Gra o tron – Sezon 5

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski piątek, 19 czerwca 2015
gra o tron

Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby okazało się, że na maturze z polskiego jednym z najczęściej przywoływanych tekstów kultury (nie licząc lektur) była „Gra o tron”. Trzeba jednak przyznać, że proza George'a R. R. Martina jest bogata w wiele motywów, co ułatwia wykorzystanie jej choćby we wszelakich wypracowaniach. Niemniej serialowa adaptacja książki to przede wszystkim krwawa rozrywka, w której żaden z bohaterów nie może czuć się bezpieczny – i to jest właśnie główną przyczyną sukcesu produkcji HBO. Niedawno wyświetlony został finałowy odcinek piątego sezonu sztandarowego tytułu stacji. Czy nowa seria utrzymała wysoki poziom całości i spełniła oczekiwania widzów? Jedno jest pewne: wywołała sporo emocji oraz rozpoczęła zażarte dyskusje, na przykład o tym, czy odejścia od pierwowzoru były konieczne i potrzebne.

Pierwsze epizody spotkały się z chłodnym przyjęciem, co mnie – raczej jako maniaka serialowego niż fana Martina – bardzo zaskoczyło. Piąty sezon był nastawiony na dużą dawkę polityki i rozmów, które spowodowały spowolnienie tempa historii. Co z tego, skoro ta nadal prezentuje się przynajmniej interesująco? Ponownie skaczemy po wątkach różnych bohaterów i przeważnie trzymają one przyzwoity poziom. Szwankują tylko pojedyncze elementy. Jednym z nich jest część scenariusza poświęcona Sansie Stark. Dziewczyna mogłaby już zwyczajnie zginąć, ponieważ wydaje się piątym kołem u wozu. Nie wiem, czy są osoby, które przejmują się jeszcze jej losami. Po tylu wstrząsających wydarzeniach Starkówna niewiele się zmieniła – wciąż jest naiwna i kompletnie nie radzi sobie w świecie, gdzie aby przeżyć, trzeba być naprawdę sprytnym, inteligentnym oraz ostrożnym. Przez chwilę można było mieć wrażenie, że pozytywnie wpłynie na nią czas spędzony z Littlefingerem. Nic bardziej mylnego. Sansa nabrała tylko pewności, iż jest w stanie rzucić na kolana swoich wrogów, co jeszcze przy słabej grze aktorskiej Sophie Turner (cały sezon mina skrzywdzonej przez los niewinnej dziewczyny lub zupełnie pozbawiona wiarygodności twarz pokerzysty) wypada niepoważnie.

gra o trongra o tron

Na szczęście na Północy przebywają ciekawsze postacie. Zachwyt może budzić między innymi Ramsay Bolton z psychopatycznymi popędami. Chociaż tak naprawdę wiele nie miesza w fabule, to jestem pełen podziwu dla Iwana Rheona za przerażającą kreację swojego bohatera (te przerażające uśmiechy!). Do tego nie czuję frustracji jego zachowaniem, co miało miejsce przy Joffreyu, głównie dlatego, że, w przeciwieństwie do zmarłego króla Westeros, potrafi ukrywać własne szaleństwo i w błyskotliwy sposób pokonać rywala. Gdzieś tam jeszcze daje o sobie znać Stannis, i choć na Północy nie dzieje się dużo, jeśli chodzi o walkę o władzę, to z uwagi na obecność tych osobistości trudno pozostać obojętnym. Tym bardziej, że rozgrywającą się tutaj historię uzupełniają malownicze sceny wśród zimowych krajobrazów. Oczywiście CGI jest wyraźnie widoczne, lecz nie sądzę, aby przeszkodziło wczuciu się w mroźny klimat. Ponadto wciąż wciągają znacznie atrakcyjniejsze losy Jona Snowa, gdzie z kolei na brak sporo zmieniających zdarzeń nie można narzekać. Jedynie Samwell Tarly jest tam niepotrzebny, zbyt przesłodzony, a więc odstający od pozostałych członków Nocnej Straży.

gra o tron

Nowymi postaciami w serialu są Żmijowe Bękarcice. Niestety ich potencjał został zmarnowany. Walczą zaledwie raz, lecz ta potyczka, jeśli zostanie przez fanów zapamiętana, to raczej niechlubnie. Zamiast uzdolnionych i niebezpiecznych wojowniczek, ujrzeliśmy podrzędne amatorki. „Gra o tron” przyzwyczaiła nas do lepiej realizowanych pojedynków, gdzie rozmach, widowiskowe ataki i dynamiczne sceny akcji są na porządku dziennym – gra o tron i występują także w tym sezonie. Poza tym trójka bohaterek jest bez wyrazu, ponieważ poświęcono im za mało czasu, który do tego nie został należycie wykorzystany. Córki Oberyna są napuszone i pewne siebie, tylko że widz odbiera to jako sztuczną grę, skoro w żadnym momencie nie dowodzą swoich talentów. Znów ratują pozostałe postacie oraz pustynne scenerie. W końcu Dorne jest znacznie cieplejszym miejscem akcji niż np. Winterfell. Muszę jeszcze dodać, że fortele Żmijowych Bękarcic oraz próbującej się zemścić po śmierci Oberyna Ellarii prezentują się wyjątkowo słabo i przewidywalnie.

Wydarzenia rozgrywające się w Królewskiej Przystani moim zdaniem są najlepiej zrobione. To właśnie przy nich uświadczymy najwięcej wspomnianej polityki oraz knucia, które skutecznie przykuwają do ekranu. Podobnie ma się sprawa z wątkiem Daenerys, zmagającej się z trudnościami sprawowania rządów. Matka Smoków to idealistka, a to nie każdemu z poddanych może odpowiadać. Poza tym z pewnością wiele osób będzie zauroczonych postacią Daario Naharisa, przystojnego najemnika, elokwentnie doradzającego rozwiązania siłowe, wielokrotnie też walczącego. W drodze do Daenerys jest również ulubieniec widzów, Tyrion Lannister, jak zawsze urzekający swoim poczuciem humoru, pełnym od sarkazmu. Mieszane uczucia mam względem wątku Aryi Stark. Dziewczyna uczy się w Domu Czerni i Bieli, lecz sposób, hmm, edukacji do mnie nie przemawia. Wygląda to tak, jakby Starkówna powinna z powietrza zgadywać, o co chodzi wyznawcom Boga o Wielu Twarzach. Pomijam jeszcze parę pozbawionych sensu wydłużeń. Niemniej powrót Jaquena H'ghara do serialu, który odgrywa w losach Aryi ważną rolę, należy uznać za udany. Jego enigmatyczne zachowanie nie zmieniło się ani o jotę.

gra o trongra o tron

Stałą cechą „Gry o tron” jest kontrowersyjność. Piąty sezon wcale na niej nie stracił. Scenariusz wypełniony został widocznym na każdym kroku erotyzmem i krwawymi scenami. Aktorzy nieraz muszą pokazywać swoją nagość, ewentualnie dokonują tego ich dublerzy. Racja, czasami komputerowe nałożenie twarzy rzuca się w oczy, ale sądzę, że nie powinno to powodować oburzenia wśród odbiorców. Przecież tło dla wydarzeń ewidentnie jest kręcone bez użycia podobnych zabiegów, a że nie wszystkie gwiazdy serialu chcą pokazywać swoje ciało, jest raczej zrozumiałe. Pod względem scenografii oraz charakteryzacji piąta seria również nie odbiega od poprzednich. Produkcja często raczy nas troską o detale i efektami, których nie powstydziłyby się kinowe filmy. Oczywiście znajdą się odstępstwa od reguły, lecz myślę, że były koniecznością, skoro serial upaja nas pokaźnym rozmachem.

gra o tron

Piąty sezon „Gry o tron” uważam za jeden z lepszych w serialu. Poszczególne wątki przez większość czasu nie charakteryzują się szybkim tempem, ale mimo to trzymają w napięciu. Spiski, dużo polityki, wciągających rozmów... Jak można tego nie uwielbiać? Jednocześnie nie oznacza to rezygnacji z szokujących zwrotów wydarzeń. W odpowiednich momentach scenarzyści pokazują, że w brutalnym świecie George'a R. R. Martina każdy może szybko i łatwo zakończyć żywot. Nie z każdą śmiercią się zgadzam, obawiam się, iż hit HBO w końcu zacznie rozczarowywać, bo zabraknie bohaterów, którym można byłoby kibicować. Albo zbyt wyraźnie zmaleje liczba walczących między sobą postaci. Czasem odejście protagonisty/antagonisty nie jest dobrym wyjściem. Jednak to może dopiero nastąpić, bo nowa seria mnie nie zawiodła.

gra o torngra o torn

Kilka elementów zgrzytało – cienkie jak cztery litery węża Żmijowe Bękarcice czy nijaka Sansa Stark – lecz twórcy zawsze potrafili zamaskować wady lub uczynić je mniej irytującymi. Jeśli chodzi o odejścia od książek Martina – jako że sagi „Pieśni Lodu i Ognia” w całości nie czytałem, to mi nie przeszkadzały, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że niektóre zmiany poczynione przez scenarzystów są nieuzasadnione (w przypadku Stannisa szczególnie). Niemniej produkcja HBO ponownie pokazała się z najlepszej strony, a większość kreacji stworzonych przez Martina, mimo modyfikacji w ich historiach, zachwyca. Byle do kolejnego sezonu!

Ocena Game Exe 8  
Ocena użytkowników 5,54 Średnia z 13 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Dany · piątek, 19 czerwca 2015, 15:20
0
Niestety, ten sezon uważam za najgorszy z całej serii. Źle poprowadzone wątki, serial nie ma się już nijak do książki i widać gorszy scenariusz. Walki są po prostu żałosne, nie tylko Bękarcic. Wątek Sansy jest jednym z lepszych, choć całkowicie zmieniony względem książki. Część przewidywanych przez fanów sytuacji, które prawdopodobnie się rozegrają w przyszłych częściach książki, nie będą mogły być w serialu, jeżeli będą prawdą. Chyba, że wstawione zostaną "z dupy".
Thorot · piątek, 19 czerwca 2015, 16:06
0
Atak białych wędrowców na dzikich to jedyny dobry odcinek

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...