droga_szamana_zamek_widmo

Killing Floor: Incursion

2 minuty czytania

Seria "Killing Floor" to bliski kuzyn gier "Left 4 Dead". Ich wspólną cechą jest obecność hord zombie oraz nacisk na granie z innymi graczami w trybie kooperacji. O ile swego czasu grałem w "Left 4 Dead" i miałem sporo frajdy, to serię "Killing Floor" znam jedynie ze słyszenia. "Killing Floor: Incursion", dostępna wyłącznie na systemy VR, była zatem moim pierwszym kontaktem z uniwersum brytyjskich Zedów.

Najpierw parę słów o komforcie rozgrywki. Twórcy dają nam w tej kwestii sporo wolności w skonfigurowaniu gry. Możemy grać na stojąco lub siedząco, a w świecie gry możemy przemieszczać się swobodnie lub poprzez teleportację.

Killing Floor: Incursion

O fabule można powiedzieć tylko tyle, że jest. Twórcy mocno zasugerowali się dawną wypowiedzią Johna Carmacka, że fabuła w strzelankach ma być niczym ta w filmach porno – obecna, ale nie kluczowa. Wcielamy się zatem w skórę anonimowego porucznika należącego do służby ochroniarskiej korporacji Horzine, odpowiedzialnej za wypuszczenie Zedów (makabrycznie zmutowanych ludzi) na świat. Zostajemy wysłani do wirtualnej symulacji, żeby odzyskać krytyczne dane z serwera atakowanego przez tajemniczy wirus. Atak wirusa objawia się oczywiście w postaci grup zmutowanych Zedów, których musimy konsekwentnie eliminować. Prosta, niewyszukana i spełniająca swoje zadanie historia, nie można jej pochwalić, ale skrytykować też nie.

Killing Floor: Incursion

Kluczowa jest zatem rozgrywka, sprowadzająca się do mieszaniny strzelania i walki wręcz. Nie ukrywam, podobała mi się. Walki są dość chaotyczne, wrogowie pojawiają się ze wszystkich stron, w kilku wariantach i w rosnących liczbach. Na szczęście nasz arsenał z czasem również się powiększa. Na początku mamy do dyspozycji jedynie pistolety i noże, ale z czasem znajdujemy kolejne zabawki w postaci siekiery, strzelby czy karabinka automatycznego. Uzbrojenie możemy trzymać akimbo w dowolnej konfiguracji, łącząc broń białą ze strzelecką. Na szczęście nie musimy ręcznie wymieniać magazynków – przeładowanie następuje po przyciśnięciu guzika na kontrolerze. Strzelanie jest urozmaicane spokojniejszymi segmentami oraz prostymi, niezbyt upierdliwymi zagadkami. Czasem wymagają one użycia odciętych kończyn Zedów, np. zeskanowania głowy, by otworzyć drzwi. Do tego dochodzi kilka walk z bossami, którzy po prostu wymagają dużo więcej kul, niż zwykli wrogowie. Twórcy wciskają nam również na siłę jeden poziom snajperski, takie urozmaicenie dla urozmaicenia. Strzelanie z karabinu snajperskiego i jego przeładowywanie w tej grze jest zwyczajnie upierdliwe.

Killing Floor: Incursion

Nie był on jedyną wadą produkcji. Największym mankamentem było rozmieszczenie naszego ekwipunku na ciele. Gra nieprecyzyjnie odczytywała, którą broń chcę wyciągnąć. Często kończyło się to na dobyciu powietrza, co nie pomaga, gdy jest się otoczonym i walczy o życie. Podobnie było w przypadku odkładania zabawek na plecy – w 1/4 przypadków po prostu spadały na ziemię. Projekty poziomów czasem kuleją – zdarzało się, że nie miałem pojęcia, gdzie mam iść. Temu problemowi częściowo zaradza latający dron, któremu możemy nakazać poszukiwanie apteczek, skrzynek z nabojami lub zaprowadzenie nas do następnego celu. Gra posiada również tryb kooperacji z drugim graczem. Niestety nie miałem z kim przetestować. Nie mam się również do czego przyczepić w kwestii oprawy graficznej. Jest w porządku – ani nie oszałamiała, ani nie przeszkadzała.

"Killing Floor: Incursion" jest poprawną strzelanką, w sam raz na odmóżdżenie się po ciężkim dniu. Zapewni parę godzin prostej frajdy rozwalania prymitywnych, zmutowanych wrogów. Przez większość czasu działa to naprawdę dobrze. Niestety, rozgrywkę mocno psują problemy z ekwipunkiem oraz nieintuicyjne projekty poziomów.

Plusy
  • komfort rozgrywki
  • satysfakcjonujące strzelanie
Minusy
  • źle zaprojektowany ekwipunek
  • kulejące projekty poziomów
Ocena Game Exe
5,5
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...