riese

Imperium Czerni i Złota

Matt "Matthias Circello" Kołodziejski wtorek, 13 października 2009

Zazwyczaj, zanim zabiorę się za nową lekturę, staram się dowiedzieć czegoś więcej o autorze książki. Złożyło się, że tak jak w przypadku moich poprzednich recenzji (cykl "Temeraire" Naomi Novik), tak i tu miałem do czynienia z osobą, w której żyłach płynęła polska krew. Adrian Tchaikovsky (czy też Adrian Czajkowski) okazał się być synem polskich emigrantów, a "Imperium Czerni i Złota" jego powieściowym debiutem. Z okładki książki dowiedziałem się dodatkowo, iż pozycja ta została wybrana przez angielski Amazon jako jeden z 10 najlepszych tytułów SF i fantasy w 2008 roku. Gdy dodałem do tego porównania z twórczością pisarzy takich jak Joe Abercrombie czy Scott Lynch, wiedziałem od razu, że może być to pozycja, która na długi czas pozostanie w mojej pamięci.

Cała historia zaczyna się na terenie krainy zwanej Nizinami, zajmowanej przez różne narody skupiające się w specyficznych miastach-państwach. Oprócz tego, że Niziny otoczone są ze wszystkich stron przez wspominane czasem kraje sąsiadujące, niewiele dowiadujemy się na temat tego, jaki to świat. A chciało by się to zmienić, bo wydaje się być szalenie interesującym. Zamieszkiwany przez rasy owadopodobnych, staje na skraju przepaści w momencie, gdy jedna z niedocenianych wcześniej nacji, osowców z Imperium Czerni i Złota, zaczyna swój marsz ku opanowaniu całego, znanego mieszkańcom Nizin świata.

Miasto Myna, leżące na wschodzie, staje się jednym z pierwszych celów Imperium. Przyozdobieni w czerń i złoto żołnierze, niczym rój, atakują je z jednym zamiarem, cechującym każdą osę płci męskiej – zdobyć i zapanować, bez względu na koszty. Wśród ostatnich obrońców miasta znajduje się niejaki Stenwold Maker, żukowiec, wojownik i wynalazca, a w przyszłości świetny szpieg, starający się zapobiec ekspansji os na jego ukochane ziemie. Towarzyszy mu stary przyjaciel Tisamon, niezwyciężony i morderczy modliszowiec. Gdy staje się jasne, że ich plan obrony się nie powiedzie, zmuszeni są do ucieczki z miasta.

Akcja przenosi się kilkanaście lat później, gdzie poznajemy postacie tak naprawdę kluczowe dla całej opowieści. Młodzi i pełni życia podopieczni Stenwolda stają przed bardzo trudnym zadaniem – muszą opuścić swe ukochane Kolegium, w którym się wychowali i które dało im wykształcenie, i na polecenie swego mistrza udać się w stronę Helleronu, uprzemysłowionego do granic miasta, które z roku na rok ulegało co raz większym wpływom Imperium. Nikt, oprócz najbliższego otoczenia Makera, nie zdaje sobie sprawy z tego, do czego zdolni są osowcy. Stenwold, wraz ze swą bratanicą Cherwell, przybraną córką – piękną i niebezpieczną pajęczycą Tynisą, mieszańcem Totho i księciem Salme Diem ze Wspólnoty Ważek, wyruszają w bodaj najcięższą i najważniejszą podróż swego życia.

Cykl, którego "Imperium Czerni i Złota" jest pierwszą częścią, nosi nazwę "Cienie pojętnych". Na początku zastanawiałem się, cóż to może oznaczać. Wraz z wgłębianiem się w świetnie utkaną fabułę książki zacząłem powoli rozumieć. Pojętni, to rasy owadopodobnych, które po rewolucji mającej miejsce setki lat temu odcięli się od świata mroku i magii, aby uwolnić się spod jarzma panujących wtedy całymi Nizinami modliszowców, pająków oraz ciem. Wytrzymali, zawzięci i uzdolnieni mechanicznie żukowcy, wojownicze i używające swej sztuki, aby porozumiewać się myślami w czasie walki mrówki i w końcu bardzo szybko przyswajające sobie mocne strony innych narodów osy, zepchnęły resztę ras z piedestału i dzięki pojmowaniu mechanizmów, które dla niepojętnych na zawsze pozostaną zagadką, zaczęły dominować.

Uwielbiam nowatorskie pomysły. Autorzy, którzy nie korzystają z wymyślonych już światów, a tworzą coś zupełnie świeżego i nowego, dodatkowo w tak imponujący sposób, mogą liczyć na moją wysoką ocenę. Idea, aby połączyć ludzi i owady, a tym samym stworzyć nacje owadopodobnych, jest niesamowita. Każda z ras dysponuje własnymi cechami, które na co dzień kojarzymy z owadami, z którymi zostali spokrewnieni. Żuki są pracowite, wytrzymałe i dzięki swej sztuce, specyficznemu rodzajowi medytacji i cech rasowych, są w stanie znieść o wiele więcej niż inni. Modliszki są niesamowitymi wojownikami, nieustępliwymi w walce i nie odczuwającymi strachu w sercach. Pająki tkają swe sieci intryg, potrafią wpływać na umysły innych i wpuszczać swych wrogów w misternie konstruowane pułapki. A tych ras jest o wiele, wiele więcej niż wymieniłem. Sądzę, że poznawanie każdej kolejnej sprawi Wam niemałą radość i wciągnie tak, że nie będziecie mogli oderwać się od lektury.

Nie wspomniałem do tej pory o sposobie, w jaki autor prowadzi nas przez kolejne rozdziały. Gdyby nie fakt, że przeczytałem o tym na okładce, trudno było by mi uwierzyć, że Adrian Tchaikovsky jest debiutantem. Styl, w jakim konstruuje fabułę, w jakim wprowadza nas w dalszą historię, zwroty akcji, jakie nam serwuje i głębia psychologiczna wszystkich postaci występujących w książce, sprawia, że posunąć mogę się do dość śmiałego porównania go do jednego z moich idoli literackich, Georga R.R. Martina. Niektórzy mogą powiedzieć, że to bardzo odważne słowa, biorę jednak za nie pełną odpowiedzialność.

Mógłbym tak jeszcze pisać i pisać, ale sądzę, że wychwaliłem już tę książkę wystarczająco. Jeżeli tylko autor nie pokona się sam ilością wątków, które chciałby udźwignąć na raz, jeśli nie każe czekać na kolejne części zbyt długo, aby nie dać o sobie zapomnieć, wróżę temu cyklowi naprawdę świetlaną przyszłość. "Imperium Czerni i Złota" to czterdzieści rozdziałów i sześćset trzydzieści stron świetnej, stojącej na najwyższym poziomie literatury fantasy.

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 10  
Ocena użytkowników 8,57 Średnia z 14 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...