Honor to my

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski sobota, 18 kwietnia 2015
okładka, honor to my

Zawsze cenię wydawnictwa, które starają się wydawać kolejne tomy rozpoczętych serii w jak najkrótszym czasie. Przy okazji piętnuję odwrotne zachowanie – zwlekanie z wypuszczaniem następnych części bądź w ogóle rezygnacja z nich. Na szczęście Drageus kontynuuje swoją politykę, zakładającą, że czytelnika nie zostawia się z niedokończoną historią. W ten sposób – ledwie dwa miesiące po premierze „Wezwał nas honor” – na rynku księgarskim pojawił się „Honor to my”. Obie książki należą do cyklu „Man of War” i reprezentują gatunek militarnego science fiction.

Wojna z Krag, kosmitami o szczurzopodobnej fizjonomii, toczy się dalej. Główny bohater powieści, komandor Max Robichaux, stara się spuścić manto możliwie największej liczbie przeciwników, jednak fakt pozostaje niezmienny: Unia Terrańska przegrywa walkę o własne przetrwanie. Nadzieją są kolejne sojusze z kosmicznymi potęgami, które mogą wiele wnieść do rozwoju wydarzeń. Właśnie doktor Sahin otrzymuje wiadomość, sugerującą nawiązanie nowej współpracy. Kosmiczny niszczyciel USS „Cumberland” na czele z dowodzącym Maxem wyrusza więc na kolejną ważną misję. Oczywiście wróg nie śpi, próbując nie dopuścić do wypełnienia zadania. Czy im się uda? Co planują krnąbrni Krag?

„Honor to my” pozytywnie mnie zaskoczył – H. Paul Honsinger stworzył naprawdę solidną historię, której śledzenie dostarcza znacznie więcej satysfakcji niż miało to miejsce w pierwszym tomie. Różnica jest wręcz namacalna. Od pierwszej strony książka fantastycznie przedstawia kosmiczne starcia – bez chaosu, ale z mnóstwem interesujących detali. Zupełnie nie przeszkadza długość bitew, zajmujących czasami cały rozdział – tak mocno potrafią wciągnąć. Wreszcie posunięcia Maxa dostarczają masę świetnej rozrywki. Rzecz jasna wciąż wiemy, jak to się skończy, ale chcemy się przekonać, w jaki sposób. Robichaux z natury zaś lubi zaskakiwać, dlatego nie zdradza się ze swoimi planami do ostatniej chwili, udanie podtrzymując napięcie. Militarne s-f pełną gębą! Zastanawiam się tylko nad jednym – czy naprawdę druga część jest TAK lepsza od poprzedniej, czy może dopiero teraz zacząłem się wkręcać w ten ostatnio rzadki gatunek.

Poza tym fabularnie książka spisuje się znakomicie. Autor starannie wplótł w rozwój wydarzeń kilka nowych informacji o świecie, dowodzących, że nie samą wojną człowiek żyje. Nie mogę się doczekać odkrycia następnych tajemnic, które pisarzowi tutaj posłużyły jako wabik. Są pytania, czekamy na dalsze odpowiedzi. Co ważniejsze, Honsinger wreszcie nie tworzy „tylko” książki w kosmosie z kosmitami i długimi walkami. W finale wchodzi w wątki lepiej przybliżające naturę wroga Unii, Krag. Okazuje się, że nie są oni sztampowymi przeciwnikami, mającymi odbyć parę przegranych starć, aby czytelnik podziwiał lojalność oraz patriotyzm żołnierzy. Nic z tego – nawet komandor zaczyna bać się o przyszłość ludzkości, co stanowi dobrą zapowiedź ostatniego tomu trylogii. Ponadto można docenić samą Marynarkę. Skończyła się przesadna patetyczność, która ustąpiła miejsca lekkiej grozie i obawie, jak będzie wyglądało jutro. Tym samym obecność komandora oraz jego załogi przestaje działać nużąco – zaczyna się podziwiać honorowość, jak również przebiegłość postaci, czasami łamiących przepisy dla dobra misji. Ocierają się więc tym samym o niesubordynację – i wspaniale, bo nikt nie lubi sztywniaków!

Książce nie brakuje schematów – ale autor i na to znalazł doskonałą receptę. Sposób prezentowania motywów zbyt dobrze znanych jest na tyle atrakcyjny, że od treści trudno się oderwać. Przykład – mało to w literaturze postaci, przykładających zbyt wielką wagę do szczegółów (stroju?), które wykorzystują każdy pretekst do pokazania bohaterowi, gdzie jego miejsce? U Honsingera też taka osoba się znajdzie, a Max wylicza sobie zniewagi w niego skierowane, co okazuje się ciekawym urozmaiceniem. „Honor to my” nie jest może powieścią idealną. Rozmowy Maxa z Sahinem czasem trochę zgrzytają, jakby brakowało im dopracowania. Brzmią niewiarygodnie, a niektóre ich żarty są nieśmieszne. Łatwo jednak zapomnieć o takich pomniejszych wadach, biorąc pod uwagę to, jak spisuje się całość. Dlatego serdecznie polecam każdemu wielbicielowi militarnych s-f „Honor to my”. Drugi tom spisuje się co najmniej bardzo dobrze i jest pozbawiony minusów poprzedniej części.

Dziękujemy wydawnictwu Drageus za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...