Gwiazdorska obsada „Fable III”

fable 3, sir ben kingsley

Zazwyczaj jestem zagorzałym zwolennikiem pełnych polonizacji, bo lubię, gdy przez słuchawki prosto do moich uszu, sączą się znajome i rodzime głosy. W moim mniemaniu to intensyfikuje klimat i pozwala bardziej wczuć się w rolę niż ten twardy amerykański akcent. Tym bardziej, że zawsze ciekawi, czy i w jakim stylu nasi celebryci sprostają wyzwaniu w dziedzinie dubbingu. Jednakowoż widząc tak gwiazdorskie obsady jak w przypadku „Mass Effect 2” lub zbliżającego się „Fable III”, zaczynają mną targać wątpliwości, czy nie skusić się na zagraniczną ścieżkę językową.

Najnowszy „Dziennik Developera” z „Fable III” skupia się właśnie na postaciach i aktorach, którzy użyczają im głosów. Jak się okazuje studio Lionhead nie szczędzi gotówki i wydaje niemałe sumy na gaże takich sław jak Sir Ben Kingsley („Wyspa tajemnic”, „Książę Persji”), Stephen Fry („Autostopem przez galaktykę”, „V jak Vendetta”), Michael Fassbender („300”, „Bękarty wojny”), Simon Pegg („Hot Fuzz”, „Star Trek XI”) czy John Cleese („Latający cyrk Monty Pythona”). Prawdziwa ekipa profesjonalistów, o czym zresztą możemy przekonać się sami.

Mimo, że nie pałam szczególną sympatią do tego typu materiałów, to filmik polecam. Wiele ciekawych informacji, od charakterystyk postaci do opowieści o trudach dubbingu, okraszonych sporą dawką scenek prosto z gry.

Komentarze

0
·
No, no, zapowiada się świetnie. Czemu polscy aktorzy nie potrafią tak podkładać głosów... A Kinglsley na tym zdjęciu to mi Molyneuxa przypomina. Przez chwilę myślałam, że to on.
0
·
Potrafią za to bezbłędnie opowiadać historię. Pamiętasz Fronczewskiego w Baldurze albo Talara w Icewindzie?
Mamy swoje perełki, jak wszyscy- choć osobiście jestem fanem wersji kinowych
0
·
Jedynie ten Baldur's Gate jakoś wyszedł, to fakt. Ale poza tym... Ciesze się, że nie miałam styczności z lokalizacją w takim DA, na przykład.
0
·
I tak nic nie przebije Kamińskiego w Tormencie: Riplej, Ripleeeeeeejjj, nie ma ripleja...
0
·

Cytat

Jedynie ten Baldur's Gate jakoś wyszedł, to fakt. Ale poza tym...


No, nie zgodzę się. Na ten przykład polonizacja "Planescape: Torment" uznawana jest za lepszą niż wersja angielska, nawet u największych malkontentów i szyderców. Jest jeszcze "Wiedźmin", który wzbudził takie uznanie na świecie, że nawet zagraniczni gracze pykają w polską wersję z angielskimi napisami. Czy chociażby ostatni "Fallout 3", którego lokalizacje nie tak dawno uważałem za przeciętną, a tutaj klops. Pograłem kilka godzin z angielskimi głosami i musiałem przeinstalować, bo to już nie był ten klimat (bez znakomitego jak zawsze Kolbergera czy genialnego Skiby). Zaznaczę tylko, że podaje tutaj przykłady, w które sam grałem. Wiele dobrego słyszałem o polonizacji takiego "God of War III" czy "Uncharted 2".

Mamy wielu znakomitych aktorów, ale jak to zawsze bywa - cudze chwalicie, swojego nie znacie

Akurat "Dragon Age" to przykład rzemieślniczej lokalizacji. Po prostu dobrej, ale bez fajerwerków.
0
·
Tokar, no może masz rację...

Nie wiem, może po prostu jestem już uprzedzona do lokalizacji, przy których zawsze coś umyka w trakcie tłumaczenia, może to przez anglistykę, którą studiowałam, ale jakoś wolę oryginalne wersje, czy to w filmie, czy grach. Od tego mam jedynie baaardzo nieliczne wyjątki.
0
·
mi akurat spodobala sie polonizacja "The Longest Journeya"

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...