawnie poprowadzona fabuła trzymają w napięciu do samego końca. Smaczku dodaje fakt, że to dopiero początek siedmioczęściowej sagi. Niecni Dżentelmeni mają porywać czytelników przynajmniej jeszcze sześć razy. Jeśli sprawdzi się tendencja „im dalej, tym lepiej”, możemy mieć do czynienia z jedną z najlepszych fantastycznych serii na rynku. W międzyczasie dajcie się oszukać Lockowi Lamorze – naprawdę warto!

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 9  
Ocena użytkowników 8,7 Średnia z 5 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Gość_an* · poniedziałek, 20 stycznia 2014, 20:11
0
Jedna z lepszych książek, którą czytałam. Autor nie skąpi nam naprawdę dobrego (moim zdaniem) humoru. Na samym początku zniechęciło mnie mieszanie obecnej fabuły z retrospekcjami, jednak wczytując się nie jest to problemem. Polecam wszystkim!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...