Jupiter's Circle: Orbita Jowisza

2 minuty czytania

Jupiter's Circle

"Jupiter’s Circle. Orbita Jowisza" to trzeci tom cyklu "Jupiter's" Marka Millara, chronologicznie umiejscowione jednak przed uprzednio opublikowanymi odsłonami "Dziedzictwa Jowisza". Teraz możemy poznać burzliwe dzieje pierwszego pokolenia superludzi.

Millar zabiera czytelników do lat 50., a miejscem akcji ponownie są Stany Zjednoczone. To właśnie tam grupka obdarzonych różnymi zdolnościami herosów walczy z przestępcami, kosmitami, a ostatnio także rozważa nawiązanie bliższej i bardziej sformalizowanej współpracy z amerykańskim rządem. To jednak tylko przykrywka dla osobistych problemów członków supergrupy – każdy dostaje bowiem swoje pięć minut na kartach komiksu.

Na przestrzeni blisko 300 stron Mark Millar podejmuje wiele tematów. Zaczyna od ukrytej orientacji homoseksualnej jednego z bohaterów, potem stawia piękną kobietę pomiędzy dwoma i tak już skłóconymi herosami, dorzuca do tego galimatiasu "geniusza zła", pragnącego usidlić, pokonać albo i zastąpić trykociarzy. A to i tak zaledwie część pomysłów szkockiego scenarzysty.

Tym, co zagrało na korzyść omawianego tytułu względem drugiej części "Dziedzictwa Jowisza", jest bezpretensjonalność omawianej pozycji. W "Orbicie…" Millar nie sili się na głębsze przemyślenia, nawet jeśli porusza ważkie tematy i zamiast tego stawia na dobrą zabawę z wartką akcją. Szkot skupia się na osobistych kłopotach herosów, których w gruncie rzeczy nikt i nic nie jest w stanie powstrzymać, z wyjątkiem ich samych. Jest zatem prosto, lekko i przyjemnie. Czasem wprawdzie scenariusz zahacza o zagadnienia aktualne i dzisiaj (tolerancja, rozboje w odwecie za brutalną interwencję policji na czarnoskórym obywatelu), jednak poza kilkoma scenami Millar przekłada płynność fabuły nad rozważania o etyce i funkcjonowaniu społeczeństwa. I dobrze, bo kiedy zdarza mu się uderzyć w poważniejszy ton, to na ogół przesadza z patosem.

Jupiter's CircleJupiter's Circle

Za stronę rysunkową odpowiada cały sztab ludzi – Wilfredo Torres, Davide Gianfelice, Rick Burchett, Chris Sprouse, Ty Templeton i Walden Wong. Prace wszystkich artystów cechuje podobna stylistyka – bardzo prosta kreska użyta do zobrazowania pierwszego planu i zupełnie umowne kształty w tle. Do tego dochodzi fakt, że rysunki cechują pokaźne rozmiary i wielokrotnie w obrębie pojedynczej planszy widzimy raptem trzy kadry. Same ilustracje na pewno nie przyciągnęłyby mnie do komiksu, lecz ta prostota współgra ze szczerą narracją – bez udziwnień i rozbudowanego tła wydarzeń/ilustracji.

Po miałkim drugim tomie "Dziedzictwa Jowisza" nie miałem wielkich oczekiwań wobec kolejnej odsłony serii "Jupiter's", dlatego jestem pozytywnie zaskoczony "Orbitą Jowisza". Owszem, to w żadnym razie nie jest wybitne dzieło, ale bardzo porządnie skonstruowane "okruchy losu" podlane sosem retro superhero. Millar sprawnie kreśli konflikty między bohaterami, doprawia odrobiną epoki i – nie po raz pierwszy zresztą – stawia na zabawę płynącą z lektury, machając ręką na realizm i głębsze treści. Tym razem to zadziałało.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
7 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...