Dreszcz 2: Facet w czerni

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski wtorek, 1 lipca 2014
dreszcz 2: facet w czerni

Niesamowicie podoba mi się różnorodność dzisiejszej fantastyki. Od brutalnego i krwawego fantasy, po powieści sławiące heroiczne czyny młodych bohaterów. Od science fiction, której najchętniej by się nie czytało, ale jak się przeczyta, to jest się zadowolonym, po trochę lżejszą space operę z rozbudowanym światem. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać – przecież są jeszcze moje ulubione fantastyczne kryminały oraz wiele, wiele więcej. Każdy znajdzie coś dla siebie. W tym wszystkim jednak wyróżnia się jeden człowiek, jeden pisarz, którego poczynania twórcze śledzę ze szczególnym zainteresowaniem. Jakub Ćwiek.

To nie jego książki otrzymują ode mnie (przynajmniej na razie) najwyższe oceny, lecz to one są najbardziej wyjątkowe. Nie są tworzone na podstawie oklepanych pomysłów innych autorów, powielanych w nieskończoność, i do tego cechują się rewelacyjnym humorem. Pierwszy „Dreszcz”, choć miał swoje wady, spełniał jednak wymienione wymagania, więc i jego mogę zaliczyć do kategorii tych ciekawszych i przykuwających uwagę utworów. Ha! Gdy tylko go pokazałem koledze, co prawda laikowi w dziedzinie literatury, z miejsca przyznał mi rację oraz stwierdził, że o czymś takim jeszcze nie słyszał. Pasożyt ludzki żyjący z pieniędzy córki, nie stroniący od alkoholu i seksu, superbohaterem? Jakub Ćwiek udowodnił, że można z tej idei stworzyć dobrą powieść. Czy druga część stanowi jej udane rozwinięcie?

„Dreszcz 2: Facet w czerni” przypomina (ale nim nie jest!) zbiór opowiadań. Wrażenie takie wywołuje treść poszczególnych rozdziałów, na które przypadają luźno powiązane ze sobą przygody Dreszcza. Dla przykładu: w jednym epizodzie walczy z węglowymi zombie, w kolejnym zaś mierzy się z tajemniczym Cieniaszem. Między obiema historiami pada tylko jedna wzmianka świadcząca o tym, że wydarzenia przedstawione w książce rozgrywają się chronologicznie. I tak jest prawie ze wszystkimi rozdziałami; jedynie pod koniec daje się zauważyć pewien ciąg fabularny – konsekwencje jednego odcinka są opisane w następnym. Taka forma, niestety, ma niemałe wady.

Najważniejszą z nich jest wolne i przewidywalne tempo zdarzeń. „Dreszcz 2: Facet w czerni” rozbudowuje polskie uniwersum superbohaterów, więc w trakcie lektury napotykamy nowych wrogów herosów, lecz nie dochodzi do ostatecznego rozprawienia się z nimi. To jeszcze mogę zrozumieć, aczkolwiek ich pomysły uśmiercenia głównych postaci nie należą do najbardziej zaskakujących, stąd deczko przynudzają. Mam zresztą wrażenie, że nie o to chodziło Jakubowi Ćwiekowi – drugi tom miał przedstawić antagonistów (stąd rozdziały są luźno powiązane, bo zazwyczaj na jeden z nich przypada jeden wróg), lecz pełnię ich możliwości zaprezentuje zapewne część trzecia. Jednakże nawet zarys „tych złych” charakterów nie obrazuje rzeczywistych umiejętności pisarza. Mając na uwadze świetną plejadę herosów – chociażby Czarnego Zawiszę, studenta-murzyna uważającego się za prawdziwego patriotę pomagającego ludziom za pomocą swoich zdolności – portrety negatywnych postaci są mało ekscentryczne. Chociaż doceniam takie smaczki jak wrzucenie do powieści prawdziwej osoby i uczynienie z niej złego, to jestem pod tym względem lekko zawiedziony.

dreszcz 2: facet w czerni

Jakub Ćwiek w każdej swojej powieści umieszcza wiele odniesień do popkultury oraz niebanalnego humoru. „Dreszcz 2: Facet w czerni” nie odbiega od reguły, ale jako miłośnik dowcipu polskiego twórcy, nie zostałem w stu procentach ukontentowany. Owszem, było miejscami śmiesznie, lecz tylko na tyle, abym się uśmiechnął – żadna scena, żaden dialog nie rozbawił mnie na tyle, bym zanosił się śmiechem do rozpuku, jak miało to miejsce podczas czytania pierwszego tomu przygód Zwierzchowskiego. Odkrywanie nawiązań do kultury też nie sprawiało takiej frajdy jak wcześniej.

Książka nie jest zła, mimo że uważam, iż autora stać na więcej, o czym świadczą jego poprzednie dzieła. Przede wszystkim broni się rozbudową bohaterskiego uniwersum, na który składają się nowi wrogowie czy wielokrotne wiadomości ze świata o tym, jak herosów przyjęło społeczeństwo. Cieszy mnie, że Rysiek nie ratuje ludzi w pojedynkę i często pomagają mu w tym Czarny Zawisza, ekipa super-żuli oraz Ekumen. Nie wspominając o młodym Benjaminie, choć bez mocy, to bajecznie bogatym, inteligencją, znajomością technologii i komiksów pomagającym Zwierzchowskiemu. Przewija się w tym także Alojz, znacznie mniej irytujący niż wcześniej, między innymi z uwagi na jego mniejszy udział w powieści oraz niewielki (jeżeli już) konflikt z głównym bohaterem. Przy nim pisarz wykorzystuje gwarę śląską, nadal robiącą na mnie spore wrażenie. Ponadto książka szczyci się szczególnie jednym, niezwykle zaskakującym zwrotem akcji, który na chwilę wyrywa ją ze stagnacji. Niestety, i po, i przed nim, powieść cechuje się tym samym, wolnym oraz przewidywalnym tempem. Jako bardzo dobre uzupełnienie lektury traktuję ilustracje Iwo Strzeleckiego. Są one zawsze miłym dodatkiem, który pozwala na lepsze wczucie się w klimat historii. Obrazek z okładki, trzeba przyznać, odbiega jednak od ogólnego poziomu. Zapewne przedstawia on Dreszcza, lecz wyglądającego jeszcze starzej i po prostu źle w porównaniu do pozostałych ilustracji.

dreszcz 2: facet w czerni

Najnowsze dzieło Jakuba Ćwieka można opisać słowami: czyta się łatwo, szybko i przyjemnie. Wielbiciele pisarza, którzy spodziewali się po nim więcej, mogą być trochę zawiedzeni. Ja wciąż liczę na bardziej mięsne i krwawe epizody Dreszcza z nieprzewidywalną akcją, której w tym tomie zabrakło. Mam nadzieję, że jest to tylko przejściowe i w następnych częściach nie zabraknie też kolejnej rzeczy, za którą lubię polskiego autora: fragmentów z humorem zwalającym czytelnika z nóg. W posłowiu Ćwiek sam stwierdza, że „Facet w czerni” to fundament pod trzeci tom. Wszystko wskazuje więc na to, że czeka nas w przyszłości świetna zabawa!

Koniec końców – „Dreszcza 2” polecam głównie najwierniejszym fanom Ryśka i jego ekscentrycznej kompani. Reszta może poczekać na ocenę „trójki” i wtedy zdecydować się na lekturę obu książek naraz. Jest to bardziej komfortowe wyjście, bo 270 stron zlatuje szybko i nie zaspokajają one apetytu na historię Zwierzchowskiego. Osoby, które nie przepadają zaś za Dreszczem, raczej się do niego nie przekonają za sprawą „Faceta w czerni”. Szczególnie jeśli nie lubią wplatania w powieść utworów z gatunku rock'n'roll. Ja sam nie jestem ich słuchaczem, więc po prostu je pomijałem.

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników 6,5 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

mat632 · czwartek, 3 lipca 2014, 00:27
0
Książki jeszcze nie czytałem i w najbliższym czasie, ze względu na ograniczony budżet, nie przeczytam, niemniej lektura wędruje na moją listę 'must have', bo: pierwsza część była przezabawna. Wspaniałe połączenie fantastyki z moim ukochanym AC/DC.

Odnośnie kontynuacji, wrażenia mieszane - okładka jest naprawdę słaba. Jakże inna od tej wykonanej przez Piotra Cieślińskiego. Uważam, że w ogóle nie pasuje do charakterem do pierwowzoru. Cieszy fakt, że nad ilustracjami wewnątrz lektury wciąż pracuje Iwo Strzelecki.

Kolejnym, niewątpliwym minusem jest objętość książki w stosunku do ceny jaką wydawca sobie za nią rości. Uważam, że 30 zł, za historię, którą można 'połknąć' w jedno popołudnie to zbyt wygórowana cena.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...