Endgame. Wezwanie

endgame. wezwanie, endgame, wezwanie, okładka

Koniec świata to bardzo nośny temat. Być może jest to spowodowane tym, że rzeczywiście boimy się przerwania istnienia naszej cywilizacji czy też rzeczywistości w takim kształcie, jaki znamy. Innym powodem może być fakt, iż tego jednego nie da się sprawdzić, bo nawet jeśli dożyjemy wspomnianej apokalipsy, to jej z oczywistych przyczyn nie przeżyjemy, a zatem – czy nam się to podoba, czy nie – nikt nie zawoła: święty Janie, Miłoszu myliliście się! Było inaczej! Nie zmienia to jednak faktu, że pisarze wręcz ubóstwiają pastwić się nad losem naszej biednej Ziemi i tworzą bardzo pesymistyczne wizje przyszłości, gdzie następuje nalot kosmitów, atakują nas zombie, a stworzone przez wybitnie inteligentnych naukowców roboty okazują się jeszcze wybitniej inteligentne i zaczynają atakować własnych twórców.

Niekiedy autorzy zmniejszają liczbę udziwnień na karcie jednej powieści, ograniczając się do opisu całkowitej degeneracji ludzkiej rasy oraz świata, w którym przemoc, gwałt i agresja są na porządku dziennym. Mali, marni ludkowie sami się wyniszczają oraz zatapiają we wszechobecnym chaosie. Mniej więcej coś takiego postanowili napisać panowie James Frey oraz Nils Johnson-Shelton, lecz tym razem nie mówimy o odległej przyszłości, ale codzienności, do której wszczepiono niczym ciało obce, choć zintegrowane z organizmem macierzystym, wizję Gry Ostatecznej, czyli Endgame.

Wszystko zaczęło się miliardy lat temu, kiedy na Ziemię trafiły istoty obdarzone nadprzyrodzoną mocą i stworzyły ludzkość. Obdarowały swoich podopiecznych Ziemią, nauczyły wszystkiego, co powinni wiedzieć i umieć, potem zaś zostawiły ich samym sobie. Zapowiedziały jednak, że pewnego dnia wrócą, a wtedy rozegra się Endgame. Dwanaście starożytnych rodów miało za zadanie z pokolenia na pokolenie przekazywać tę historię i trenować kolejnego Gracza – nastolatka, będącego w stanie wziąć udział w grze, której wynik zadecyduje o dalszych losach świata. Dwunastu żyjących obecnie spadkobierców tej tajemnicy otrzymuje wezwanie do gry i z mniejszym lub większym zapałem przystępuje do walki. Na Graczy czeka szereg skomplikowanych zagadek, a ich rozwiązanie ma sprawić, że jeden z nich znajdzie ukryte gdzieś trzy klucze. Zwycięzca ocali siebie i swoje plemię, ale to nie wszystko – wszyscy pozostali muszą umrzeć.

Gdyby próbować opisać całe przedsięwzięcie jednym słowem, to brzmiałoby ono: rozmach. Autorzy stworzyli nie tylko książkę, ale całą alternatywną rzeczywistość. "Endgame" to multimedialny projekt, który zaczyna się od tradycyjnej powieści, ale obejmuje także interaktywną grę, film, a potencjalnie serial i reality show. Bohaterów można poznać, śledząc ich profile na portalach społecznościowych, a czytelnicy mają okazję sami rozwiązać zagadki pojawiające się w powieści i wygrać 500 000 dolarów w złocie. Książce też nie można odmówić dynamizmu, gdyż obfituje w liczne zwroty akcji, bohaterowie przemieszczają się po całym świecie, używają wymyślnej broni, a wypadkami i katastrofami można by obdzielić parę powieści. Nie zmienia to jednak faktu, że rozmach nie jest jedynym wyznacznikiem dobrej literatury, a tutaj właściwie nie ma nic więcej. Podczas lektury miałam wrażenie, że cała para poszła w gwizdek.

endgame, wezwanie, endgame. wezwanie

Film na podstawie "Endgame. Wezwanie" rzeczywiście może okazać się komercyjnym sukcesem, gdyż znajdzie się zapewne spora grupa widzów spragnionych widoku krwi, rzezi i ścielących się grubą warstwą zwłok. Wspomniane określenia zdecydowanie nie są metaforami. Już od pierwszej strony rozpoczyna się zbiorowa egzekucja ludzkości, a potem ten czy inny bohater umiera – ewentualnie kilkadziesiąt innych osób. Jak już wspomniałam, nie brakuje akcji: powieść wypełniona jest po brzegi wyścigami, tropieniem przeciwników, rozwiązywaniem zagadek oraz mordowaniem pozostałych Graczy. Tutaj się kogoś poparzy, tam poucina kończyny, ewentualnie poderżnie gardło. Dzień jak co dzień. Problem w tym, że to, co sprawdza się w filmach z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej, nie zawsze zda egzamin w wersji powieściowej i podobnie jest w wypadku "Endgame".

Autorzy tak bardzo skupili się na skomplikowaniu akcji, że na bohaterów już zabrakło czasu, chęci lub pomysłu i są oni tylko płaskimi, mało interesującymi kukiełkami wędrującymi z miejsca na miejsce. U kilku postaci pojawia się szczątkowy zarys ich psychologii, ale zaraz ten nudny aspekt zostaje porzucony na rzecz kolejnego wyścigu, machania mieczem czy też walenia granatami. W związku z tym większość z nich można odróżnić tylko na podstawie jednej cechy. Gracze to: niepełnosprawny geniusz komputerowy, sadysta, niema, amerykańska dziewczyna z sąsiedztwa czy żona i matka. Duet Frey i Johnson-Shelton przedstawia nam co prawda każdy kolejny rozdział z perspektywy innego bohatera, lecz nie po to, by opisać jego sposób myślenia czy zaprezentować podejście do świata i Gry. Celem jest pokazanie: gdzie są, co robią i kogo akurat zabijają. Może autorzy w kolejnych tomach poświęcą więcej uwagi swoim podopiecznym, bo siłą rzeczy ich liczba stale się zmniejsza, więc i wysiłek nie będzie już tak duży.

Bohaterów łączy jedno – chęć zwycięstwa za wszelką cenę. Mimo młodego wieku jawią się oni jako perfekcyjnie wyszkoleni zabójcy, którzy nie cofną się przed niczym. Dziwi jednak fakt, że są właściwie równorzędnymi przeciwnikami, jeśli chodzi o sprawność fizyczną, a różni ich przecież ilość odbytych treningów. Część z nich ćwiczyła przez całe życie non stop, inni poświęcali temu zadaniu weekendy i wakacje albo zostali Graczami później, ze względu na przebieg wydarzeń. Warto także zaznaczyć, że najmłodszego i najstarszego uczestnika dzieli spora różnica wieku.endgame, wezwanie, endgame. wezwanie Sześć lat może niewiele znaczyć w codziennym życiu, ale to w końcu 2190 dni treningów, a mimo wszystko 13-letni dzieciak nie ma najmniejszego problemu z zabijaniem i torturowaniem ludzi, bo mordowanie sprawia mu frajdę.

Parę odciętych kończyn, zmiażdżenie czaszki, przerwany rdzeń kręgowy, rany cięte i kłute. Hmmm… Brzmi jak prawdziwa zabawa. Dzieci są tresowane niczym zwierzęta w cyrku, bo trudno to nazwać wychowaniem, i nauczone zabijać bez zmrużenia okiem. Wychowane na psychopatów, pozbawione sumienia stosują tylko jedną zasadę: wszystkie chwyty dozwolone.

Książka jest bardzo "efekciarska" i może znajdą się odbiorcy, których ta właśnie cecha zachęci, ale ja do nich nie należę. Nie czyta się tego źle, bo rzeczywiście dużo się dzieje, ale dla mnie w pewnym momencie poziom absurdu był za duży nawet jak na fikcję literacką. No bo jak wyjaśnić fakt, że świetnie wyszkolona grupa młodych ludzi w wieku od 13 do 19 lat bez żadnych czarodziejskich mocy czy umiejętności nadprzyrodzonych wychodzi bez szwanku z opresji, po których normalny człowiek byłby rozerwany na kawałki? Właśnie obok mnie wybuchła bomba – trudno, zmienię garnitur. Przy nastolatkach z tej powieści Chuck Norris i Bruce Lee to amatorzy i mięczaki.

"Endgame. Wezwanie" łączy akcję i science fiction, gdzie książka stanowi właściwie prozatorski zapis przebiegu filmu akcji. Powieść zapewni czytelnikowi sporo rozrywki, ale osobiście nie znalazłam w niej nic, co zostałoby mi w pamięci na dłużej.

Dziękujemy wydawnictwu Sine Qua Non za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
6
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...